Saturday, November 26, 2022
Home / Kultura  / „Alpyƒ” rozpaczy

„Alpyƒ” rozpaczy

Recenzja filmu „Alpy” w reżyserii Yorgosa Lanthimosa, który uważany jest za przedstawiciela tzw. greckiej nowej fali

W kinie – „Alpy” rozpaczy

Kadr z filmu „Alpy”, fot. mat. prasowe

Yorgos Lanthimos, jeden z przedstawicieli tzw. greckiej nowej fali, patrzy na świat podobnie jak wcześni surrealiści

W kinie – „Alpy” rozpaczy

Kadr z filmu „Alpy”, fot. mat. prasowe

Tak jak Luis Buñuel w słynnej scenie z „Widma wolności” snuł alternatywną wizję rzeczywistości, w której ludzie wspólnie się wypróżniają, a jedzą samotnie, tak i Lanthimos pokazuje, jak bardzo umowne i nietrwałe są reguły rządzące społeczeństwem. W wybitnym „Kle” przyglądał się pewnej rodzinie niczym kolonii owadów pod mikroskopem. Teraz, w niewiele gorszych „Alpach”, rozszerza ten „eksperyment” na większą grupę osób.

Tytułowe „Alpy” to firma, która oferuje nietypowe usługi – jej pracownicy za pieniądze odgrywają zmarłych przed opłakującymi ich bliskimi. Budują dla cierpiących okres przejściowy, w czasie którego ci oswajają się z poczuciem pustki. Sceny, w których widzimy ludzi z Alp przy pracy, budzą na początku konsternację. Aktorzy nie dbają o to, by się wczuć w role, swoje kwestie recytują beznamiętnymi głosami, małpowane przez nich gesty wyglądają sztucznie. Przypominają popsute roboty, które maniakalnie powtarzają te same czynności. Czy właśnie za to najmujący ich ludzie chcą płacić? W stronę odpowiedzi na to pytanie Lanthimos prowadzi widzów powoli, ale metodycznie.

„Alpy” są oszczędne w środkach, wręcz surowe; informacje są dozowane stopniowo, a w momencie, kiedy wydaje się, że mamy już rozeznanie w relacjach łączących bohaterów, wszystko zaczyna się na powrót komplikować. Przestaje być jasne, czy pracowników Alp widzimy w pracy, czy w ich własnych rolach – prywatne miesza się z zawodowym, całe życie okazuje się performance’em. Lanthimos brutalnie wygrywa absurd codziennego życia. Zagląda pod podszewkę grzecznościowych rozmów prowadzonych z bliskimi oraz codziennych rytuałów i widzi pustkę. Siłę rażenia „Alp” umniejsza tylko świadomość, że podobną tematykę i zestaw chwytów mieliśmy już w „Kle”. Grecki reżyser posiada swój styl – zimny, ostry i precyzyjny jak skalpel – a po kimś tak zdolnym należy oczekiwać, że przy każdym kolejnym filmie będzie zdobywał nowe szczyty. Nawet te wyższe od „Alp”.

Piotr Mirski

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ