Sunday, January 19, 2025
Home / Ludzie  / Kre-aktywne  / Dziewczyny przejmują stery. Nadchodzi zielona rewolucja

Dziewczyny przejmują stery. Nadchodzi zielona rewolucja

... czyli naturalna kolej rzeczy

Zielona sieć

Joanna Furmaga / fot. archiwum prywatne

Powoli, ale konsekwentnie. Kobiety coraz śmielej wkraczają w obszar energetyki, kiedyś tradycyjnie zdominowany przez mężczyzn. Często od razu na pozycję lidera. Szczególnie w modelu energetyki obywatelskiej: rozproszonej, lokalnej, opartej o źródła odnawialne i efektywność energetyczną – modelu naszej przyszłości. Przykładem są Joanna, Ewa i Sylwia, które pokazują jak skutecznie walczyć o klimat i równouprawnienie, inspirując przy okazji inne dziewczyny do działania

 

Joanna Furmaga: kobiety stają się liderkami „zielonej rewolucji”

Kobiecy głos w sprawach energetyki i klimatu jest coraz bardziej słyszalny i słuchany – mówi Joanna Furmaga, prezeska Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć. Mówi to nie kryjąc dumy z tego, jak wiele kobiet jest zaangażowanych w walkę o lepsze jutro. Joanna od 8 lat współlideruje społecznemu ruchowi „Więcej niż Energia”. Cel jest prosty – oddanie w ręce ludzi produkcji i zarządzania energią. Organizowany cyklicznie kongres ruchu cieszy się coraz większym zainteresowaniem kobiet i to one w tym roku dominowały.

Coraz więcej kobiet angażuje się w energetykę obywatelską, stając się liderkami zielonej rewolucji. Zaangażowanie kobiet odbija społeczny i sprawiedliwy wymiar transformacji: nie zapominamy o najsłabszych i budujemy demokrację energetyczną oddolnie.  Dlatego na Kongresie spotykamy się wszystkie – polityczki, ekspertki i liderki. Takie jak Ewa i Sylwia. Pierwsza jest ekodoradczynią. Druga angażuje się w tworzenie obywatelskich spółdzielni energetycznej

 

– podkreśla Joanna Furmaga

Sylwia Mielczarek: mam misję do wykonania

Sylwia Mielczarek mieszka na Ziemi Kłodzkiej i właśnie tu organizuje wspólnotę energetyczną. Oddanie władzy nad wytwarzaniem energii w ręce mieszkańców to w Europie standard. W Polsce wciąż nowość. Wspólnoty energetyczne stały się symbolem nowego europejskiego podejścia do wytwarzania energii – bardziej demokratycznego, obywatelskiego i sprawiedliwego. Ideą spółdzielni jest zapewnienie członkom spółdzielni tańszej, ekologicznej energii. – Z wiekiem sobie uświadamiamy, że mamy pewną misję do wykonania – tłumaczy Sylwia.

 

Swoją misję odnalazła jeszcze w 2005 r. Polska dopiero co wstąpiła do Unii Europejskiej. Sylwia szybko nauczyła się poruszać w gąszczu brukselskich przepisów. Zawiłe proceury przekładała na języki konkretnych projektów – na termomodernizację, oświetlenie, czy też oddolne inicjatywy lokalne. To wtedy założyła stowarzyszenie „Kłodzką Wstęga Sudetów – Lokalną Grupę Działania”, organizację której głównym celem jest pomoc w aktywizacji obszarów wiejskich i małych miejscowości. Doradzają jak i gdzie pozyskiwać fundusze europejskie, rozpisują nabory wniosków i organizują konkursy.

 Początki były ciężkie. Długo musieliśmy budować zaufanie społeczne, żeby mieszkańcy w ogóle chcieli z nami współpracować. Po latach udało się to osiągnąć. Teraz cały swój wysiłek kieruje na walkę z kryzysem klimatycznym. – Zniszczenie Ziemi, jak się okazuje, nie było takie trudne. Trwało to trochę, ale doszliśmy do ściany i okazuje się, że za chwilę nowe pokolenia nie będą mogły korzystać z tego, z czego my mogliśmy. Jeżeli naprawdę nie zatrzymamy zmian klimatycznych, to słabo widzę los ludzi, którzy przyjdą po nas

– podkreśla Sylwia Mielczarek. Jej zdaniem trzeba działać. Już, teraz, mocno! 

Sylwia Mielczarek / fot. archiwum prywatne

Teraz przed Sylwią niezwykle ambitne zadanie – tworzenie sołeckich spółdzielni energetycznych. Marzy jej się, aby mieszkańcy mogli sami produkować dla siebie prąd. Ekologicznie, a zarazem z ulgą dla portfela. Sukces jest już na horyzoncie. – Z jednym sołectwem udało nam się solidnie popracować. Mieszkańcy zdecydowali się na założenie spółdzielni – opowiada Sylwia. Z tego jest szczególnie dumna. Nie dość, że byłaby to jedna z pierwszych obywatelskich spółdzielni energetycznych w Polsce, to w jej powstanie mocno zaangażowały się kobiety.

 

Ewa Mura-Pancerzyńska: Chcemy mieć wpływ na rzeczywistość

 

Przedszkole na Śląsku. Wokół Ewy Mury-Pancerzyńskiej wesoło biegają dzieci. Maluchy krzyczą i dokazują. Nagle pada hasło „smog” i wszystkie dzieci muszą się schować w otoczonym taśmą „domu”, aby uniknąć wdychania zanieczyszczonego powietrza. To jedna z wielu zabaw wymyślonych przez Ewę. – Zerówkowicze świetnie bawią się w drzewa, które wycina drwal, lub w detektywa szukającego sprawcy zanieczyszczenia środowiska. Uczniowie młodszych klas z kolei bardzo angażują się w eksperymenty – opowiada.

Ewa Mura-Pancerzyńska / fot. archiwum prywatne

Ewa czuje się potrzebna, szczęśliwa i spełniona. Ekodoradczynią została przez… smog. W mroźne dni Śląsk spowija gęsta mgła. To już niestety weszło w lokalny koloryt. Gliwice, Rybnik, Żywiec przez lata konkurowały w poziomach smogu z metropoliami rozwijającej się gwałtownie Azji. – Kaszle się tu „lepiej” niż w Kalkucie, a nigdzie nie trzeba wyjeżdżać – mówią miejscowi. Ewa w pewnym momencie powiedziała „dość”. – Od wielu lat obserwowałam postępującą dewastację środowiska i pogarszającą się jakość powietrza – mówi w rozmowie z Polską Zieloną Siecią. – Dlatego zostałam ekodoradczynią – dodaje. Ewa pomaga również seniorom.

Często są to osoby samotne, z niskimi emeryturami, bez dostępu do Internetu, maila, nieobsługujące komputera czy drukarki. Im poświęcamy szczególną uwagę I oferujemy pomoc w uzyskaniu dofinansowania do wymiany źródeł ciepła (ewentualnie kopciuchów), termomodernizację, czy montaż paneli fotowoltaicznych

– mówi Ewa Mura-Pancerzyńska.

Ewa cały czas zdobywa nowe kwalifikacje.  – Kobiety nie boją się nowych wyzwań, chcą się kształcić, rozwijać, mieć wpływ na otaczającą rzeczywistość. Każda z moich koleżanek (ekodoradczyń – red.) skończyła studia w zakresie Ekoenergetyki na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Stanowimy wspaniały team, oparty na współpracy, nie na rywalizacji – mówi Ewa. Swoją pracę pisała o wspólnotach energetycznych.

Mam w sąsiedztwie spółdzielnię energetyczną „Nasza Energia”, która działa na terenie trzech gmin: Mszany, Godowa i Świerklany. Tego typu lokalne podmioty energetyczne są w stanie skutecznie zaspokajać zapotrzebowanie na energię, jednocześnie przyczyniając się do walki z ubóstwem energetycznym i ze zmianami klimatu

– podkreśla.

 

Kobiece oblicze transformacji

 

Kobieca rewolucja w energetyce nabiera tempa. Podobnie dzieje się w samorządach i wspólnotach lokalnych. Tam ster coraz pewniej dzierżą liderki. Zmiany, które dokonują się na szczeblu lokalnym możemy już nazwać „kopernikańskimi”. Jeszcze w 1958 r. wśród sołtysów było mniej niż 1 proc. kobiet, dziś sprawują władzę w niemal co drugiej polskiej wsi. Do niedawna to było nie do pomyślenia. Kobiety po latach męskich porządków wzięły sprawy w swoje ręce. Kluczowa w tym wypadku kompetencja to umiejętność współpracy. – Działanie w pojedynkę nic nie da. Samotni jesteśmy wprost skazani na porażkę – mówią niemal zgodnie. Podobnie jak kompetencje w zakresie dobrych relacji społecznych oraz „znajomość mieszkańców”. To wszystko cechy, które są podstawą lokalnej transformacji energetycznej. Stare odchodzi, nowe toruje sobie zieloną drogę. Przyszedł czas działania kobiet!

TAGI
Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ