Sunday, September 27, 2020
Home / Ludzie  / Etyczne podróżowanie

Etyczne podróżowanie

Etyczna turystyka może wydawać się utopią, ideałem, którego nigdy w pełni nie osiągniemy

etyczne podróżowanie

Ania Piwowarska: Od pięciu lat pływam po karaibskich wyspach niewielką łódką żaglową. Staram się podróżować odpowiedzialnie i minimalizować negatywny wpływ, który może wywołać mój pobyt w tych miejscach / fot. Ubey Ahmed/Unsplash

Anna Piwowarska od pięciu lat pływa po karaibskich wyspach niewielką łódką żaglową. Stara się podróżować odpowiedzialnie i minimalizować negatywny wpływ, który może wywołać jej pobyt w tych miejscach. Przeczytaj jej reportaż o etycznym podróżowaniu

 

Przez kilka miesięcy w roku żyję w podróży. Razem z moim partnerem, mieszkamy na małej łódce żaglowej, którą kupiliśmy i wyremontowaliśmy w początkach naszej przygody. Jest ona naszym domem i jednocześnie środkiem transportu. Gotujemy na niej posiłki, śpimy i odpoczywamy, trzymamy nasze książki, ubrania, komputery.
Z pomocą wiatru, żagli, a czasem również silnika, niespiesznie przemieszczamy się po Morzu Karaibskim i odwiedzamy kolejne wyspy. Próbujemy poznać te miejsca jak najbliżej. A przy tym chcemy, by nasze podróżowanie było etyczne

Podróż w czasach zarazy

View this post on Instagram

ŻYCIE NA ŁÓDCE W CZASACH ZARAZY. ⛵️Pani K. zastała nas w podróży i w podróży nas zatrzymała. Zostaliśmy w domu, tyle, że domem jest łódka. W środku ciasna i gorąca. Na zewnątrz przewiewna. Z kokpitu – małego tarasu z wielkim widokiem – widać morze i inne łódki. Widać też miasto, do którego od dwóch tygodni nie możemy podpływać.⁣ .⁣ Jeszcze w marcu odbywaliśmy do miasta wyprawy pontonem. Po wodę i po zakupy. Wyprawy te urastały do rangi wydarzeń. Można było w końcu założyć coś innego niż letnia podomka, w której snuję się na co dzień. Można było popatrzeć na ludzi. Z odległości, ale jednak. Z perspektywy dwóch tygodni zamknięcia na łódce, jawią się one niczym wyprawy po złote gacie.⁣ .⁣ Plaże na wyspie są zamknięte. Nie można na nich siedzieć. Nie można na nich leżeć. Nie można po nich chodzić. Chodzę więc po wodzie.⁣ .⁣ Jeśli chcecie wiedzieć bardzo dokładnie, to wygląda to tak: wskakuję do wody i pływam wzdłuż łódki. Tam i z powrotem. Wyobrażam sobie, że dziób łódki styka się z niewidzialną granicą. Jeśli ją przekroczę – coś się wydarzy. Przejdę na drugą stronę lustra, wpadnę w otwartą paszczę rekina. Coś.⁣ .⁣ Gdy już znudzi mi się pływanie, łapię się drabinki wejściowej i zaczynam dreptać w miejscu – w wodzie. To takie ćwiczenia, które sobie wymyśliłam. Chodzę po wodzie.⁣ .⁣ TO JEST ZAPIS ŁÓDKOWEJ NUDY. To zapis codzienności kwarantanny. Czasu odmierzanego rytmem posiłków, stronami kolejnych książek, szumem wiatru, przewijaniem Instagrama. Postanowiłam go uchwycić. Namalować patykiem na wodzie. Wykaligrafować piórem na niebie. Na pamiątkę z czasów zarazy.⁣ .⁣ Przystąpiłam więc do robienia #selfiezmaseczką na dzisiejszy #instawtorek od @kobiecafotoszkola. A kiedy tak wyginałam się na dziobie, tuż obok naszej łódki przepłynęły DWA DELFINY🐬🐬. Chyba nie lubią maseczek albo przypomniały sobie o #socialdistancing, bo po dwóch skokach odpłynęły. No, jakby to był jednorożec, to przesłanie uznałabym za dobitne.⁣😎 .⁣ .⁣ #zostanwdomu #nieoszalej #kwarantanna #łódka #koronawirus #łódkowacodzienność #Karaiby #wpodróży #czaszarazy #czytamwszędzie #chodzępowodzie #piszę #czytam #kobiecafotoszkoła #kfs #selfie #selfiesrelfie #niebo #zachód #morze #wcosiebawic #okrutnehasztagi

A post shared by Ania Piwowarska podróżnie (@notatnik_karaibski) on

W tym roku światowa pandemia koronawirusa zastała nas przy jednej z wysp na Bahamach i zatrzymała w podróży. Przez pięć długich tygodni nie mogliśmy opuszczać łódki. Na wyspie zresztą zamknięte było wszystko poza sklepami spożywczymi, apteką i stacją benzynową. Dla całego państwa bahamskiego, rozsianego na licznych wyspach, zarządzono 24-godzinny areszt domowy. Wyjść z domu można było tylko po zakupy i w sytuacjach awaryjnych. Granice były zamknięte, a ruch między wyspami wstrzymano. Naszym jedynym łącznikiem ze światem była lokalna karta SIM z pakietem danych internetowych. Dzięki niej mogliśmy się kontaktować zarówno ze znajomymi na wyspie, jak i zamkniętymi w domach rodzinami w Polsce. Mogliśmy też śledzić na bieżąco pandemiczne doniesienia ze świata. W tamtym niespokojnym i jednocześnie wyjątkowo spokojnym czasie, sporo myślałam o podróżowaniu. Wspierała mnie w tym książka „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym” Jennie Dielemans oraz zbiór popularnonaukowych esejów, opublikowanych na portalu post-turysta.pl. 

Etyczne podróżowanie

ania piwowarska etycznie podróżuje

Ania Piwowarska / fot. Ryan Taylor

Coraz więcej mówi się o etycznym aspekcie podróżowania i o negatywnym wpływie masowej turystyki na środowisko, odwiedzane miejsca i ich mieszkańców. Pojawiają się nowe określenia, jak podróżowanie zrównoważone, odpowiedzialne albo świadome. Śledzę z uwagą te dyskusje i odnoszę je do nas i naszej sytuacji. Ze wszystkich koncepcji i terminów chyba najbliższe jest mi świadome i odpowiedzialne podróżowanie. Zdaję sobie sprawę, że najbardziej etycznie byłoby pozostać w domu. Nie latać przez Atlantyk dwa razy do roku i nie dokładać śmieci do tych już wytwarzanych na miejscu. Lubię jednak nasze życie na łódce i nie chcę z niego rezygnować. Czuję się związana z tym regionem świata, który udało nam się poznać i oswoić.

Uważam, że wiedza na temat szkodliwego wpływu turystyki na odwiedzane miejsca, środowisko i mieszkańców ma wartość. Pozwala bardziej świadomie podchodzić do wyborów, których dokonujemy codziennie, zarówno w dłuższej podróży, jak i na dwutygodniowym urlopie.

Turystyka w globalnej gospodarce

Według danych Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO), w 2012 roku na świecie odbyło się ponad miliard zagranicznych wyjazdów turystycznych. W tamtym czasie turystyka generowała prawie 10% światowego produktu brutto, a zatrudniony był w niej co dziesiąty mieszkaniec świata.
W zdecydowanej większości podróżowali mieszkańcy Globalnej Północy, czyli krajów rozwiniętych, takich jak Europa, Ameryka Północna, Australia. Odwiedzali przy tym zarówno inne kraje zachodnie, jak i kraje Globalnego Południa. W kolejnych latach liczba wyjazdów wzrastała w szybkim tempie, by w roku 2019 osiągnąć półtora miliarda. Na rok 2020 przewidywano kolejne wzrosty. Światowa pandemia Covid-19 zatrzymała nas w domach. Turystyka ucierpiała najbardziej ze wszystkich sektorów gospodarki.

Latamy w odległe miejsca po to, by odpocząć, zagwarantować sobie ładną pogodę, oddać się rozrywkom, poznać odmienne kultury i posmakować egzotyki. Sposób spędzania urlopu stał się ważnym elementem stylu życia. Za jego pomocą definiujemy siebie we własnych oczach i w oczach znajomych, podkreślamy przynależność do pewnej grupy, status materialny i wartości, które są nam bliskie. Oczywiście nie zawsze robimy to w pełni świadomie. Jednak zdjęcia z wakacji wyjątkowo często lądują na naszych profilach społecznościowych i sądząc po liczbie polubień i komentarzy – budzą emocje.

Jennie Dielemans w książce „Witajcie w raju” zwraca uwagę na zjawisko poszukiwania przez turystów „nieodkrytego raju”. Wraz ze wzrostem popularności danego miejsca, wzrasta liczba hoteli, połączeń lotniczych, powstają kolejne restauracje, bary, kluby. Miejsce staje się coraz tłumniej odwiedzane, a negatywne skutki dużej liczby ludzi, przebywających na małej powierzchni w tym samym czasie, stają się coraz bardziej widoczne. Te negatywne skutki to degradacja środowiska, niewłaściwa gospodarka wodno-ściekowa, nadmierne zużycie wody, nadmiar śmieci i zanieczyszczeń. Dynamika przemian jest szybka i bezlitosna. Nieodkryty raj w ciągu kilku lat staje się popularnym miejscem odpoczynku, a w ciągu kolejnych kilku lat miejscem zbyt popularnym, zbyt zatłoczonym i zbyt skomercjalizowanym. Turyści odpływają więc z niego w kierunku innych, nieodkrytych i kuszących miejsc, które mają duże szanse powtórzyć ten sam los.

Częstym argumentem w obronie turystyki jest jej pozytywny wpływ na lokalną gospodarkę. Odwiedzając dane miejsce przywozimy przecież do niego nasze pieniądze, a więc przyczyniamy się do poprawy sytuacji materialnej kraju i jego mieszkańców.

Wyciekowe all-inclusive

Badacze zwracają uwagę na zjawisko wycieku. Dotyczy ono szczególnie masowych pobytów turystycznych w krajach Globalnego Południa. Właścicielami hoteli, restauracji i klubów w takich miejscach są najczęściej zachodnie korporacje i firmy pochodzące z krajów rozwiniętych. One bowiem mają kapitał potrzebny do tego, by budować turystyczną infrastrukturę. Zyski z ich działalności w dużym stopniu wracają na Północ. Wyciek jest jeszcze większy, gdy turyści wybierają opcję all-inclusive, dzięki której wszystkie potrzeby mogą zaspokoić na miejscu, w hotelu, a więc w ogóle nie muszą wychodzić poza jego obręb. All-inclusive uznawana jest za wygodną i bezpieczną opcję wakacyjną. Nie trzeba nosić ze sobą portfela i dokumentów, wymieniać pieniędzy, przeliczać lokalnej waluty. Wybierana jest również ze względów ekonomicznych, pozwala bowiem dokładnie zaplanować wakacyjny budżet. 

Turystyczne enklawy

Standardy tego typu obiektów i ich sposoby funkcjonowania są bardzo podobne na całym świecie. O ile świeci słońce, a woda w morzu jest ciepła, nie ma specjalnego znaczenia, w jakim kraju znaleźli się goście. Spędzanie czasu w zamkniętych enklawach oddziela przybyszów od miejsc, które odwiedzają. Ogranicza kontakty z mieszkańcami i możliwość obserwowania ich codziennego życia. Odcina dostęp do lokalnej kultury i znacznie redukuje ilość międzykulturowych spotkań, zachwytów i zadziwień. Poza osobami zatrudnionymi w resortach, miejscowa ludność nie odnosi korzyści z pobytu turystów. Co nie oznacza jednak, że nie odczuwa jego negatywnych skutków, związanych na przykład z brakiem wody, zanieczyszczeniem morza i większą ilością śmieci.

Na co mamy wpływ

Chcąc podróżować bardziej etycznie i wspierać lokalną gospodarkę, warto unikać opcji all-inclusive. Najlepiej byłoby zorganizować wyjazd na własną rękę i poszukać noclegów w rodzinnych hotelach czy pensjonatach, prywatnych apartamentach albo pokojach udostępnianych przez mieszkańców. Jeśli nie ma takiej możliwości, to nawet przy zorganizowanych wyjazdach i pakietach typu przelot z noclegiem, można zrezygnować z posiłków w hotelu i wspierać właścicieli małych sklepików, niewielkich restauracji i straganów z jedzeniem. Próbowanie lokalnej kuchni to często pierwszy krok, by przybliżyć się do odwiedzanego miejsca.

Jak zauważają autorzy esejów publikowanych na portalu post-turysta.pl, spotkania turystyczne są dziś najczęstszą formą spotkań mieszkańców Globalnej Północy z mieszkańcami Globalnego Południa. Od każdego z nas zależy, jak będą przebiegały te pojedyncze spotkania. I jest to jedna z rzeczy, na które absolutnie mamy wpływ.

Szacunek

W naszym przypadku, naczelną zasadą, którą kierujemy się w podróży jest szacunek do odwiedzanych miejsc i ich mieszkańców. Respektujemy lokalne normy kulturowe i prawne, sposoby zarządzania państwem, podejście do pracy i do czasu. Jesteśmy gośćmi. Jesteśmy przybyszami. Przybywamy do świata, który nie jest nasz, rządzi się nieco innymi zasadami, ma swoje problemy i własne sposoby ich rozwiązywania. Próbujemy nie narzucać norm i oczekiwań przywiezionych z naszego świata. Wystrzegamy się udzielania rad, narzekania i wszelkich formułek oceniających. Unikamy stwierdzeń typu: „bo oni zawsze”, „bo oni nigdy”, „a bo u nas”, „no bo oni to powinni”.

Świadomość

Pamiętamy, że wciąż ciąży na naszym myśleniu perspektywa europocentryczna. Przekonanie o wyższości cywilizacyjnej Europy pozwalało niegdyś na kolonizację i ekploatację dalekich zakątków świata, w imię niesienia postępu. Dziś wciąż przebrzmiewa w myśleniu o egzotycznych zakątkach ziemi i innych kulturach. Nie jest łatwo się od niego uwolnić. Chłonęliśmy tę perspektywę od dziecka. Nasiąkaliśmy nią, czytając relacje dziewiętnastowiecznych odkrywców i podróżników oraz pierwszych żeglarzy. Jest ona wciąż obecna we współczesnych przewodnikach i w wielu programach podróżniczych. Natykam się na nią w książkach, na Instagramie i słuchając opowieści znajomych o egzotycznych wakacjach.

Wystrzegamy się pułapek europocentrycznego myślenia. Ale nie jesteśmy od niego wolni. I pewnie nigdy w pełni nie będziemy. Podróżowanie uczy nas pokory. Przy okazji demontujemy własne uprzedzenia i stereotypy. Uważnie i krytycznie przyglądamy się przyzwyczajeniom i przekonaniom, które przywozimy ze sobą.

Linie podziału na świecie nie przebiegają równo. Mamy świadomość, że przybywamy z bardziej majętnej części świata. Zdajemy sobie sprawę z naszego uprzywilejowania. My możemy realizować naszą wolność, zaspokajać ciekawość, podróżować i poznawać nowe miejsca. A jeśli chcemy, możemy pozostać w nich na dłużej. Ta możliwość nie jest dostępna dla wszystkich.

Ludzie

Za każdym razem, gdy pojawiamy się w nowym dla nas miejscu, na nowej wyspie, w nowym państwie, próbujemy nawiązywać kontakt z mieszkańcami. Nie zawsze nam się to udaje. Taką sytuację też akceptujemy. Nasze podejście do mieszkańców ma w sobie odrobinę naiwności, odrobinę nieufności i dużą dawkę akceptacji oraz przyjmowania rzeczy takimi, jakie są. Bez idealizowania, upiększania i bez oczekiwania, że rzeczywistość i inni ludzie dostosują się do naszych wyobrażeń. Staramy się zachowywać zdrowy rozsądek. Akceptujemy pewien rodzaj ryzyka, na przykład to, że ktoś może nas oszukać. Poznawanie mieszkańców wysp karaibskich, rozmowy z nimi i budowanie relacji, są dla nas bardzo ważne. Do pięknych plaż i wielkich błękitów po pewnym czasie można się przyzwyczaić. Potrzebujemy ludzi. Ufność i ryzyko oszukania są zatem ceną, którą zgadzamy się płacić. Ceną za możliwość nawiązania od czasu do czasu głębszych relacji, a nawet przyjaźni. Wszystkich mieszkańców, niezależnie od naszego stopnia zażyłości, traktujemy z szacunkiem i życzliwością. Jeśli ktoś decyduje się wpuścić nas do swojego życia, pokazać nam swój kawałek świata, przybliżyć nas do swojej kultury, podzielić się z nami swoimi doświadczeniami – traktujemy to jako wyróżnienie. Nie oczekujemy jednak, że będzie tak za każdym razem. Samo bycie obok i przyglądanie się ludziom i ich życiu ma dla nas wartość. Ważne jest dla nas, by na miejscu wspierać jak najwięcej lokalnych przedsiębiorców. Warzywa i owoce kupujemy na targu albo w małych sklepikach. Próbujemy lokalnych specjałów na straganach i w niewielkich knajpkach, odwiedzamy miejscowe bary.

Środowisko

View this post on Instagram

ŁÓDKOWA CODZIENNOŚĆ – WODA 💦 Nasze życie na łódce to nie tylko karaibskie palmy i piękne plaże. 🌴 ☀️ 🏖 To również oszczędzanie wody. Kiedy stoimy na kotwicy, we dwójkę zużywamy około 20 litrów wody dziennie. Z prysznicem, myciem rąk i naczyń, gotowaniem i piciem. Zapas wody, który jesteśmy w stanie zgromadzić jednorazowo, wystarcza nam na 12 dni. 💧 Woda jest też naszym podstawowym napojem. Bardzo pilnuję, byśmy pili jej wystarczająco, czyli co najmniej 2 litry dziennie na osobę. Przez to czasem jestem nazywana WodziAnką, a czasem Policją Wodną 😎. 💧 W początkach naszego pływania kupowaliśmy wodę w butelkach. Szybko jednak okazało się, że przewożenie pontonem takiej ilości plastikowych butelek, która byłaby wystarczającym zapasem na kilka dni albo na przelot, to zupełnie mordercze zajęcie. A do tego generujące niesamowite ilości śmieci. Na szczęście bardziej ekologiczne rozwiązania czasem są również bardziej praktyczne. 💧 Wyjątek robimy tylko dla wody gazowanej. Kupujemy kilka butelek i ukrywamy je razem z zapasami jedzenia. A potem znajdujemy po jednej. I celebrujemy, jak szampana 🍾. 💧 Na co dzień pijemy głównie wodę z kranu, przefiltrowaną podwójnie – przez filtr węglowy w kuchennym kranie i dozownik Brita z wymiennymi wkładami. Schłodzoną (co w przypadku naszej lodówki nie zawsze oznacza zimną) i jeśli się uda – z wyciśniętym sokiem z limonki. Kiedy nie jesteśmy pewni, czy woda nadaje się do picia (nawet po filtrowaniu), najpierw ją gotujemy. Nauczyliśmy się tego na Kubie, obserwując znajomych i ich domowe zwyczaje. Tyle, że w tropikach, na małej łódce, z małą lodówką, chłodzenie wrzątku, to nie jest byle zajęcie. Całość zajmuje sporo czasu i wymaga cierpliwego powtarzania całego cyklu: gotowania, chłodzenia, przelewania. Nazywam to „produkowaniem wody” 😀 #łódkowacodzienność #łódka #rajskieplaże #ciężkieżycie #sailinglife #woda #oszczedzaniewody #savingwater #wpodróży #Karaiby #karaibydlażeglarzy #żeglowanie #domnawodzie #rejs #żagle #życienałódce #simplelife #prosteżycie #zyciewpodrozy #sailing #sailingcaribbean #notatkizpodrozy #okrutnehasztagi

A post shared by Ania Piwowarska podróżnie (@notatnik_karaibski) on

Chociaż pływanie żaglówką można uznać za jeden z bardziej przyjaznych środowisku sposobów przemieszczania się, to nasze dylematy etyczne nie znikają. Aby z Europy dostać się do naszej łódki, która co roku zostaje w rejonie Karaibów, musimy wsiąść w samolot. Ślad węglowy, który wytwarzamy ciągnie się więc za nami. Dokładamy starań, by nasza codzienność na łódce była jak najbardziej przyjazna dla środowiska i miejsc, które odwiedzamy. Zdarza nam się tygodniami wozić na łódce plastikowe śmieci (opłukane wodą morską). Upchnięte w tak zwanej „kabinie technicznej”, pływają z nami w miejsca, w których plastik jest segregowany i przetwarzany. Nie jesteśmy jedyni. Martynika i inne francuskie wyspy segregują śmieci z połowy Karaibów. Zdarza nam się wyławiać z morza plastikowe butelki i reklamówki. Dołączamy je do naszej „kolekcji” albo wyrzucamy na brzegu. Na zakupy zabieramy ze sobą wielkie torby i torebeczki. Myjemy pobrudzone, ale całe reklamówki i woreczki typu zip-lock, suszymy je na słońcu i używamy wielokrotnie. Próbujemy kupować tylko to, co niezbędne i niczego nie marnować. Szczególnie jedzenia
 

Zdajemy sobie sprawę, że nasze wysiłki to zaledwie kropla w morzu. Wiemy, że moglibyśmy robić znacznie więcej. Ale robimy, co możemy.

Trochę utopii, trochę pragmatyzmu

Podobne nastawienie mamy wobec odpowiedzialnego podróżowania. Wiemy, że nasza obecność jako turystów nie jest neutralna. Wpływa na miejsca, które odwiedzamy i na ludzi, z którymi się stykamy – pozytywnie i negatywnie. Staramy się minimalizować negatywne skutki. Jednocześnie mamy świadomość tego, iż globalna turystyka podlega globalnym procesom, na które nie mamy wpływu.
Pandemia koronawirusa bardzo mocno odbiła się na turystyce. Nie wiadomo, czy spowoduje trwałe zmiany w tym sektorze gospodarki, ani jakie będą te zmiany. Może to dobry czas, by na nowo przemyśleć nasz stosunek do podróżowania i wakacji. Etyczna turystyka może wydawać się utopią, ideałem, którego nigdy w pełni nie osiągniemy. Można jednak traktować ją również jako narzędzie myślenia o świecie i wpływania na rzeczywistość. Przynajmniej na tym odcinku, gdzie sięgają nasze wpływy. A możemy wybierać, kogo wspieramy naszymi pieniędzmi i jak podchodzimy do odwiedzanych miejsc i ich mieszkańców.

O autorce

anna piwowarska

Anna Piwowarska / fot. Ryan Taylor

Anna Piwowarska – copywriterka, dziennikarka i podróżniczka. Autorka książki „Autentyczność przyciąga. Jak budować swoją markę na prawdziwym i porywającym przekazie” oraz bloga Autentyczny Copywriting. Od kilku lat pływa po karaibskich wyspach małą łódką żaglową. Swoimi obserwacjami z wysp oraz codziennym życiem na łódce, dzieli się na instagramowym profilu: @notatnik_karaibski.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach