Thursday, June 20, 2024
Home / POLECAMY  / Eugenia Herzyk: Rozwój osobisty – wybór czy konieczność?

Eugenia Herzyk: Rozwój osobisty – wybór czy konieczność?

Jaka koncepcja rozwoju osobistego jest ci najbliższa?

Drabina do nieba

W jakim kierunku odbywa się rozwój? Fot. Adobe Stock

Często mamy trudności w określeniu, czy nasze dzieciństwo było wystarczająco dobre, czy też pozostawiło ślady w postaci deficytów. Jeśli to drugie – czy rozwój osobisty jest sposobem na ich uzupełnienie? Na początek warto się przyjrzeć, czym on w istocie jest i kiedy (o ile w ogóle) się kończy.

Od dysfunkcji do rozwoju osobistego

O ile zdefiniowanie, że pochodzi się z rodziny alkoholowej nie stanowi większego problemu (może poza dywagacjami, czy ojciec lub matka byli uzależnieni od alkoholu, czy też po prostu pili w sposób ryzykowny lub szkodliwy), o tyle nie istnieją jednoznaczne kryteria, pozwalające zakwalifikować rodzinę do tych dysfunkcyjnych.
„Dysfunkcyjny” to – słownikowo – nieprzystosowany do pełnienia określonych funkcji, nieprawidłowo funkcjonujący.

Jednak ocena tej samej rodziny przez kogoś, kto wyznaje tradycyjny światopogląd o patriarchalnych korzeniach, mocno zanurzony w religijnych wartościach opartych na hierarchiczności (ktoś dominuje, ktoś jest podporządkowany) będzie się diametralnie różnić od oceny kogoś, komu bliski jest światopogląd humanistyczny, równościowy.

Ten pierwszy na przykład stoi na stanowisku, że niektóre rodzaje bicia dzieci, tak zwane klapsy, są uprawomocnione i ich stosowanie służy dobru dziecka. Ten drugi absolutnie z tym stanowiskiem się nie zgadza.
W 2013 roku, jeszcze za czasów rządów sił politycznych dziś opozycyjnych, bliższych humanistycznemu światopoglądowi niż tradycyjnemu i konserwatywnemu, ukazał się raport z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka.

Wyniki były druzgoczące – aż 60 procent badanych akceptowało klapsy, a aż 38 procent nawet „lanie”. 29 procent uznało bicie za skuteczną metodę wychowawczą, a 35 procent wyraziło zdanie, że bicie dzieci nie jest niezgodne z prawem. Potem już podobnych badań nie było. Aktualny Rzecznik Praw Dziecka zajmuje się innymi tematami – niedawno zapowiedział przeprowadzenie drobiazgowych kontroli w szkołach będących na czołowych miejscach w Rankingu Szkół Przyjaznych LGBTQ+ (rzecznik nazwał je szkołami przyjaznymi pseudotęczy).

Niejednoznaczność kryteriów oceny rodziny doprowadza do tego, że często mamy trudności w określeniu, czy nasze dzieciństwo było wystarczająco dobre, czy też pozostawiło ślady w postaci deficytów rozwojowych. Pytanie – na ile warto inwestować czas i pieniądze na psychoterapię, by mozolnie „przepracowywać” relacje z matką i ojcem z nadzieją, że nazwanie rzeczy po imieniu, pozwolenie sobie na emocje, związane z naszymi uświadomieniami, pomoże nam w uzupełnieniu tych deficytów? Może lepiej pójść za przekonaniem, że analiza dzieciństwa jest kreowaniem wyssanych z palca problemów i doprowadza do skłócenia do tej pory znakomicie funkcjonującej rodziny, której niczego nie brakowało i nie brakuje?

Zacząć należy od sprecyzowania własnego światopoglądu, a w nim przyjęcia jakichś założeń, teorii, co służy rozwojowi dziecka, a co nie. Od odpowiedzi na pytania: czym charakteryzuje się dojrzała osobowość? czy rozwój kończy się w momencie osiągnięcia dorosłości, czy trwa przez całe życie? czym w ogóle jest rozwój osobisty?

Zobacz też:
„Dzieci w twoim wieku nie mają problemów”. Kondycja psychiczna młodzieży

Koncepcje rozwojowe

Specjaliści, a w szczególności ci, których określenie profesji zaczyna się od „psycho” (na marginesie warto przypomnieć, że pochodzi on od starogreckiego słowa „psyche” oznaczającego duszę), czyli psycholodzy, psychiatrzy, czy psychoterapeuci, stworzyli całe mnóstwo teorii i konceptów dotyczących rozwoju człowieka w aspekcie psychicznym.

Profesje te pojawiły się stosunkowo niedawno. Przedtem z problemami dotyczącymi duszy chodziło się do księdza, a duszę opętaną przez diabła leczono egzorcyzmami, lub – w poważniejszych przypadkach – jej właścicielkę czy właściciela palono na stosie.

Zygmunt Freud, prekursor psychoterapii, w oparciu o stworzoną przez siebie teorię psychoanalityczną postrzegał rozwój jako wzmacnianie ego – trzeciego, obok popędowego id i normatywnego super-ego stanu psychiki, mającego za zadanie pośredniczenie między tymi stanami i znajdywanie konstruktywnych rozwiązań psychicznych konfliktów.

Melanie Klein opracowała koncepcję ważności relacji z obiektem (zazwyczaj matką) w rozwoju dziecka.

Donald W. Winnicott, twórca pojęcia „wystarczająco dobra matka” zwracał uwagę na cechy rodzicielstwa niezbędne dla prawidłowego rozwoju dziecka.

Karen Horney i Erich Fromm podkreślali znaczenie oddziaływań społecznych w kształtowaniu osobowości.

John Bowlby przedstawił teorię różnych stylów przywiązania do opiekuna w okresie dzieciństwa, determinujących osobowość człowieka dorosłego.

Erik Erikson jako jeden z pierwszych psycho-specjalistów był zdania, że osobowość człowieka kształtuje się przez całe życie i polega na pokonywaniu ośmiu kryzysów psychicznych – część z nich ma miejsce w dzieciństwie, część już w dorosłości.

Mamy wreszcie koncepcję czołowego psychologa humanistycznego Abrahama Maslowa, według której rozwój osobowości polega na przechodzeniu od zaspokajania potrzeb niższego rzędu, przez spełnianie potrzeb wyższego rzędu, aż do potrzeby samorealizacji, czyli odkrycia i wykorzystania swojego potencjału.

Psycholog i psychoterapeuta humanistyczny Carl Rogers zwracał uwagę na ważność wykształcenia własnego „ja” – określenia własnej tożsamości i wyzwolenia się z narzuconych w procesie wychowania niesłużących treści. Według niego im bardziej rodzice są w stanie obdarzyć dziecko bezwarunkową i miłością, im bardziej swoją rolę widzą jako towarzyszenie dziecku w rozwoju, a nie kształtowanie jego psychiki według sztywnych, przyjętych przez siebie przekonań, tym większa szansa na rozwinięcie u dziecka dojrzałej osobowości.

Zobacz koniecznie:
Proces Grupowy, Dorosłe Dziewczynki z rodzin Dysfunkcyjnych i Autorytarne Liderki

Rozwój – proces dożywotni

Carl Rogers, podobnie jak Abraham Maslow, czy Erik Erikson uważał, że proces budowania siebie trwa całe życie. Odbywa się on poprzez podejmowanie wyzwań, różne doświadczenia, na które nie zawsze mamy wpływ, interakcje społeczne, wybór przekonań i sposób myślenia, tworzenie własnej prawdy, czy nabywanie umiejętności przeciwstawiania się innym. Jest trudny i długotrwały i aby się zadział potrzebna jest, jak to określił Carl Rogers, „odwaga bycia sobą”.

Przedstawiłam szerzej koncepcję rozwoju osobowości Carla Rogersa, bo jest mi najbliższa. Podobnie jak on uważam, że rozwój to nieustający, dożywotni proces i że wymaga odwagi.

Każdego dnia, ba – w każdej godzinie, a nawet minucie stoimy przed decyzją, czy ważniejszy jest dla nas rozwój, czy też wybieramy zdecydowanie przyjemniejszą opcję życiowego lenistwa.

Nie oznacza to, że cały czas potrzebujemy stać na baczność przed naszym Wewnętrznym Rodzicem, gotowi na jego rozkazy. Ciągły tryb działania, i to w dodatku na zasadzie „silnej woli”, czyli wewnętrznego przymusu, jest według mnie szkodliwy. Jest też nieskuteczny, bo pójście za „muszę” zawsze wywołuje w nas opór, a zasoby silnej woli są ograniczone.

Bunt przeciw Wewnętrznemu Rodzicowi może się skończyć przeskoczeniem na drugi biegun i podążaniem za „chcę”, czyli za zachciankami, za przyjemnością. To też nie jest rozwojowe, bo utrzymuje nas bezustannie w strefie komfortu i pozbawia jakichkolwiek rozwojowych wyzwań. Zachęca do nadużywania stanu bycia, alternatywnego do stanu działania, kiedy to żyjemy chwilą, która – jeśli piękna – ma trwać wiecznie.

W głąb czy do przodu?

Przepełniona humanistycznymi wizjami rozwoju człowieka ze zdumieniem przeczytałam w najnowszej książce Natalii de Barbaro „Przędza” następujący fragment:

Krzywię się za każdym razem, kiedy słyszę słowo Rozwój. O, Królowo Ironio, jakie to przewrotne, że w roku, w którym oddałam czytelniczkom i czytelnikom „Czułą przewodniczkę” Empik zadecydował o stworzeniu kategorii Rozwój Osobisty i to właśnie ja, z tą moją niegasnącą niechęcią do słowa Rozwój, szłam na lekko miękkich nogach, w ośmiocentrymetrowych (mój rekord) szpilkach, żeby odebrać nagrodę za napisanie bestsellera w tej właśnie kategorii! Od tylu lat robi mi się w środku jakieś „błe!”, kiedy słyszę to słowo. Od klikunastu miesięcy wiem, że chodzi mi o kierunek – czuję, że rozwój znamionuje kierunek do przodu – jutro więcej niż dziś, pojutrze więcej niż jutro. Czuję to słowo jako pochodzące z tej samej bajki co Najlepsza Wersja Siebie: rozwijaj się, dziewczyno, rozwijaj i rozwijaj, żeby w końcu rozwinąć w Najlepszą Wersję Siebie, a kiedy już ci się uda nią zostać, to tuż za rogiem pojawi się podejrzenie, że to jeszcze nie to, że mogłabyś rozwinąć się jeszcze bardziej i zostać jeszcze Ciut Lepszą Wersją – i tak aż do końca. Okaże się, że to, co wydawało ci się dziesiątką na tarczy, to była dziewiątka zaledwie. Kasia z ławki obok dostała piątkę bez minusa, postaraj się bardziej! W całą tę narrację wpisane jest napięcie i coś na kształt niezgody na siebie w moim obecnym wydaniu. No, ale nie mogę, póki co, znaleźć innego słowa niż „rozwój”, pomóż! Póki co myślę o „zwoju”, ale może masz inną propozycję? Pewna jestem tylko kierunku – że chcę iść w głąb, a nie do przodu.

Fragment ten zwrócił moją uwagę, bo coś mi w nim zgrzytało. Miałam wrażenie jakiegoś wielkiego nieporozumienia, a na jego tle – niepokój, że tak poczytna autorka, której książki traktowane są przed wiele kobiet za źródło jedynie słusznej prawdy o życiu, może je poprowadzić w stronę moim zdaniem wielce szkodliwą. Zachęcić do przeskoku z dbałości o swój rozwój osobisty do jego zaniechania. Gloryfikacji życiowego lenistwa i ubrania go w szaty racjonalizacji, podanej na tacy przez swojego guru.

Nieporozumienie według mnie wynika z faktu nieuwzględniania przez autorkę dwóch perspektyw – tej z energii męskiej oraz tej z energii żeńskiej.

Koncepcja dualności energii występuje zarówno w filozofii jogi, tradycjach tantrycznych i ajurwedzie, jak i w taoizmie (Yin-Yang) i medycynie chińskiej. Korzystanie z niej może wyjaśniać wiele procesów kulturowych, antropologicznych, socjologicznych, a także medycznych i psychicznych. Mające kilka tysięcy lat historii podejście, mimo że nieweryfikowalne naukowo (nie istnieje miernik energii męskiej i żeńskiej, czy też badania potwierdzających potwierdzające przebieg kanałów energetycznych w ciele człowieka) doczekało się akceptacji nawet przez Światową Organizację Zdrowia, która rekomenduje akupunkturę jako zabieg leczniczy.

Rozwój z męskiej perspektywy

Otóż z perspektywy energii męskiej czas jest postrzegany linearnie – stąd w społeczeństwie przesiąkniętym patriarchalnymi wzorcami mamy gloryfikację wzrostu, pięcia się po szczeblach drabiny kariery, układania sobie życia, jako kolejnych etapów do odhaczenia, mamy też słowa „sukces” i „porażka”. Jedynym właściwym kierunkiem jest ten w górę lub ruch na zewnątrz, bo one właśnie są przypisane energii męskiej, czyli Yang.

Wysokie stanowisko jest cenione, człowiek z nizin społecznych uznawany za gorszego. Ekstrawersja jest chwalona, introwersja stygmatyzowana. Rozwój rozumiany po męsku to ciągłe działanie, stawianie sobie wyzwań, osiąganie celów i rywalizacja. Przycupnięcie, choćby na moment, w strefie komfortu, jest skazane na potępienie.

No i wreszcie, absolutnie niedopuszczalne w rozwoju, postrzeganego z perspektywy męskiej energii, jest kończenie czegoś, a także postawa „nie wiem”. Świętuje się początki – narodziny, śluby. Zakończenia, takie jak śmierć, czy rozwód są traktowane jako zło konieczne.

Kobieca energia i cykliczność

Jak zatem wygląda perspektywa kobiecej energii? Perspektywa porzucona, zapomniana, a przynajmniej tłamszona przez tysiąclecia patriarchatu? Czas w kobiecej energii Yin jest postrzegany cyklicznie. Wszystko w naturze odbywa się w cyklach – mamy cyklicznie następujące po sobie pory dnia, pory roku, fazy Księżyca. Rośliny kiełkują, rozkwitają, wydają owoce, a potem usychają. Drzewa na wiosnę pokrywają się liśćmi, na jesieni je zrzucają. Zwierzęta, w tym ludzie, rodzą się i umierają. Kobiety w czasie płodnym mają cykle: w środku cyklu – owulację, pod koniec – menstruację.

I tak jak przeciwieństwem męskiej linearności czasu jest jego kobieca cykliczność, tak kierunkowi w górę odpowiada kierunek w dół, a ruchowi na zewnątrz, ruch w głąb. Działaniu odpowiada bierność, stan bycia. Wyzwaniom, związanym z wydatkowaniem energii – regeneracja, służąca odbudowaniu zasobów. Przebywanie w strefie komfortu staje się ważnym elementem cyklu. Zamiast rywalizacji mamy współpracę. Kończenie jest nieodzowne, by zrobić przestrzeń na nowe, a „nie wiem”, czyli tak zwana płodna próżnia, jest istotnym etapem, by przetrawić i zintegrować nabyte doświadczenia. W cyklicznym poruszaniu się nie ma celu, są natomiast powtarzające się fazy.

Sprawdź koniecznie:
Kręgi Kobiet: oczy patrzą i ręce trzymają

Cena za brak rozwoju

Zrównoważony rozwój to taki, który zawiera w sobie aspekty zarówno męskiej, jak i kobiecej energii.

Gdy całkowicie zrezygnujemy z energii męskiej, będziemy poruszać się po błędnym kole, wracać ciągle do tego samego punktu, z którego zaczęłyśmy. Jak chomik w kołowrotku. Gdy w rozwoju zabraknie energii kobiecej, będziemy bezrefleksyjnie biec przez życie podążając za kolejnymi wyznaczonymi celami, jak koń z klapkami na oczach.

Jeśli zrównoważymy w swoim rozwoju męską i kobiecą energię, nasz rozwój będzie miał świadomie wytyczony kierunek. W stronę stawania się istotą coraz bardziej rozwiniętą, cokolwiek to dla nas, dla światopoglądu przyjętego przez zbudowaną przez nas tożsamość, oznacza. Przeciwieństwem takiego rozwoju jest rzeczywiście „zwój”. Regres do poprzedniego etapu rozwojowego, na przykład do etapu dziecka, co wcale nie jest rzadko stosowanym mechanizmem obronnym. Rozwijając się jednak dostrzegamy, że czynimy to etapowo, a w każdym etapie jest miejsce na początek, rozkwit, koniec i płodną próżnię. W fazie płodnej próżni zamieszkujemy w strefie komfortu, by się zregenerować, nie czyniąc sobie z tego powodu wyrzutów. Mamy jednak świadomość, że rozgoszczenie się w tej fazie zbyt długo może tę próżnię uczynić bezpłodną.

Rozwój jest wyborem, a nie koniecznością. Za brak rozwoju w swoim życiu płacimy jednak słoną cenę.

Profesor Jerzy Mellibruda w książce „W poszukiwaniu siebie” zwrócił uwagę, że dążenie do samorealizacji, budowanie własnej tożsamości, czyli rozwój w rozumieniu humanistycznym skutkuje tym, że człowiek staje się autorem samego siebie, ma poczucie głębszego sensu i znaczenia własnego życia. Jest dzięki temu zdolny do autentycznego zaangażowania się w życie społeczności i przestaje czuć się samotny. Zniechęcenie, wypalenie, apatia, depresja, zgorzknienie – to konsekwencje życiowego lenistwa. „Nie można wysiąść z łodzi w środku nurtu rzeki, można natomiast wypuścić ster z dłoni i oddać swe losy w ręce przypadku lub pogodzić się z tym, że ster naszej łodzi ujmą dłonie innych ludzi” – konkluduje Jerzy Mellibruda.

Moim zdaniem warto się rozwijać. I nie chodzi tu o stawanie się Najlepszą Wersją Siebie, bo to określenie pochodzi z patriarchalnego świata, w którym obowiązuje hierarchiczność, czyli wartościowanie. Rozwój to rzeczywiście według mnie ruch do przodu. Jakże zgrabnie przedstawił to Albert Einstein w swoim aforyzmie „Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę, musisz ciągle podążać naprzód.”

Eugenia Herzyk

O autorce:

Eugenia Herzyk – psychoterapeutka humanistyczna, zarządzająca ośrodkiem terapeutyczno-rozwojowym Kobiece Serca. Prowadzi psychoterapie indywidualne, grupy i warsztaty psychoterapeutyczne dla kobiet. Coraz częściej wykorzystuje w swojej pracy jogę według metody B.K.S. Iyengara, której jest nauczycielką.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ