Home / Felietony  / Felieton terapeutyczny: Miłość i furia

Felieton terapeutyczny: Miłość i furia

„Nie jestem w stanie dłużej z nią wysiedzieć. Po kilku godzinach z matką włączają mi się „flesze” z trudnej przeszłości”

Trudno, aby była Pani jak Dalajlama, czyli tylko rozumiała i współczuła, choć to wspaniała koncepcja / fot. Unsplash

Oto list, który otrzymałam: „Czasem się czuję jak wyrodna córka. Jestem mężatką, mam dwóch synów. Moja matka mieszka samotnie w innym mieście i odkąd moje dzieci dorosły, dwa lub trzy razy w roku jadę ją odwiedzić. Sama. Zatrzymuję się wówczas na kilka dni w hotelu”

Kadr z filmu „Zbliżenia”. Na zdjęciu: Joanna Orleański i Ewa Wiśniewska, reż. M. Piekorz

Kadr z filmu „Zbliżenia”. Na zdjęciu: Joanna Orleański i Ewa Wiśniewska, reż. M. Piekorz / fot. materiały prasowe

„Zauważyłam, że bywają takie wyjazdy, kiedy jestem w stanie odwiedzać matkę najwyżej co drugi dzień i to przez godzinę, maksimum dwie dziennie. Ona przeważnie mnie prosi, żebym została dłużej, a najlepiej mieszkała u niej, a nie w hotelu. Nie jestem jednak w stanie dłużej z nią wysiedzieć, bo po kilku godzinach z matką włączają mi się „flesze” z naszej trudnej przeszłości. Robię się dla niej nieprzyjemna, drażnią mnie niektóre jej gesty, narasta we mnie wściekłość i furia. Jestem tego świadoma, ale nie umiem nad tym zapanować, a jednocześnie czuję do niej miłość, tkliwość i współczucie. I wiem, że ona mnie bardzo kocha, jej miłość czuję we wszystkim – jak na mnie czeka, gotuje, odbiera telefon, godzi się na każdy emocjonalny „ochłap”, który jej rzucamy z bratem (mój brat rzadko ją odwiedza). A ja się wciąż szarpię, rozczarowuję ją, mam przypływy i odpływy, mam humory, choć wiem, że istotą jej życia było być matką i żoną, najważniejszy był dom i rodzina. A jednak – już jako dorosła kobieta – nie jestem w stanie długo z nią wytrzymać, choć mama niczego konkretnego nie robi, aby mnie drażnić czy wkurzać, to się dzieje samo. Potem wracam do domu i boję się, że już jej nigdy nie zobaczę… I mam poczucie winy, także z tego powodu, że spałam w hotelu. Jednak następnym razem robię to samo, jestem wściekła, zła i… kochająca, i tak w kółko. Czy to jest normalne? Może za często tam jeżdżę? Joanna”.

 

Trudno, aby była Pani jak Dalajlama, czyli tylko rozumiała i współczuła, choć to wspaniała koncepcja / fot. Unsplash

Trudno, aby była Pani jak Dalajlama, czyli tylko rozumiała i współczuła, choć to wspaniała koncepcja / fot. Unsplash

„Pani Joanno, jeśli jest Pani świadoma, że czuje Pani wobec mamy równocześnie gniew, miłość i jeszcze inne uczucia – zarówno negatywne, jak i pozytywne. To jest to normalna i zdrowa rzecz. Ma Pani poczucie winy z powodu „złych” emocji. Ma Pani też wygórowane oczekiwania wobec siebie. Trudno, aby była Pani jak Dalajlama, czyli tylko rozumiała i współczuła, choć to wspaniała koncepcja. W praktyce jednak, w codziennym życiu, trudno tylko współczuć i rozumieć, jeśli jest się zwykłym człowiekiem. Jeśli czuje Pani to, co czuje i  jeśli bywa Pani wobec mamy nieprzyjemna i unikająca, to dzieje się tak z konkretnych powodów. Tak się widać zadziało w przeszłości, że trudno do dziś pewne rzeczy zapomnieć  i  może tak być, że kiedy jest Pani z matką dłużej, to ma Pani te „złe flesze” z przeszłości, mimo tego, że Pani tego świadomie przecież nie chce.
Wygląda na to, że Pani mama – przez to, że musi obecnie znosić Pani „humory”– ponosi konsekwencje tego, co kiedyś było trudne w waszej relacji, co „zrobiła źle”. Nie szukałabym jednak w tamtych zaszłościach jej umyślnej winy czy złych intencji. Raczej starałabym się zrozumieć, że jeśli mama dostała od swojej matki zbyt mało (w sensie emocjonalnym), to – pomimo najlepszych starań – ile od siebie mogła Pani dać? Pani też jest matką – czy nie starała się Pani jak najlepiej wobec swoich dzieci, tak, jak Pani umiała? Historia Pani życia pokazuje, że często, już jako dorosła kobieta, naginała się Pani, kosztem siebie, do oczekiwań innych, aby czuli się komfortowo. Także do oczekiwań mamy, aby to ona była zadowolona. Tylko że wówczas za każdym razem musiała Pani coś w sobie stłamsić, co i tak w inny sposób dochodziło do głosu, przybierając postać frustracji, gniewu itp. Teraz, jeśli mama prosi, aby została Pani u niej dłużej niż dwie godziny lub na noc, czyli wywiera swoim smutkiem i oczekiwaniem rodzaj presji, a Pani się nagina i robi to, co ona chce – ma to swoją cenę: narasta w Pani złość i robi się Pani dla niej nieprzyjemna. I nad tym już Pani nie panuje. To dotyczy też innych Pani relacji, w których się Pani nagina kosztem siebie. Można się temu przyjrzeć na psychoterapii (podobnie jak „złym fleszom” i ostatniemu Pani pytaniu).

Aleksandra Przychodzeń

Aleksandra PrzychodzeńAleksandra Przychodzeń jest psychoterapeutką. Pracuje w Krakowie. Listy do terapeutki można kierować na adres: a.przychodzen@multinatura.pl

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach