Saturday, April 10, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Julia Marcell: Dziwnie być człowiekiem

Julia Marcell: Dziwnie być człowiekiem

Julia Marcell wystąpi już jutro podczas Kraków Live Festival. Zanim posłuchasz na żywo, dowiedz się o niej więcej

Julia Marcel, Sonia Szóstak

fot. Sonia Szóstak

„Kiedy byłam małą dziewczynką / Modliłam się o urodę / Dzisiaj jestem już pewna / Wolę być ładna niż mądra (…) Głupotę ci każdy wybaczy / Brzydoty nie daruje” – śpiewa Julia Marcell na swojej nowej płycie. „Proxy” jest jaskrawym, trochę groteskowym, nieco kwaśnym, ale też ciepłym komentarzem do świata, który obserwuje artystka. Dziś rozmawiamy z nią o mącącym w głowie internecie, chowaniu się za gadżetami, kulturze obciachu i zjawisku lubienia czegoś ironicznie

Julia Marcel, Sonia Szóstak

Julia Marcell / fot. Sonia Szóstak

Kaśka Paluch: W jednym z wywiadów o proxy mówiłaś jak o filtrze. Ale proxy jest też protokołem, który umożliwia robienie rzeczy niekoniecznie przeznaczonych dla nas. Można korzystać z serwisów zarezerwowanych dla amerykańskiego użytkownika internetu, łącząc się przez proxy. Można włamać się do sieci i pozostać niewykrywalnym dzięki proxy. Które z tych znaczeń jest ci bliższe w kontekście tytułu twojej płyty?

Julia Marcell: Proxy to dla mnie pośrednik. Z jednej strony coś, za czym można się schować; coś, co daje ci poczucie anonimowości. A z drugiej coś, co jest pomostem pomiędzy tobą a informacją. Potraktowałam ten wyraz trochę luźno w kontekście płyty. Proxy stało się dla mnie słowem na określenie roli gadżetów w naszej rzeczywistości. Gadżetów przedmiotów, ale też gadżetowych informacji, które nas zalewają, a tak naprawdę nie są nam do niczego potrzebne. Zastanawiałam się, jak bardzo się za nimi chowamy i jak wykrzywiają nasze rozumienie otaczającego nas świata.

No właśnie. Teksty piosenek, przynajmniej w moim odczuciu, stawiają cię w roli wnikliwej obserwatorki rzeczywistości. To, w jaki sposób wirtual zmienia ludzi, świat, zajmuje cię w takim „badawczym” wymiarze?

Julia Marcell: Ten badawczy wymiar wynika trochę z bardzo prywatnej potrzeby zrozumienia tego, co się dokoła mnie dzieje. Najlepiej mi się wyciąga wnioski z takich codziennych obserwacji, kiedy próbuję je spisać.

Źródło: YouTube/mystickprodtv


Jeśli jest coś, za czym można się schować, zachowując anonimowość, sprawia, że kusi robienie rzeczy, których z twarzą czy nazwiskiem byśmy nie zrobili. Może właśnie dlatego te gadżety, teoretycznie nikomu do niczego niepotrzebne, są tak pożądane. Wiesz, w tym sensie, że jakąś tam część człowieka wyzwalają.

Julia Marcell: … bo publicznie chciałabym stwarzać wrażenie, że na co dzień rozwijam swój humanizm i zdobywam wiedzę, a w cichości Google’a wolę spędzać godziny na memach i hejtowaniu w komentarzach? (Śmiech)

O to, to. (Śmiech) Nie jest zresztą tajemnicą, że anonimowość, taka prawdziwa anonimowość, którą umożliwia proxy, wyzwala w ludziach, w internecie, ciemne strony mocy.

Julia Marcell: Nie jest zresztą tajemnicą, że anonimowość w internecie nie jest prawdziwą anonimowością. (Śmiech) Ale to prawda, w internecie łatwiej niektórym przychodzi wypowiadanie słów, których by nie wypowiedzieli, siedząc z kimś twarzą w twarz.

Julia Marcell Variete Kraków

Julia Marcell podczas koncertu w krakowskim teatrze Variete / fot. Łukasz Popielarczyk

I trochę à propos tego, śpiewasz o tym, że głupotę każdy wybaczy, braku urody nie… to jest celna, kwaśna i strasznie smutna obserwacja. W internecie nikt nie jest głupi, jeśli ma pod ręką Google. Ale w świecie, w którym jesteśmy rozpoznawalni z profilowych zdjęć i selfie, lepiej być chyba jednak ładnym. Brzydcy mają przechlapane. Czyli jest aż tak strasznie?

Julia Marcell: To jest ludzkie, zawsze łatwiej było być ładnym. Zresztą bycie ładnym w różnych czasach i kulturach znaczyło coś innego. Natomiast to, co w dzisiejszych czasach da się zauważyć i co mnie osobiście wkurza, to promocja głupoty.

„Przestańcie robić głupich ludzi sławnymi”?

Julia Marcell: Jeżeli politycy przeczą istnieniu ewolucji, a artyści szczycą się, że nigdy nie przeczytali żadnej książki, to chyba coś jest nie tak.

Pamiętasz moment, kiedy przyznawanie się do nieprzeczytania książki przestało być obciachem? Wydaje mi się, że to się zaczęło z początkiem ery memów, powszechnego cynizmu, wszechobecnego sarkazmu i robieniu wszystkiego „dla beki”.

Julia Marcell: Małgorzata Halber fajnie dostrzegła, że era internetowa stworzyła takie kuriozum jak lubienie czegoś ironicznie. Bardzo mi się ta obserwacja spodobała. Jeżeli do wszystkiego masz dystans, jesteś nietykalny. Taka postawa chroni cię przed oceną innych. Jesteś nieprzenikniony, nikt naprawdę nie pozna niezmierzonych zasobów twojej inteligencji, nikt nie odkryje twoich kart.

A potem w nocy, przy wyłączonym komputerze płaczesz, że samotność, że nikt nie rozumie. Wynika z tego wszystkiego, że z twoich prób zrozumienia tego, co dookoła, wnioski są raczej gorzkie. Zresztą takie są też postaci z twoich nowych utworów.

Julia Marcell: Tak. Czuję, że internet zaczął zmieniać mój świat, ale nawet bardziej ten wewnętrzny niż zewnętrzny. Jestem rozkojarzona, marnuję czas, przejmuję się głupotami. Im bardziej wsiąkam, tym mniej mi się chce. Jak kiedyś z telewizją – po paru godzinach przed telewizorem czujesz się zmęczony.

Podoba mi się sprawdzanie, jak blisko z kimś jesteś, na podstawie liczby wymienionych wiadomości w komórce.


Julia Marcell:
Dużo takich informacji o nas zbierają urządzenia, którymi się na co dzień posługujemy. I czasem, jak się temu przyjrzeć, można się nieźle zdziwić.

Moja komórka wie o mnie więcej niż ja sama o sobie. Pytanie natury lekko filozoficznej: kto ma rację? Algorytmy czy my z naszym wyobrażeniem o sobie?

Julia Marcell: Ciekawe pytanie. Możemy się takimi statystykami posługiwać, żeby sobie coś uzmysłowić, ale chyba jednak większość odbywa się w naszej głowie. Mogę kilka miesięcy bezproduktywnie dreptać w miejscu, a potem nagle wpaść na pomysł, który jest kluczem do nowej płyty czy piosenki. Ile z tego pomysłu jest wynikiem tego dreptania? Jest jakaś myśl i jest przestrzeń wokół niej. Tak jak cisza w muzyce, ta przestrzeń jest ważna. Ale w statystykach wypada słabo.

Przejdź na drugą stronę wywiadu i dowiedz się, kim dla artystki są „gburowate baby” i skąd czerpała inspirację do płyty 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach