Friday, November 26, 2021
Home / Styl życia  / Podróże  / Fair play, czyli relacja z treningu

Fair play, czyli relacja z treningu

Choć trening to tylko namiastka meczu, nie ma to znaczenia, bo piłkarze mistrzowskich reprezentacji – są tak samo przystojni!

portal dla kobiet

portal dla kobiet

Choć trening to tylko namiastka meczu, dla tych kobiet które i tak nie rozumieją zasad gry w zasadzie nie robi to większej różnicy. Grunt, że jest cicho, spokojnie, kolejki do toalety żadne, a piłkarze mistrzowskich reprezentacji – tak samo przystojni!

portal dla kobiet

Choć trening to tylko namiastka meczu, nie ma to znaczenia, bo piłkarze mistrzowskich reprezentacji – są tak samo przystojni!

Chwila oczekiwania, leniwe opalanie się na trybunach stadionu Wisły i wreszcie są – niezmiernie punktualni piłkarze reprezentacji Holandii. Obok mnie kibice szaleją, powstają z miejsc siedzących i wymachują flagami. Coś wypadałoby krzyknąć. Ale co? „Trenujcie, trenujcie”?

 

Do boju… Polsko?

Siedzimy i chcemy nerwowo kibicować. Dramatycznie. Bo to nie jakaś lekcja w-f, ale profesjonalny trening. Od w-f różni się tym, że każda z przebywających na murawie osób zarabia w ciągu godziny więcej niż przeciętny wuefista rocznie. No i rzecz jasna, każde skinienie, przysiad czy skłon poprzeczny nagradzane są przez blisko 25-tysięczną publiczność gromkimi brawami. Trochę to dziwne. Bo przykładowo, kiedy ja robiłam kolejne okrążenia na zajęciach lekcyjnych w-f nikt nie bił mi brawo, a zapewne jeśliby kto patrzył, ubaw miałby na pewno większy. Tymczasem Holendrzy błyszczą. Nie wiem czy to kwestia ich uroku osobistego, wygimnastykowanych seksownych ciał czy zwyczajnie brak konkurencji na boisku, ale przez 90 minut treningu oklaskiwani są intensywniej i dłużej niż ostatnia premiera w operze.

mecz holandia krakow

Co kobieta może robić na meczu? Jak to co - podglądać mężczyzn! No i czytać Miasto Kobiet

Co kobieta może robić na meczu?

Cóż, niewiele. Zwłaszcza, że stadion to bodajże jedyne miejsce użyteczności publicznej, gdzie kolejki do damskiej toalety są mniejsze w porównaniu z przybytkiem męskim. Więc nawet wyjście na przysłowiowe przypudrowanie noska trwa tyle ile zazwyczaj przypudrowanie noska trwać powinno. I nie ma co grać na czas. A zabić nudę trzeba.

Nie należy jednak od razu się poddawać. Można na przykład potraktować stadiom miejski jako punkt obserwacji mężczyzn. Z jednej strony – kibice. Rozsiedli się dookoła ze swoimi sportowymi gazetkami i jeszcze przed rozgrywkami komentują rozstawienie piłkarzyków na zielonym prostokącie. Właściwie może powinnam wpaść na to wcześniej, ale dopiero podczas tegorocznego EURO odkryłam, że futbol to nie sport, ale prawdziwa gra strategiczna. Takie szachy na żywo, gdzie piłkarskie pionki ustawione są na murawie niczym szyki żołnierzy na poligonie. I podobnie jak w czas wojny – starcie obrońców i napastników wyzwala iście patriotyczne emocje, w których krzyki i barwy wojenne przeplatają się z pieśnią rycerską.

A propos pieśni. Sektor z białą gwiazdą (ewenement na skalę światową) zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie, dostarczając wszystkim zebranym dodatkowych emocji. Niewątpliwie byłby to też i trzeci gracz w tej grze, gdyby na stadionie trwał mecz. Ale że na stadionie poza Holandią nie ma nikogo, mobilizujące krzyki „Polska Biało-Czerwoni” i „Wisła Kraków” wydają się trochę nie na miejscu. Pytanie czy te przyśpiewki w ogóle działają. I czy są szczere. Czy tylko zwyczajnie – są, a kibice z rozpędu przyszli na stadion nie głowiąc się zbytnio nad tym kto i o co gra, byle tylko wygrali „nasi”, no i po wyjściu ze strefy monitorowanej było się na kim wyżyć. To ostatnie w sumie trochę mnie przeraża i martwi, zwłaszcza że część współkibiców po ostatnich zamieszkach w kolejce po darmowe bilety przed budynkiem CORTu odczuwa zapewne lekki niedosyt i z połamanymi kończynami mieć może nadzieję na rewanż.

sneider krakow

Zawodnik numer 9 holenderskiej reprezentacji w piłce nożnej na murawie w Krakowie wydawał się wyjątkowo przystojny. Tu na zdjęciu w gazecie w masce...

Ale nie wyprzedzajmy faktów. Na boisku trwa zacięty trening. Piłkarze pocą się i męczą. Jeden z nich, z rozwichrzoną czupryną biega i podskakuje w iście męskim stylu, a jego ciało w promieniach słonecznych wydaje się bardziej smukłe niż innych – choć wszyscy dzierżą jednakowe kubraczki. Rzecz jasna, to że w pewnym momencie ów przystojniak zatkał sobie jedną dziurkę nosa palcem, a drugą dziurką wysmarkał na murawę to co mu zbywało w nosie lekko mnie zdegustowało, no ale nikt nie jest doskonały. Zwracam się więc o pomoc w rozpoznaniu jegomościa do moich współtowarzyszy w kibicowaniu, którzy uprzednio próbowali wyjaśnić mi tajniki spalonego. Drodzy moi, kim jest ten koleś w niebieskim. Niebiescy (czyli pomarańczowi) nie ułatwiają nam zadania. Ruszają się i plączą w oczach, ale wreszcie udaje się namierzyć samca. To zawodnik z 9. Klos coś tam. I ukazuje mi oblicze jego w gazecie. I znów – pech. Facet ma maskę na twarzy. Tak leczy się złamanie nosa. Straszne. Fair play i dalej już nie słucham. W sumie po co? Twarzy i tak nie widać. A co mnie obchodzi, czy weszli do drugiej grupy albo w której gra lidze? Ważne, że pupę ma facet… pierwsza klasa. [DP]

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach