Thursday, December 8, 2022
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Dorota Gardias: W duszy nie zawsze miałam pogodę

Dorota Gardias: W duszy nie zawsze miałam pogodę

O terapii, zdejmowaniu masek i podkaście MINDTRIP

Dorota Gardias

Dorota Gardias / fot. Aleksander Ikaniewicz

Dorota Gardias, znana polska dziennikarka i prezenterka pogody, w rozmowie o trudnych doświadczeniach, które doprowadziły ją do terapii. We współpracy z Fundacją „Projekt Kobiety” nagrała cykl podcastów „Mindtrip”, poprzez który chce dotrzeć do Polek z przekazem, aby dbały o zdrowie psychiczne i nie wstydziły się korzystać z pomocy specjalistów.

Aleksandra Zalewska – Stankiewicz: Przeczytałam, że w ostatnich latach zrzuciłaś z siebie kilka masek. Dziś nie masz na sobie żadnej?

Dorota Gardias: To był długi proces, przy okazji zdjęłam też kilka masek innym ludziom. Dziś jestem autentyczna, nie muszę udawać kogoś, kogo inni chcieli we mnie widzieć. Ostatnio wędrowałam po Alpach. Stanęłam u podnóża wspaniałej góry Matternhorn, która jest jednocześnie zjawiskowa i przerażająca, często spadają z niej skały. Najpierw pomyślałam, że chciałabym na nią wejść. A po chwili podjęłam decyzję, że nigdy tego nie zrobię. Nie dlatego, że mam słabą kondycję, ale dlatego, że nie chcę narażać swojego życia na niebezpieczeństwo. I to była moja decyzja. Świadomie zrezygnowałam z akcji. Przestałam spełniać czyjeś oczekiwania i zastanawiać się, jak powinnam postąpić, aby komuś coś udowodnić. Tylko komu? Sobie już nie musiałam, ja na mój szczyt już dotarłam. Poczułam się wolna, i to jest chyba ta sztuka, której musiałam się nauczyć – podążać sama za sobą. Nie za innymi. A to arcytrudne.

Wcześniej nie decydowałaś o sobie?

To nie działało tak, że ktoś podejmował za mnie decyzje jak kierownik zmiany, nie zmienia to jednak faktu, że często czułam się bezsilna lub postępowałam tak, jak ode mnie ktoś oczekiwał. Była we mnie blokada, która powodowała lęk i nie pozwalała mi się rozwijać. Czułam, że reaguję na pewne sytuacje w sposób nieadekwatny do nich. W angielskim to się pięknie nazywa overreacting. W duszy nie zawsze miałam pogodę. Oczywiście jak większość Polek, nie chciałam pójść do psychologa. Normalizowałam swoje zachowanie, wmawiałam sobie, że jestem przemęczona, przeciążona, przebodźcowana i tak każdego dnia znajdowałam jakieś „prze…”. W końcu jednak zdecydowałam się na terapię. I przyznaję, że pierwsze wizyty trochę pomogły, ale nie rozwiązały problemu.

Może wybrałaś niewłaściwego psychologa?

Zupełnie nie o to chodzi. Oczywiście zdarzają się psychologowie bagatelizujący problem czy po prostu wypaleni zawodowo. U mnie jednak tradycyjna „kozetka” to było za mało. Musiałam dogłębnie i mocno poczuć, że muszę zmienić swoje myślenie i zachowanie. Nie tylko w gabinecie psychologa czy psychoterapeuty, ale także w domu, w pracy i w relacjach. Jeśli nasz mózg przez całe życie przywykł do pewnych schematów, ich zmiana wymaga karkołomnej pracy. Ale jest możliwa, trzeba tylko właśnie znaleźć własną drogę.

U mnie kluczem było to, aby nauczyć moje ciało nowych zachowań. Dziś chcę mówić o tym głośno, także w podcaście „Mindtrip”, które nagrałam razem z Fundacją „Projekt Kobiety”, której jestem ambasadorką.

Dorota Gardias

Dorota Gardias / fot. Aleksander Ikaniewicz

Będziesz w nich przekonywać, że warto wybrać się na terapię?

To duże uogólnienie, bo nie każdy terapii potrzebuje. Nasze rozmowy poświęciliśmy ogólnemu zagadnieniu zdrowia i równowagi psychicznej. Osobiście mam wrażenie, że życie ucieka nam między palcami. Jesteśmy rozpędzeni, zaplątani w różne układy, zobowiązania, relacje romantyczne. Brakuje nam harmonii, nie potrafimy znaleźć tej ulotnej równowagi. Dlatego w podcaście pytamy specjalistów o to, co każda z nas może zrobić dla siebie. Okazuje się, że możliwości jest wiele. I niekoniecznie musi to być terapia.

Jakie są te inne możliwości, o których będzie mowa w podcaście?

Chcieliśmy pokazać pełne spektrum, zarówno te konwencjonalne jak i nieoczywiste propozycje. Rozmawialiśmy oczywiście o jodze czy mindfulness, ale również o oddychaniu holotropowym. To metoda, która poprzez stosowanie głębokich wdechów i wydechów pomaga osiągnąć odrębny stan świadomości. Tej sztuki nie można praktykować samodzielnie, ale wyłącznie pod okiem opiekuna. Osoby, które stosują ten typ oddychania, mówią o doznaniach wręcz mistycznych, zmieniających spojrzenie na nasze życie. Chcemy, aby kobiety usłyszały o różnych ścieżkach i znalazły coś dla siebie.

Który temat szczególnie Cię zaciekawił?

Dla mnie najważniejszy był podcast, który nagrywałam ze specjalistką od głosu. Uświadomiła mi, że dziś ludzie rzadko kiedy wydobywają z siebie prawdziwe brzmienie. Głos grzęźnie nam gardle, co przekłada się na inne obszary. Nie potrafimy dobrze westchnąć, zakomunikować sobie i światu prawdziwych emocji za pomocą głosu. Autentycznego, prosto ze środka. Mimo że od lat pracuję w mediach, czułam, że mój głos był niepewny. Zrozumiałam, że jeśli nie popracuję nad sobą, mój głos nigdy nie zabrzmi w pełni. Poza tym krzyk czy głośny śpiew pomagają uwolnić się od złych emocji. I ciekawostka – używanie głosu podczas stosunku poprawia jakość życia seksualnego!

W podcastach znalazły się też rozmowy o metodach niekonwecjonalnych, nieuznawanych przez lekarzy?

O takich też rozmawiamy, choć stwierdzenie, że nie są uznawane przez medycynę to daleko idące stwierdzenie. Rozmawiamy np. o medycynie mongolskiej i szamanizmie, które w Mongolii są po prostu… medycyną! Zależało nam na tym, aby w podcastach pokazać, że warto korzystać z różnych metod, ale też zwrócić się do prawdziwych specjalistów i praktyków, a nie modnych influencerów czy „nauczycieli” po dwutygodniowych kursach. Podam przykład. Moja córka nie potrafiła nauczyć się tabliczki mnożenia tradycyjnym sposobem. Ale gdy zaczęłam jej tę tabliczkę wyśpiewywać, to szybciej zaczęła zapamiętywać wyniki. Tu właśnie wkraczamy na obszar „głosu autentycznego”. Dlatego szczególnie w obszarze zdrowia psychicznego warto szukać metody dla siebie. Rozmawialiśmy na przykład o terapii tańcem. Sprawdziłam na sobie, że świetnie się sprawdza. Gdy ludzie tańczą, zaczynają się otwierać, wyrzucają z siebie złość i stres. Niektórzy zaczynają szlochać, krzyczeć. Docierają do ukrywanych i duszonych traum i doświadczają prawdziwego, psychologicznego catharsis.

Rozmawiałaś też o terapii EMDR, na którą sama się zdecydowałaś?

W podcaście nie, ale opowiemy o niej w drugim sezonie, bo jest to metoda, która zmieniła moje życie. To forma psychoterapii, znana jako Eye Movement Desensitization and Reprocesing. Jej celem jest dotarcie do traumy, które wpłynęły na to, jak dziś reagujemy na pewne sytuacje. Czasem chodzi o bardzo dramatyczne wspomnienia, a czasem o mniej istotne sprawy, które dla nas były jednak bardzo ważne i pozostawiły w nas rany. EMDR odwrażliwia to, co zostało uwrażliwione. Jednak jest to jedna z wielu metod – jak mówiłam, grunt to znaleźć coś, co nam pomoże.

Podobno do terapii trzeba mieć końskie zdrowie.

Coś w tym jest, ponieważ jest to ciężka praca, wymagająca zaangażowania emocjonalnego i fizycznego. Każdy psycholog powie Ci podstawową prawdę o terapii – aby coś poskładać trzeba to najpierw rozwalić. W przypadku EMDR w czasie spotkań wykonuje się m.in. ćwiczenia fizjologiczne, polegające na ruchu gałek ocznych, co nie zmienia faktu, że towarzyszą jej bardzo trudne rozmowy i zadania psychologiczne, które na jakiś czas totalnie rozkładają człowieka. Jednak ważne jest, aby wytrwać w tym procesie. Raz jeszcze podkreślam – nie twierdzę, że EMDR jest jedyną, najlepszą formą dla każdego. Jednak w moim przypadku była to najlepsza decyzja.

Musimy bardziej dbać o siebie niż nasze mamy i babcie?

Moja mama miała troje dzieci, mnóstwo obowiązków. Mimo to nie wpadała w depresję. Gotowała, prała we „Frani”, wciąż była w ruchu. Z dzieciństwa pamiętam, jak kobiety z radością szły pracować na polu. Myślę, że dzięki temu, że ich ciała były w ciągłym ruchu, ich forma psychiczna była lepsza. Borykaliśmy się również – zarówno kobiety jak i mężczyźni – z mniejszą ilością problemów i informacji. Obecnie przyszło nam żyć w ciężkich czasach. Im więcej osiągnęliśmy, im więcej wygód mamy, tym więcej pojawia się problemów.

A co Tobie daje ukojenie?

Kontakt z przyrodą i wędrówki po górach – dla mnie jest to najlepsza terapia. W ten sposób łapię dystans. Gdy staję przed dużą górą dociera do mnie, że w gruncie rzeczy jestem małą mrówką. Jednocześnie, kiedy jest bardzo źle, żaden spacer czy relaksująca kąpiel nie pomoże.

Niedawno głośno było o Twoich doświadczeniach onkologicznych. Jak w czasie choroby radziłaś sobie ze stresem?

Najtrudniej było zapanować nad strachem, a to nasz największy wróg. Strach paraliżuje, zatruwa umysł. I znów niezwykle pomocne okazało się to, co wypracowałam na terapii. Dzięki właściwemu oddechowi nie wpadałam w panikę. Przed snem słuchałam kojących utworów, potrafiłam się wyciszyć. Dziś namawiam inne kobiety do badań profilaktycznych.

Dorota Gardias

Dorota Gardias / fot. Aleksander Ikaniewicz

Dziś czujesz się w porządku sama ze sobą?

Jak najbardziej. Dlatego zachęcam wszystkich do tego, aby nie bali się zajrzeć w głąb siebie. I nie bali się tego, co tam można znaleźć. Czasem warto przerobić bolesne tematy, aby otworzyć się na nowe. Wtedy jakość życia jest znacznie lepsza. Osobom, dla których tak jak dla mnie, ważny jest samorozwój, polecam korzystanie z ciekawych treści w sieci.

Takich jak Wasz cykl podcastów?

Takich treści wbrew pozorom jest ich całkiem sporo – motywujące wykłady, kojące utwory i oczywiście podcasty. W tym oczywiście nasz, do którego wysłuchania zapraszamy ja i aktorka Kamila Kamińska, która jest współprowadzącą.

Gdzie znajdziemy podcast?

Znajdziecie go na wszystkich popularnych platformach – Spotyfi, Anchor, Tidal oraz na Audiotece. Wystarczy wpisać „PROJEKT KOBIETY: PODCASTY”. Na profilu Fundacji znajdziecie nasz cykl, ale też różne inne ciekawe treści!

TAGI

dziennikarka z Pomorza Zachodniego. Miłośniczka słów, które najchętniej zamienia na wywiady i reportaże. Prezenterka radiowa, zafascynowana światem dźwięków. Ciekawa każdego rozmówcy. Szczęśliwa żona, mama Weroniki i Jasia.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ