Monday, October 25, 2021
Home / Rozwój  / Psychologia  / # DZIEWUCHY DZIEWUCHOM: kobiecy wkurw

# DZIEWUCHY DZIEWUCHOM: kobiecy wkurw

Dajcie nam kraj, w którym bezpiecznie będzie rodzić i wychowywać dzieci, zamiast grozić, nakazywać i karać

Protest w Krakowie 3 kwietnia 2016 r. / fot. B. Bogacka

W ciągu dwóch dni wkurzone polskie kobiety zdołały zebrać na Facebooku grupę większą niż głośna niezależna opozycja polityczna – KOD. Akcję protestacyjną przeciwko ograniczeniu praw kobiet poparły już nie tylko polskie celebrytki, w tym np. Anja Rubik, ale również Charlotte Gainsbourg, Jane Birkin, Julie Delpy, Milla Jovovich czy prezydent Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. No i – bagatela – ponad 100 tysięcy użytkowników internetu

Protest w Krakowie 3 kwietnia 2016 r. / fot. B. Bogacka

Protest w Krakowie 3 kwietnia 2016 r. / fot. B. Bogacka

Zaczęło się we środę

Episkopat wezwał do zaostrzenia dotychczasowego prawa regulującego przerywanie ciąży. Prawa, które – kiedy powstawało w atmosferze wielkich emocji i gier politycznych – obwołane było „kompromisem aborcyjnym” i które na tle innych tego typu regulacji w państwach europejskich było restrykcyjne. Szybko okazało się, że rządzący politycy zamierzają przychylić się do nawoływań Kościoła. Ustawa miała być surowsza niż w niektórych państwach afrykańskich. Zakładała całkowity zakaz aborcji oraz szereg obostrzeń, które spowodowałyby ograniczenie praw kobiet oraz szykany wobec lekarzy. Kobiety się poważnie przestraszyły. Że będzie jak w niektórych państwach Ameryki Południowej, gdzie policja pojawia się przy łóżku kobiety, która właśnie roni. Że policja będzie pilnować ofiary gwałtu, aby przypadkiem nie dokonała przerwania ciąży. Strach bardzo szybko wyparł wkurw. A z kobiecym wkurwem nie ma żartów.

Zaczęło się w piątek

Rosło i puchło jak kobiece ciało w czasie cyklu. Dziewuchy Dziewuchom – zamknięta grupa na Facebooku zyskiwała siłę. To nie była delikatna rewolucja w koronkowych rękawiczkach. Na wallu leciały bluzgi i przekleństwa, kobiety dawały upust złości. Miały dość. I to miały dość ponad podziałami politycznymi, niezależnie od wyznawanej religii czy nawet od stanowiska wobec aborcji. Bo przecież w „Dziewuchach” nie ma „zwolenniczek aborcji” – więcej za to jest jej naturalnych przeciwniczek, czyli kobiet, które nigdy same by ciąży nie usunęły. Nie zamierzają jednak tego prawa odbierać tym, które tego chcą lub które do tej decyzji mogą być zmuszone. Szczególne kontrowersje wywołuje tu przede wszystkim sprawa odmowy zabiegu ofiarom gwałtów, nawet niepełnoletnim. Parę stwierdzeń na ten temat wypowiedzianych przez władze kościelne i polityków sprawiło, że do grupy zaczęli dołączać wkurzeni mężczyźni. I oni poczuli się wtedy dziewuchami. „Grupa została założona w proteście wobec projektu zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej w Polsce” – głosi opis Dziewuch Dziewuchom. „Łączymy się, aby zorganizować wspólną, ponadpartyjną akcję sprzeciwu wobec projektu, który łamie demokratyczne prawa i zagraża życiu kobiet. (…) Kobiety w Polsce zasługują na szacunek!”

Zaczęło się od wieszaków

Protest 3 kwietnia 2016 r. / fot. A. Karasińska

Protest 3 kwietnia 2016 r. / fot. A. Karasińska

Wkurw – bo inaczej tego się nazwać nie da – rósł, a wraz z nim rósł głos kobiet. Rosła też inwencja. Na Dziewuchy Dziewuchom aż roiło się od pomysłów: Marsz Miliona Kobiet, ogólnopolski strajk, paraliż systemu bankowego – wszystko to mogło się zdarzyć, gdyby hackerki i lifehackerki z Polski zdecydowały się działać radykalnie. Na pierwszy ogień poszły jednak wieszaki – symbol nielegalnych aborcji, do których zmuszone będą niezamożne kobiety w potrzebie. Wysyłane były do kancelarii premier, fotografowano się z nimi i wstawiano na zdjęcia profilowe w akcie poparcia dla akcji. W końcu zawisły na drzewach przed sejmem podczas protestów. Wkurzone kobiety postanowiły wziąć przykład z Islandek, które 40 lat temu przestały pracować na jeden dzień. Tak zwany długi piątek 24 października 1975 roku pozostanie na długo w pamięci uczestniczek. Podczas gdy one – na legalnym zwolnieniu z pracy lub nieformalnym zwolnieniu z prac domowych – siedziały w kawiarniach lub u koleżanek, mężczyźni rozpaczliwie próbowali ogarnąć chaos powstały pod ich nieobecność. Łapiąc rozłażące się dzieci, przypalając zupę, wykonując wszystkie „niewielkie” i pozornie niepotrzebne prace, które wykonywały ich matki, żony czy współpracownice, w osiem godzin nauczyli się doceniać pracę kobiet.

Zaczęło się od okresu

Polskie kobiety zdecydowały się jednak na obfitość raczej niż nieobecność. W ramach protestu na profilu kancelarii pani premier opisywały swoje perypetie związane z cyklem menstruacyjnym. „Skoro Państwo tak dba o naszą płodność – pisały – pozwalam sobie pomóc Wam i zdać szczegółowy raport ze stanu mojego cyklu”. Pod wiadomościami na temat 500+ czy kolejnej wizyty pani premier pojawiały się więc szczegółowe opisy owulacji, miesiączek, ciężkich porodów czy poronień i ciąż. Zadawano pytania o „te sprawy” u elity rządzącej oraz zwierzano się z wyboru artykułów higienicznych i hormonalnych wahań nastrojów. Akcja #trudnyokres dla rządu sprawiła, że kobiety w Polsce zaczęły otwarcie mówić o menstruacji, owulacji, swoich potrzebach. I wkurwie na władzę, która stara się przeprowadzić zamach na ich wolność.

Zaczęło się od zdjęć

źródło: Instagram/anja_rubik

 

Nie możesz być na kolejnym proteście pod sejmem? Zamieść zdjęcie z hasztagiem popieram dziewuchy – zachęcały organizatorki protestu. Ruszyła lawina. Najpierw mniej i bardziej znane aktorki oraz np. Anja Rubik. Po paru dniach koleżanki z zagranicy oraz Charlotte Gainsbourg, Jane Birkin, Julie Delpy, Milla Jovovich czy prezydent Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. O proteście zrobiło się głośno w zagranicznych mediach. Politycy boją się już cokolwiek powiedzieć. Pani premier nabiera wody w usta. Zaczyna się podejrzewać, że aborcja miała odciągnąć uwagę od „ważniejszych spraw” – czymkolwiek są sprawy ważniejsze od praw kobiet.

Zaczęło się od zaostrzenia

A jak się skończy? Wygląda bowiem na to, że środowisko związane z Porozumieniem „Odzyskać Wybór” walczy już nie tylko z projektem ustawy, lecz także o liberalizację zapisów zawartych w już obowiązującej ustawie aborcyjnej i o całkowitą legalizację aborcji. Aktualnie Dziewuchy Dziewuchom popiera ponad 100 tysięcy użytkowników internetu.
Organizatorki piszą:
„Mamy dość pomijania naszego głosu w tworzeniu prawa, które nas dotyczy. Mamy dość obłudy rządzących, którzy pod pozorem ochrony życia w równym stopniu narażają i matki, i dzieci na jego utratę. Mamy dość tego, że już teraz wielu kobietom w ciąży odmawia się opieki medycznej, którą gwarantuje im prawo. Zaostrzenie ustawy jeszcze bardziej ograniczy nam dostęp do pomocy wtedy, gdy powinnyśmy podlegać szczególnej ochronie. Mamy dość pomijania realnych problemów samotnych matek, problemów kobiet biednych i chorych. Dajcie nam kraj, w którym bezpiecznie będzie rodzić i wychowywać dzieci, zamiast grozić, nakazywać i karać.
Mamy dość prób zastraszania lekarzy więzieniem za przeprowadzanie badań prenatalnych. Nie chcemy, aby prokurator badał naturę poronienia. Mamy dość życia w strachu przed ciążą. Nie chcemy się bać utraty zdrowia i życia. Martwe nie będziemy rodzić! Mamy dość tego, że w Polsce, państwie demokratycznym, łamane są podstawowe prawa człowieka. Nasze prawa.”
Cytując prof. Monikę Płatek: „Kto kontroluje płodność człowieka, ten kontroluje jego życie. Kto odmawia człowiekowi prawa do decydowania o swojej płodności, przejmuje nad nim kontrolę”.
Chcemy odzyskać kontrolę.
Chcemy odzyskać wybór.

Co będzie dalej?

Aga Kozak

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach