Thursday, May 6, 2021
Home / Felietony  / Dlaczego nie chcę być kobietą…

Dlaczego nie chcę być kobietą…

Uważam, że wakacje są po to, by nie robić nic. Albo by robić wyłącznie to, na co nie było czasu przez cały rok. Czyli również nic

Jako niezbyt skomplikowany przedstawiciel płci niesłusznie nazywanej brzydszą (popatrzcie na Ibisza!), uważam, że wakacje są po to, by nie robić nic. Albo by robić wyłącznie to, na co nie było czasu przez cały rok. Czyli również nic!

felieton-osuch

ilustracja: Andrzej Politowicz

Niech woda będzie ciepła, piwo zimne, grill niech dymi nie w moją stronę, a kobieta niech będzie na tyle obfita, by dawała wystarczający cień. I niech żyje życie próżniacze!
Tymczasem kobiety uważają, że wakacje to czas aktywności! Głównie cielesnej, bo o aktywności intelektualnej znane mi babki nie myślą na urlopie i wystarcza im kolorowa prasa oraz łączność telefoniczna z przyjaciółkami i mamusią. Gdyby aktywność miała charakter wyłącznie gimnastyczno-rekreacyjny lub poznawczo-turystyczny, mógłbym to pojąć, a nawet zaakceptować. Bylebym nie musiał w tym uczestniczyć. Niestety aktywność niewieścia w trakcie wywczasu skupia się na łażeniu po sklepach i trzech magicznych słowach: Promocja, Przecena, Wyprzedaż.
Wiem o tym nie tylko ja! Cały handel stacjonarny oraz obwoźny na tym się skupia. Czy zauważyliście, że właśnie latem w okolicach wszelkich deptaków i promenad pojawia się milion stoisk z niepotrzebnymi żadnemu rozsądnemu człekowi przedmiotami? Baloniki wznoszące do nieba nasze ukryte pragnienia, kremy na przedwczesną starość i spóźnioną młodość, porcelanowe badziewiaste pamiątki z piktogramicznym napisem „I ♥… coś tam”. Koszulki z głupawymi nadrukami, np. „Każdy dziadek powinien mieć swoją laskę”, niegustowne torebki lub plecaczki w kształcie foki, muszelki mórz wszelakich. Ciemne okulary, gdy pada, i parasole, gdy wali słońcem. Kremy do opalania w dni pochmurne, szaliki, gdy mdlejesz z upału. Kamyczki ponoć wielce szlachetne, bursztyny na ogół nad wyraz syntetyczne, drewniane kopyście rzeźbione prawie po góralsku i takież kapcie, słomiane miotły, na których jeszcze nikomu nie udało się odlecieć. Tatuaże różniste, warkoczyki zajebiste, makijaże fantasmagoryczne. Popielniczki w kształcie butelek i butelki w kształcie popielniczek. Kieliszeczki, szklaneczki, filiżaneczki, solniczki, że o pieprzniczkach nie wspomnę. Nieaktualne mapy, durne plakaty oraz zalew magnesów na lodówki. Ręczniki z wzorem prosto z Bollywood. Świeczki w wielkim wyborze i różne inne dziwolągi pachnące. Wszystko właśnie przecenione, na promocji, w trakcie wyprzedaży. Więc przy każdym stoisku ona musi się zatrzymać! I, o zgrozo, kupić!
Że pamiątkarstwo znudzonymi wczasowiczami się żywi, to nic nowego. Ale połowa oferty handlowej we wszystkich „kurortach” to dokładnie te same garsonki, sukienki, topy, kostiumy kąpielowe, buty, szampony, torebki, grzebienie, szczotki, kurtki, rękawiczki, nożyczki i inne barachło, które z obrzydzeniem oglądamy w sklepach przez cały rok. Całe bezguście świata! Ona z tego drwi przez jedenaście miesięcy, ale w wakacje, gdy tylko poczuje nosem Promocję, Przecenę, Wyprzedaż… ona to kupuje!
Osobną kategorią spontanicznych wakacyjnych zakupów są przedmioty, których do sklepów się nie wpuszcza, bo z daleka czuć je… oszustwem. Komplety garnków z kosmicznej ceramiki, co to nie przypalają i same się myją. Miksery, które same gotują. Sztućce tytanowe czy tantalowe, które potrawy czynią wykwintniejszymi. Lampy Alladyna przedłużające życie, samomasujące wkładki na fotel, prześcieradła przedłużające sen, a skracające życie, szampony na łysienie i depilatory nieprzerywające snu, preparaty odchudzające. Herbaty ziołowe z najdziwniejszych rzekomo zakątków świata, od jeszcze bardziej tajemniczych mnichów. Ziarenka roślin, o których nie śniło się botanikom, ale których garść wprowadza nasze wątłe ciała w olimpijską formę. Taki kosmiczny garnek kosztuje przeciętną emeryturę, pościel dobrą pensję, a ziółka są droższe od przyzwoitych alimentów… No, ale właśnie mają zadziwiającą i niepowtarzalną letnią promocję, trzeba skorzystać z niesamowitej okazji wyprzedaży posezonowej (nie wiedziałem, że na patelnie i filtry do wody też jest sezon!), przecena o 70 procent kusi i odbiera rozum. I na moje kobieciątko to działa!
Przy nadchodzącej wakacyjnej okazji na plecach mojej lubej zamierzam powiesić tabliczkę z napisem: „Wakacyjnie Przeceniona, w Przedmenopauzalnej Promocji, Okazyjnie Wyprzedam!!!”. I wrócę lżejszy do domu. A może nawet na piwo zarobię?

                                                                                                          Przemysław Osuchowski 
                                                                                       

OKLADKA-65-Beata-Sadowska200pxfelieton pochodzi z numeru 3/2015

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach