Home / Rozwój  / Psychologia  / Fenomen Tindera: Wielka miłość czy łatwy seks?

Fenomen Tindera: Wielka miłość czy łatwy seks?

To jest smutne. Samotna, zraniona kobieta z kompleksami nagle odzyskuje pewność siebie, bo kilku mężczyzn pochwaliło jej wygląd

kobieta szukając aplikacji tinder w telefonie

Na czym polega fenomen Tindera? / fot. Rob Hampson / Unsplash

Według danych AppStore par w tej aplikacji jest ok. 30 miliardów. Na czym polega fenomen Tindera i dlaczego każdy z nas zna od jednej do całego grona osób, którzy używają tej aplikacji randkowej, lub jak wolą twórcy – tego „fenomenu kulturowego”?

Nie wszystko jest takie proste, jak przesuwanie zdjęć w lewo i w prawo

Łatwy do zrozumienia opis tego, o czym mówimy zawiera w książce „50 twarzy tindera” Joanna Jędrusik:

Tinder to aplikacja, którą instalujemy w smartfonie; jest darmowa, chociaż istnieje też płatna wersja, która pozwala na przykład zwiększyć zasięg wyszukiwania partnerów i tak dalej. Każdy użytkownik ma swój profil i może przeglądać profile innych użytkowników. Jeśli ktoś nam się spodoba, przesuwamy jego zdjęcie w prawo. Jeśli osoba ze zdjęcia zrobi to samo, zostajemy parą (matchem, od angielskiego słowa match) i można zacząć ze sobą rozmawiać. Jeśli rozmawia się fajnie, można umówić się na spotkanie.

Jak widać, w samej obsłudze nie ma nic skomplikowanego. Ale nie wszystko jest takie proste, jak przesuwanie zdjęć w lewo i w prawo.

Powody do rejestracji w aplikacji randkowej są bardzo różne

Warto przyjrzeć się przede wszystkim założeniom. Nie mówię o założeniach twórców, bo one często mijają się z rzeczywistością. Zebrałam informacje od osób, które Tindera mają lub miały w przeszłości. Okazuje się, że powody do rejestracji w aplikacji randkowej są bardzo różne.
Pierwszą osobą, z którą rozmawiałam na ten temat była 24-latka. Zainstalowała Tindera po rozstaniu z facetem, z którym była 5,5 roku. Nie chciała się wiązać, raczej przeżyć coś nowego, szalonego. Zaliczam ją do grona szczęśliwców. Poznała dużo ciekawych osób, nie spotkała się z żadnymi zboczeńcami i może traktować Tindera jako pozytywną przygodę. Po jakimś czasie aplikacja jej się po prostu znudziła, ale uważa, że była w mniejszym czy większym stopniu przydatna w jej życiu. Wytłumaczyła mi, że dużo pracujących mężczyzn naprawdę nie ma czasu, ani okazji poznać żadnej kobiety, a chcieliby mieć bliską osobę.
Kolejny rozmówca to chłopak w wieku 21 lat. Znamy się osobiście, często polemizujemy o życiu, ludziach i kwestiach metafizycznych. Ma swój konkretny pogląd na świat i opinie na wiele tematów. Jest osobą otwartą i ma dużo do powiedzenia. Pomyślałam, po co takiej osobie Tinder? Tym razem odpowiedź była inna. Założył konto w aplikacji dla rozrywki, ale uważa, że jest bardzo mała szansa na poznanie tam dobrej dziewczyny. Od razu nasuwa mi się opinia Joanny Jędrusik wyrażona we wspomnianej wyżej książce:

Niestety było też przekonanie, że na Tinderze można spotkać miłość. Przekonanie, które oczywiście nie jest w 100 procentach nieprawdziwe, ale z dzisiejszej perspektywy uważam je za cholernie szkodliwe.

Tak właśnie uważa mój znajomy, ale wydaje mu się, że ma wysokie wymagania w stosunku do kobiet. Twierdzi, że większość dziewczyn na Tinderze to przysłowiowe księżniczki, a najczęściej spotykany opis brzmi: „Netflix and chill”. Tu muszę się zgodzić, jak zwrócić uwagę na osobę, której jedynym zainteresowaniem jest leżenie w łóżku i oglądanie seriali? Najdłuższa znajomość nawiązana przez mojego rozmówcę na Tinderze trwała 3 tygodnie, a zakończył ją seks. Przyznaje więc, że głównie o to w tym chodzi, bo tak jest to często traktowane przez użytkowników.
Teraz coś zabawniejszego, a może smutniejszego. Nie mogę się zdecydować. To krótka historia o tym, co się liczy w dzisiejszych czasach. 24-letni mężczyzna w związku, Tindera założyła mu jego dziewczyna. Dziwne. Co dziwniejsze, powodem nie była chęć sprawdzenia jego wierności, on tej aplikacji nie używa. Ma na niej konto po to, żeby było widoczne dla użytkowników, bo w opisie jest zawarty link do Instagrama, co równa się rosnącą liczbą obserwujących. Wow, nie wpadłabym na coś takiego i chyba nawet szkoda byłoby mi czasu na takie zabawy, z resztą po co? Okazuje się, że to nie jest jedyny taki przypadek i bardzo dużo ludzi to robi. Czy to aż tak ważne?

Błędne sygnały mogą zaboleć

Nadal trudno to wszystko zrozumieć – ludzie nie mają czasu kogoś poznać, ale jak się zwiążą, to czas na spotkania magicznie się znajdzie. Poznajesz ciekawą osobę, widujecie się, może nawet się zakochasz, a nagle ma okazać się, że chodziło jej tylko o seks lub chwilową bliskość. Błędne sygnały mogą zaboleć.
Tak właśnie zabolało kolejnego spotkanego przeze mnie użytkownika Tindera. 20-latek zakłada konto spontanicznie, bez konkretnych zamiarów. Poznaje dziewczynę, zakochuje się. Prosta historia. Nagle ona zrywa kontakt bez słowa, a on nie może się z tym pogodzić, bo traktował ją jako jedyną. Twierdzi, że popadł w depresję, a z social mediów musiał ją usunąć, bo gdy widział jej twarz, dostawał nerwobólów. Ocenia Tindera pozytywnie, ale nie poleca osobie szukającej kogoś na stałe.

Powiedzenie „Easy come, easy go” nie zawsze się sprawdza

Takich teorii poznałam jeszcze kilka – dobra sprawa na nudę, samotność, łatwy seks, ale nikogo porządnego się tam nie znajdzie. Nagle przychodzi mi na myśl moja koleżanka, która jest z chłopakiem poznanym na Tinderze. Żyją tak razem w szczęśliwym związku już od ok. pół roku. Poznałam go i bardzo polubiłam. Powiedzenie „Easy come, easy go” się tutaj nie sprawdziło. Byli razem już po 10 dniach od pierwszego spotkania i wszystko się dobrze ułożyło. Ona nie umie powiedzieć, czemu założyła Tindera, po prostu to zrobiła.

Szczęśliwa para

Czy da się znaleźć miłość na Tinderze? / fot. pixabay.com

Samotna, zraniona kobieta z kompleksami nagle odzyskuje pewność siebie

Jest jeszcze jeden powód rejestracji tam masy osób – kompleksy. Pozwólcie, że jeszcze raz zacytuję „50 twarzy Tindera”:

Kompleksy jakby się zacierają. Mądry terapeuta wytłumaczyłby mi, że źródłem poczucia własnej wartości nie powinni być dla mnie inni ludzie i ich komplementy, ale ja sama. Tylko że jak różni faceci powtarzają mi dziesiątki razy, że mam śliczny tyłek czy uśmiech, to po prostu zaczynam w to wierzyć. Zaczynam to traktować jak fakt, niemalże naukowy, bo przecież potwierdzony przez wielu niezależnych świadków.

To jest smutne. Samotna, zraniona kobieta z kompleksami nagle odzyskuje pewność siebie, bo kilku mężczyzn pochwaliło jej wygląd. Skłaniałabym się raczej ku mądremu terapeucie. Czy kobiety naprawdę potrzebują masy komplementów, żeby poznać swoją wartość? Nie myślcie tak, proszę.

Jak to w końcu jest z tym Tinderem?

Nie można powiedzieć, że to zła rzecz. Aplikacja pomaga osobom nieśmiałym czy chcącym poznać dużo ludzi w krótkim czasie. Tylko dlaczego stała się tak modna, że korzysta się z niej bez żadnego założenia? Przesuwam lewo-prawo, lewo-prawo, jak maszyna. Zleciał czas w pracy czy szkole.
Poznawanie ludzi zawsze jest dobre, kształtuje otwartość i tolerancję. Czemu więc nie mieć Tindera? Mieć – spoko. Żyć nim – już nie. Spotykajmy ludzi w każdy możliwy sposób, ale przestańmy doprowadzać do tego, że na żywo nie poznaje się już nikt.

Okładka książki 50 twarzy Tindera

„50 twarzy Tindera” to autobiograficzny reportaż Joanny Jędrusik / fot. Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Szukasz sensu na jedną noc? A może seksu na całe życie? Polizwiązku z kilkoma fajnymi osobami? Stałej, monogamicznej relacji? Dalej nie możesz znaleźć miłości? A może była, ale się skończyła?
Na Tinderze możesz znaleźć to wszystko, a nawet więcej.
Asia Jędrusik korzystała z tej apki tak intensywnie, że momentami aż bolał ją kciuk od przewijania potencjalnych partnerów. I tylko raz umówiła się na randkę z fanem Breivika.
Czytając jej przygody na przemian chce się płakać i wybucha się śmiechem. Nie zdziw się jednak, gdy w przezabawnie opisywanych przez nią randkach, odnajdziesz portrety osób przypominające twoich znajomych.

„50 twarzy Tindera to fascynujący autobiograficzny reportaż o poszukiwaniu bliskości, seksu i sensu, praktyczny poradnik randkowania i obsługi relacji damsko-męskich.”

Tak książkę Joanny Jędrusik opisuje Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Zuzanna Kaznowska

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach