Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Ewa Farna – życie jakie lubię

Ewa Farna – życie jakie lubię

Nigdy nie byłam na randce. Przeraża mnie, że facet, który się mną interesuje, może wiedzieć o mnie prawie wszystko - mówi w wywiadzie dla Miasta Kobiet Ewa Farna.

ewa farna randka

Nigdy nie byłam na randce. Przeraża mnie, że facet, który się mną interesuje, może wiedzieć o mnie prawie wszystko - mówi w wywiadzie dla Miasta Kobiet Ewa Farna

Nigdy nie byłam na randce. Przeraża mnie, że facet, który się mną interesuje, może wiedzieć o mnie prawie wszystko – mówi w wywiadzie dla Miasta Kobiet Ewa Farna

ewa farna randka

Nigdy nie byłam na randce. Przeraża mnie, że facet, który się mną interesuje, może wiedzieć o mnie prawie wszystko – mówi w wywiadzie dla Miasta Kobiet Ewa Farna, fot. Łukasz Ziętek Magic Records

Życie jakie lubię

Otwarcie przyznaje, że jest egoistką – cieszy się uwielbieniem tysięcy fanów skandujących głośno jej imię na każdym koncercie. Na scenie wulkan energii – swoją charyzmą i zadziwiająco silnym głosem zaraża nieprzebrane tłumy. Jednak wraz ze scenicznym makijażem Ewa Farna zmywa z twarzy maskę gwiazdy. Po koncercie podbiega do nas boso – roześmiana, twardo stąpająca po ziemi nastolatka, a wywiad zamienia się w przyjacielskie babskie pogaduszki – o facetach, imprezach i klasówkach z biologii

Po koncercie ludzie bili się o Twój autograf, przed Twoim pokojem czekają tłumy fanów marzących o tym, żeby zrobić sobie z Tobą zdjęcie. Jest wśród nich grupa osób, które jeżdżą za Tobą wszędzie, noszą przy sobie Twoją nową płytę, pokój mają oblepiony Twoimi plakatami. Nie przeszkadza Ci czasem to – niemal fanatyczne – uwielbienie?

Nie, to akurat jest bardzo przyjemne, fajnie mieć tak zaangażowanych i oddanych fanów. Na koncertach uwielbiam tłumy ludzi, choć w każdym innym miejscu, np. w centrach handlowych, takie wielkie skupiska mnie strasznie męczą. Znam ludzi z mojego fan clubu, którzy jeżdżą za mną na każdy koncert, i zazwyczaj są to bardzo miłe osoby. Oczywiście zdarza mi się wysłuchiwać od obcych ludzi, że „wiedzą o mnie wszystko” (czyli więcej niż ja sama), i to właśnie bywa przerażające i dowcipne zarazem. Zdarzają się też fani-prześladowcy czyhający pod moim domem czy szkołą, czego zupełnie nie akceptuję – wkurzam się i robię się naprawdę nieprzyjemna.

Jak w takich sytuacjach reagują Twoi znajomi ze szkoły?

Czasem ostrzegają: „Ewa, uważaj, bo jakiś facet już dwa dni stoi pod szkołą”. To się zdarza. Do szkoły chodzę bez makijażu, wyglądam normalnie, biegnę z lekcji na lekcję, bo kiedy tam już jestem, piszę mega dużo sprawdzianów. I kiedy ktoś woła o autograf, mówię: „Ej, człowieku, ja jestem teraz w szkole”. Czasem podkreślam, że granice mojego domu i mury szkoły to nie Europa po Schengen – tam nie wpuszczam nikogo. Kocham moich fanów i daję im sporo od siebie. Czasem rozdawanie autografów trwa dłużej niż sam koncert. Jestem z nimi w kontakcie i wiem, że wiele im zawdzięczam. Stawiam jednak twardą granicę między życiem prywatnym a zawodowym.

Wiadomo, że wraz z rosnącą liczbą fanów przybywa także antyfanów. Bolą Cię negatywne opinie na Twój temat, zmieniasz się pod ich wpływem?

Nienaturalnym byłoby zmienianie się pod czyjeś dyktando. Jeśli byłyby to uwagi od kogoś, kogo znam, kogoś mi bliskiego, to jak najbardziej. Ale nigdy nie da się zrobić tak, by wszyscy byli zadowoleni. Nie ma ideałów i ja też nie chcę być idealna. Człowiek, który jest pozytywnym świrem, jest ciekawy. Nie przejmuję się, jeśli ktoś pisze, że mam grube nogi, jestem taka czy siaka. Staram się walczyć ze swoimi wadami, ale tylko tymi, o których słyszę od osób, które naprawdę mnie znają. Nie bolą mnie te komentarze, bo wiem, że mam fajne życie. Ale to wszystko nie jest za darmo i czasem słyszę o sobie historie wyssane z palca.

farna ewa

Cieszę się tym, co jest, dziękuję Bogu za zdrowie i błogosławieństwo. Ja po prostu lubię moje życie – mówi w wywiadzie dla Miasta Kobiet Ewa Farna, fot. Łukasz Ziętek Magic Records

A rówieśnicy z Twoich okolic zaakceptowali Twój sukces? Spotykasz się czasem z zazdrością z ich strony?

Nie. Mieszkam w Czechach i chodzę do polskiej szkoły. Znamy się od małego, bo albo chodzimy do tej samej klasy, albo znają się nasi rodzice. Mieliśmy więc kontakt, zanim zaczęło się to, co ma miejsce teraz. Dlatego, odpukać (Ewa odpukuje przesądnie), nie spotkało mnie nigdy nic przykrego z ich strony. Raczej gdy przychodzę do szkoły, mówią: „ej, mamy dziś sprawdzian z biologii, wiesz?”. I to jest super, bo spada się na ziemię. Oczywiście przychodzi coś takiego, że człowiek się jara samym sobą, bo jest tłum, wykrzykuje twoje imię, to świetne uczucie. Ale potem wracasz do szkoły, do normalności. Ludzi, którym naprawdę ufam i którym wierzę, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Mam kupę kolegów, ale jedynie dwóch prawdziwych przyjaciół. Znamy się od dziecka i z nimi czuję się bezpiecznie. Mamy szczery kontakt i zdarza im się mnie ochrzanić. No i mama – ona jest moją najlepszą przyjaciółką.

Ludzie, z którymi grasz, to także przyjaciele czy tylko współpracownicy?

Z chłopakami z obecnego składu gram prawie trzy lata. Jesteśmy zgrani, bo kiedy spędza się ze sobą tyle czasu, podróżuje godzinami busem, trzeba nadawać na tej samej fali, nie tylko muzycznie, ale i emocjonalnie. Nie pracuję w kancelarii – współpracuję z ludźmi, z którymi muszę być blisko, w naszych relacjach bardzo liczy się kreatywność. Wcześniejsza paczka też była świetna. Wybrali własną drogę, założyli kapelę. To ważne, by się dobrze rozumieć, przyjaźnić, bo to przekłada się na komfort i wyniki pracy.

Skoro się obracasz w świecie, w którym trudno o utrzymanie jakichkolwiek bliskich relacji – jak poznać chłopaka, który będzie z Tobą, ponieważ jesteś, jaka jesteś, a nie dla Twojej popularności?

To bardzo trudne. Nigdy nie byłam na randce. Przeraża mnie, że facet, który się mną interesuje, może wiedzieć o mnie prawie wszystko. Wie, co lubię, czego nie, i zaczyna się dopasowywać do tego, co wyczytał o mnie w sieci. Mój pierwszy związek powstał na bazie przyjaźni i wspólnej pracy, bo graliśmy razem. Nie było czasu na randki. Marcus mieszkał w Pradze, ja chodziłam do szkoły. Mojego ostatniego chłopaka poznałam także przy okazji pracy – byliśmy konferansjerami na uroczystości rozdania czeskich nagród Grammy. Po zakończeniu przygotowań już nie wyobrażałam sobie, że nie będziemy się spotykać. I zostaliśmy razem.

A obecnie jesteś z kimś związana?

Teraz niestety jestem wolna i raczej długo będę. Nie lubię przelotnych romansów i facetów na jeden wieczór. Jestem długodystansowcem. Ale nie podoba mi się bycie singielką. Kiedy gram koncert, dużo się dzieje, jest masa ludzi. Ale potem wszyscy się rozchodzą, następnego dnia o piątej rano wyjeżdżam i nie mam do kogo zadzwonić. Przychodzi smutek. Owszem, są rodzice, menedżer, ale to nie to samo. Może więc kiedyś…

Patrząc na Ciebie, wątpię, żeby Twoja samotność trwała długo. Czy swoje przeżycia opisujesz czasem w piosenkach, czy to raczej czysta twórczość literacka?

Czasem piszę o własnych przeżyciach – tak było w przypadku piosenki „Uwierzyć”, która jest o mojej zmarłej babci, lub „Król to Ty” – utwór dla Michaela Jacksona, bo go podziwiam. Jeśli chodzi o utwory o miłości, to chyba tylko trzy traktują o moich przeżyciach, bo wiem, ile można wyczytać z piosenek. Na przykład „EWAkuacja”, czyli w czeskiej wersji „Toužím”, jest takim moim tekstem pisanym z myślą o byłym chłopaku, z czasów, gdy byliśmy razem.

Mówi się, że artyści są kimś innym przed kamerą, a kimś innym prywatnie. A jak jest z Tobą?

Zawsze jestem po prostu sobą. Cieszy mnie, że nie muszę robić z siebie kogoś, kim nie jestem. Oczywiście wychodząc na koncert, mam makijaż jak maskę, ale to tylko dodatek, choć niezbędny (śmiech). Jako człowiek zostaję dalej tą samą, trochę ześwirowaną dziewczyną. Czasem trzeba mieć poker face, ale w innym sensie. Niestety, często cierpię na straszne bóle brzucha… Ale kiedy muszę akurat grać koncert, wychodzę i uśmiecham się do fanów, choć w środku chce mi się płakać z bólu i najchętniej poszłabym do domu. Robię to i daję z siebie wszystko, bo mam świadomość, że któryś z nich może mnie zobaczyć pierwszy i ostatni raz. Na koncercie jestem w pracy i staram się zachowywać profesjonalnie.

A czego Ewa Farna słucha prywatnie? Czym się inspirujesz?

Fanami. Czytam ich posty i uwagi na Facebooku, staram się nimi kierować i spełniać niektóre ich prośby. Tak było z zeszytami i koszulkami z moją podobizną – to był pomysł fanów. Odnośnie do muzyki, słucham absolutnie wszystkiego, od Pink, Beyoncé po Foo Fighters, Linkin Park, a nawet jazzowych klimatów. Nie skreślam niczego od razu. Lubię poznawać nowe brzmienia i cały czas szukam. Ostatnio zakochałam się w nowej płycie Afromental.

Często jesteś porównywana do Dody. W Polsce jest zaledwie kilka topowych wokalistek. Wspieracie się czy rywalizujecie ze sobą?

Nie mogę powiedzieć, że mam przyjaciółki w świecie show-biznesu, ale nie czuję też szczególnej rywalizacji. Przy okazji koncertów spotykam się z różnymi artystami i z jednymi rozumiem się świetnie, z innymi trochę gorzej. To jest normalne. Zdarza się, że gdy się poznamy, pozostajemy w kontakcie, choćby przez SMS. Tak było np. z Dodą. Ona zapraszała mnie ostatnio na premierę swojego clipu, innym razem ja wysyłałam jej życzenia. Dzięki niej poznałam też Nergala, którego bardzo polubiłam – to niesamowicie mądry, charyzmatyczny człowiek. A wczoraj byłam na koncercie Czesława Mozila, z którym świetnie się bawiłam. Na moim koncercie urodzinowym zgodzili się wystąpić Afromental. Tych chłopców ubóstwiam. Oczywiście zdarzają się też mniej przyjemne spotkania. Przy okazji jednego z telewizyjnych występów miałam wspólną szatnię z pewną artystką. Myślałam, że będzie super, poznamy się, pogadamy o ciuchach. Kiedy wróciłam po próbie, zauważyłam, że moje nazwisko zniknęło z plakietki na drzwiach, bo ona nie życzyła sobie dzielenia przestrzeni ze mną. Miałam więc szatnię z resztą ekipy i to tam poznałam świetnych ludzi. Czasem najfajniejsze są nie osoby ze świecznika, ale te, których nie widać przed kamerami. Bywa też tak, że ma się wrażenie, że „ten na topie” zadziera nosa, a tak naprawdę jest fajnym człowiekiem, tylko wokół siebie ma ludzi, którzy przedstawiają go w taki sposób. Wszyscy mamy dwie dziurki w nosie i wszyscy, jeśli nam się coś zdarzy, trafimy do szpitala. Przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi.

Masz jakieś pasje poza śpiewem? Ponoć kiedyś byłaś świetną narciarką.

Tak, lubię jeździć na nartach. Kocham tańczyć. No i filmy – uwielbiam oglądać filmy! Mam na to czas jedynie w aucie. Śpiewanie jest cały czas obecne w moim życiu, bo to moja prawdziwa pasja. Nie mam zbyt wiele wolnego, bo sporo czasu spędzam w szkole. Trudno jednak połączyć życie prywatne i bycie piosenkarką.

Gdzie widzisz siebie za 10 lat? Na polskim i czeskim rynku muzycznym już nieźle namieszałaś, nie marzysz czasem o światowej karierze? A może jednak film?

Zdarzało mi się już występować w serialach, ale jeśli już mówimy o aktorstwie, to bardziej interesuje mnie teatr. Chciałabym kiedyś zagrać w sztuce. Miałam już taką ofertę (Ofelia w „Hamlecie”), ale z powodu szkoły nie mogłam jej przyjąć. Jeśli chodzi o przyszłość, to za 10 lat chciałabym mieć męża, może dzieci. Najlepiej trójkę (śmiech). Chciałabym mieć też dom w lesie i móc prowadzić spokojne życie. A muzycznie? No pewno, kto by nie chciał dostać Grammy! Ale nie lubię takiego ciśnienia, gdy ktoś mówi: „jadę do LA i muszę zrobić karierę”. Może w Wędryni, skąd pochodzę, jest jedna taka dziewczyna, ale w Polsce będzie ich już kilkaset, a w Stanach tysiące. W USA jest wiele kobiet, które mają głos jak Aretha Franklin, wyglądają jak Beyoncé i mówią po angielsku dużo lepiej niż ja. Ja mogę tam najwyżej mikrofon podawać (śmiech). Wierzę w siebie, cieszę się z tego, że mogę grać w Polsce, w Czechach i na Słowacji, ale nie mam parcia, by podbijać świat. Gdybym była znana na całym świecie, to nie mogłabym nigdzie wyjechać na urlop, bo wszędzie byłabym rozpoznawana. Wiem, że tutaj mam fanów, oni czekają na mnie po koncertach i nie chcę ich zlekceważyć, mówiąc: „podbiłam już Polskę, teraz chcę zawojować świat”. Nie jest to potrzebne mojemu ego. Jeśli będą sukcesy, to oczywiście się nie obrażę, ale nic na siłę.

A teraz? Co jest dla Ciebie najważniejsze?

Zdecydowanie matura. Chcę studiować prawo. Będę składać dokumenty na uczelnie w Krakowie i Pradze. W Pradze jestem zakochana, ale z polskich miast najbardziej lubię klimatyczny Kraków. Niedawno byłam tu z rodzicami – chodziłam po ulicach totalnie wyluzowana, bez cienia makijażu na twarzy – mam nadzieję, że nikt mnie nie rozpoznał. Następnym razem przyjadę, jak dostanę się na uczelnię (śmiech). Musicie mi poopowiadać o jakichś najfajniejszych krakowskich klubach jazzowych.

Zaraz o tym pogadamy. A tymczasem ostatnie pytanie – czujesz się jeszcze dziewczyną czy już kobietą?

Na maksa czuję się dzieckiem. To, czym się zajmuję, powoduje jednak, że muszę podpisywać umowy i być dorosła. Moja poważna przygoda z muzyką zaczęła się wcześnie, więc nie miałam zbyt dużo czasu, by być dzieckiem. Czasem mocno ubolewam nad tym, że nie mogę np. bywać na urodzinowych imprezach u znajomych, bo w każdy weekend gram koncert, a grafik mam zapisany na pół roku naprzód.

Ale w jakiś sposób wynagradzam sobie brak dziecięcych szaleństw – wygłupiam się, czasem nagrywam filmiki dla fanów i nikt nie może uwierzyć, że mam tyle energii bez narkotyków. Bo jeśli o nie chodzi, to jestem zdecydowanie anty. Cieszę się tym, co jest, dziękuję Bogu za zdrowie i błogosławieństwo. Ja po prostu lubię moje życie.

Rozmawiały Danuta Kotula i Natalia Czekaj

Oceń artykuł
2 komentarze

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach