Home / Rozwój  / Psychologia  / Czego się boi singielka z odzysku?

Czego się boi singielka z odzysku?

Marta ma 30 lat, a za sobą sześcioletni związek. Julia z ukończeniem 33. roku życia zakończyła swój 13-letni związek. Jak twierdzi, o trzy lata za późno. Obie wierzyły, że to miłość na zawsze.

Czego się boi singielka z odzysku?

Czego się boi singielka z odzysku? / fot. fotolia

Marta ma 30 lat, a za sobą sześcioletni związek. Julia z ukończeniem 33. roku życia zakończyła swój 13-letni związek. Jak twierdzi, o trzy lata za późno. Obie wierzyły, że to miłość na zawsze.

Czego się boi singielka z odzysku?

Czego się boi singielka z odzysku? / fot. fotolia

Miały plan na życie: wspólne mieszkanie, ślub, dziecko. Życie napisało dla nich inny scenariusz. Znów zaczynają wszystko od nowa. Dziś Julia potrafi już przyznać, że od lat żyła w toksycznej relacji. Wzajemne pretensje o te same sprawy, kłótnie bez finału, przemilczane problemy i inne kobiety w jego życiu. Związek Marty nie zakończył się spektakularną awanturą. Nie było zdrady ani codziennych awantur, ale jej zdaniem było coś równie trudnego: jego niedojrzałość i strach przed poważnymi decyzjami. Tak naprawdę nigdy nie dał jej do zrozumienia, że jest dla niego kimś ważnym. Uznała, że nie ma sensu dłużej czekać.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Mimo że w obu przypadkach to one podjęły decyzję o rozstaniu, trudno im się odnaleźć w nowej sytuacji. Choć się starają, według nich minęło jeszcze zbyt mało czasu.

To trudne, bo po kilku latach człowiek przyzwyczaja się do myślenia i mówienia, że kogoś ma – mówi Marta. – Dla mnie to wciąż dziwnie brzmi, kiedy mówię „jestem sama”. A jeśli w rozmowie z kimś przewinie się dodatkowo sprawa mojego wieku i tego, że nie mam nikogo, to wychodzę z niej totalnie rozchwiana. Zaczynam myśleć, że jestem zupełnie do niczego.

Nie chcę się przyzwyczajać do tego, co jest – mówi Julia. – Wolałabym wierzyć, że wkrótce znów poznam kogoś fajnego, ale nie mam już 20 lat, a głowę mam pełną sprzecznych myśli i obaw.

Nigdy już nie poznam nikogo fajnego

Marta wciąż przywołuje w pamięci minione wspólne chwile. Widzi obrazy, na których spędzali czas we dwoje, a ona czuła się bezpieczna i szczęśliwa. Z kolei Julii trudno jest się odnaleźć w sytuacjach, w których zwykle bywała ze swoim partnerem. Niektórych wciąż nie potrafi sobie wyobrazić z kimś innym.

Może szczęście mają ci, którzy po rozstaniu szybko poznają nową osobę i momentalnie wymazują z pamięci poprzedni związek – zastanawia się Marta. – Niestety to trudne, gdy nie ma się zbyt wielu okazji do poznawania nowych osób, a te, które znam, są już w związkach. Zresztą sama nie wiem, czy jestem gotowa na coś nowego i kolejne zmiany. Z jednej strony wiem, że nie ma sensu myśleć o tym, co było, i że dziś już niczego nie naprawię. Z drugiej – pojawia się taka nieznośna myśl, że może obudzę się pewnego dnia w lepszym świecie, że on pojawi się nagle – lepszy, mądrzejszy, taki, jakiego sobie wymarzyłam.

Gdy przychodzą miłe wspomnienia, boję się, że już z nikim nie przeżyję podobnych chwil – wyznaje z kolei Julia. – Co prawda to szybko mija, gdy znów zaczynam myśleć trzeźwo i gdy dociera do mnie, jak ten związek nie powinien wyglądać i jak mogłam tak długo w nim wytrzymać.

Jak na nowo nauczyć się flirtować?

Choć nowa miłość nie jest priorytetem Marty, chętnie spróbowałaby nowego związku. Gdyby nadarzyła się okazja. Jest jednak pewien problem…

Może to głupio zabrzmi, ale… trochę mi się po prostu nie chce – przyznaje. – Wolałabym już być w takim bardziej zaawansowanym związku, gdzie byłabym na luzie, dosyć dobrze znałabym się z tym nowym facetem. Rozumiem, że każdy musi przejść te „kogucie zaloty”, ale przecież dobrze wiem, że te pierwsze randki nie oznaczają, że będzie z tego coś więcej. Każdy chce się wtedy pokazać z jak najlepszej strony i nie do końca jest sobą. Potem i tak wszystko weryfikuje wspólne życie i okazuje się, że niepotrzebnie straciliśmy tyle czasu. Rozumiem więc ludzi, którzy w poszukiwaniach od razu jasno określają swoje oczekiwania i odkrywają wszystkie karty. Może chcą w ten sposób uniknąć rozczarowań…

Ja to już nawet nie pamiętam, jak to jest pójść na randkę – kręci głową Julia. – Na ostatniej byłam jakieś 15 lat temu. Zresztą trudno to nawet nazwać randką. Szło się spontanicznie na takie spotkanie, a jak zaiskrzyło i były kolejne, mówiło się, że randka się udała. Jak pomyślę, że w wieku 33 lat znów mam się pindrzyć i grać tę niedostępną, ogarnia mnie strach.

Czy jestem jeszcze atrakcyjna?

Obie, kiedy były w związkach, często zastanawiały się, czy wciąż podobają się swoim partnerom. Julia przyznaje, że od dawna nie słyszała od swojego „eksa” żadnego komplementu czy miłego słowa. – Wiadomo, że po kilku latach nikt sobie nie będzie na co dzień słodzić, ale mimo wszystko brak zainteresowania, adorowania daje kobiecie do myślenia – przyznaje. – Poza tym, mając swoje kompleksy, czułam się w jakiś sposób bezpiecznie. Umiałam z nimi żyć przy tym konkretnym mężczyźnie. To trudne musieć je obnażać po raz kolejny przed nową osobą.

Rozstając się z moim byłym, usłyszałam wiele zarzutów pod swoim adresem, m.in. że już dawno przestałam o siebie dbać i od dawna mu się nie podobało, że przybyło mi tu i tam – wspomina Marta. – Strasznie to przeżyłam, zresztą nadal, gdy to sobie przypomnę, czuję ogromny żal, że dowiedziałam się o tym w taki sposób. Mimo że uważałam siebie za dość atrakcyjną kobietę, teraz mam wątpliwości, a to nie ułatwia mi kontaktów z facetami.

Jak wypełnić pustkę po nim?

Marta i Julia mają kilku dobrych znajomych, z którymi zawsze mogą się spotkać i pogadać. Oni oczywiście chętnie ich słuchają. Obie jednak zgodnie przyznają, że do domu wracają same, mając świadomość, że reszta przyjaciół wróciła do swoich partnerów.

Wszyscy mają już swoje życie – utyskuje Julia. – Mimo że też mam własne sprawy, pracę, przyjemności, przeszkadza mi myśl, że inni mają jeszcze obok siebie kogoś, komu na nich zależy. Ważna jest świadomość, że kręcisz się po domu, a w pobliżu jest ktoś bliski. Ktoś, kto wleje wodę do kubka, do którego ty przed chwilą wrzuciłaś torebkę herbaty.

Do tej pory, jeśli gdzieś bywałam, bywałam zwykle w jego towarzystwie – wspomina Julia. – Przez te lata zgromadziliśmy wokół siebie wielu wspólnych znajomych, którzy teraz też znaleźli się w kiepskiej sytuacji. Siłą rzeczy trzeba się było nimi – brzydko mówiąc – podzielić. Brakuje mi tych, z którymi mam teraz znikomy kontakt. Ci, z którymi wciąż się widuję, przypominają mi o nim. Wyczuwa się zmianę nastrojów. Trochę inaczej się już z nimi rozmawia. To są drobne sprawy, jednak mocno podkreślają brak osoby, która zwykle nam towarzyszyła. Trudno wypełniać pustkę. A zapomnieć o niej, udawać, że tego człowieka z nami wcześniej nie było – po prostu się nie da.

Co ja teraz powiem innym?

Marcie najtrudniej było tuż po rozstaniu, gdy musiała się dzielić tą wiadomością albo odpowiadać na pytania tych, którzy nie dowiedzieli się od niej, ale chcieli usłyszeć jej wersję wydarzeń. – Najbardziej wkurzało mnie to współczucie – wspomina. – Ja mówiłam, że wszystko jest w porządku, że nie gryzę ścian i nie mam zamiaru skakać z okna, a ich zdaniem rozgrywała się w moim życiu tragedia. Oczywiście, w środku byłam totalnie rozbita, ale to ja zdecydowałam o zerwaniu i rozumiałam, co to mniej więcej oznacza. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Oni – zamiast mi pomóc, odwracać jakoś moją uwagę – nie dawali mi o nim zapomnieć.

Byłam na to przygotowana i nie myliłam się – odczułam presję otoczenia (szczególnie najbliższych) i czasu, bo dookoła większość znajomych ma kogoś, rodzinę, dzieci – przyznaje Julia. – A ja? Znowu jestem na początku drogi. Jest mi źle, że jestem sama, ale wcześniej chyba bardziej się męczyłam, bo chciałam, żeby było między nami inaczej, a nic się nie zmieniało. Nie wiedziałam, na czym stoję. Teraz przynajmniej mam jasną sytuację. Takie argumenty nie przemawiają niestety do wszystkich.

Jak ja sobie poradzę?

Marta i Julia na nowo uczą się codzienności w pojedynkę. Przyznają, że wciąż sprawdzają się w nowych sytuacjach, w których do tej pory mogły liczyć na męskie wsparcie.

Na różnych forach czytałam wypowiedzi kobiet, które nie potrafią odejść od mężczyzny z obawy, że same sobie nie poradzą – mówi Julia. – Równocześnie nie radzą sobie w życiu razem z nim – jak ja. No cóż, wciąż łapię się na takich myślach i nie uważam, aby zupełnie były oderwane od rzeczywistości. Przykład: tydzień temu zepsuł mi się samochód – na środku ulicy, w centrum miasta. Zwykle w takiej sytuacji złapałabym za telefon i zadzwoniła do niego po pomoc. On zadzwoniłby, gdzie trzeba, wszystko załatwił. Mimo że twierdził, że nawet po rozstaniu zawsze mogę liczyć na jego pomoc, gdy o nią teraz poprosiłam, niestety zawiódł. Jego deklaracje okazały się zwykłą kurtuazją. Od tej pory postanowiłam radzić sobie sama.

Marta ma ten sam problem. – Wiem, że są kobiety, które bez problemu naprawią sobie kran czy wywiercą w ścianie dziury na nową półkę. Ja niestety nie mam takich zdolności. Wiem, wszystko da się jakoś zorganizować…

Sylwia Stodulska-Jurczyk

Artykuł przygotowany przez ekspertów portalu

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach