Tuesday, August 3, 2021
Home / Kultura  / „Alpyƒ” rozpaczy

„Alpyƒ” rozpaczy

Recenzja filmu „Alpy” w reżyserii Yorgosa Lanthimosa, który uważany jest za przedstawiciela tzw. greckiej nowej fali

W kinie – „Alpy” rozpaczy

Kadr z filmu „Alpy”, fot. mat. prasowe

Yorgos Lanthimos, jeden z przedstawicieli tzw. greckiej nowej fali, patrzy na świat podobnie jak wcześni surrealiści

W kinie – „Alpy” rozpaczy

Kadr z filmu „Alpy”, fot. mat. prasowe

Tak jak Luis Buñuel w słynnej scenie z „Widma wolności” snuł alternatywną wizję rzeczywistości, w której ludzie wspólnie się wypróżniają, a jedzą samotnie, tak i Lanthimos pokazuje, jak bardzo umowne i nietrwałe są reguły rządzące społeczeństwem. W wybitnym „Kle” przyglądał się pewnej rodzinie niczym kolonii owadów pod mikroskopem. Teraz, w niewiele gorszych „Alpach”, rozszerza ten „eksperyment” na większą grupę osób.

Tytułowe „Alpy” to firma, która oferuje nietypowe usługi – jej pracownicy za pieniądze odgrywają zmarłych przed opłakującymi ich bliskimi. Budują dla cierpiących okres przejściowy, w czasie którego ci oswajają się z poczuciem pustki. Sceny, w których widzimy ludzi z Alp przy pracy, budzą na początku konsternację. Aktorzy nie dbają o to, by się wczuć w role, swoje kwestie recytują beznamiętnymi głosami, małpowane przez nich gesty wyglądają sztucznie. Przypominają popsute roboty, które maniakalnie powtarzają te same czynności. Czy właśnie za to najmujący ich ludzie chcą płacić? W stronę odpowiedzi na to pytanie Lanthimos prowadzi widzów powoli, ale metodycznie.

„Alpy” są oszczędne w środkach, wręcz surowe; informacje są dozowane stopniowo, a w momencie, kiedy wydaje się, że mamy już rozeznanie w relacjach łączących bohaterów, wszystko zaczyna się na powrót komplikować. Przestaje być jasne, czy pracowników Alp widzimy w pracy, czy w ich własnych rolach – prywatne miesza się z zawodowym, całe życie okazuje się performance’em. Lanthimos brutalnie wygrywa absurd codziennego życia. Zagląda pod podszewkę grzecznościowych rozmów prowadzonych z bliskimi oraz codziennych rytuałów i widzi pustkę. Siłę rażenia „Alp” umniejsza tylko świadomość, że podobną tematykę i zestaw chwytów mieliśmy już w „Kle”. Grecki reżyser posiada swój styl – zimny, ostry i precyzyjny jak skalpel – a po kimś tak zdolnym należy oczekiwać, że przy każdym kolejnym filmie będzie zdobywał nowe szczyty. Nawet te wyższe od „Alp”.

Piotr Mirski

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach