Tuesday, June 15, 2021
Home / Styl życia  / Kuchnia  / Ciastka, które leczą

Ciastka, które leczą

Uroczą cukierenkę prowadzi nie wykwalifikowany cukiernik, lecz… niedoszła pani psycholog, która pod wpływem artykułu przeczytanego w „Mieście Kobiet” postanowiła radykalnie zmienić swoje życie

Słodka Manufaktura, fot. materiały prasowe

Słodka Manufaktura, fot. materiały prasowe

Słodka Manufaktura, fot. materiały prasowe

Słodka Manufaktura, fot. materiały prasowe

To one przyciągają łasuchów do uroczej cukierenki na rogu Czarnowiejskiej i Urzędniczej. Prowadzi ją nie wykwalifikowany cukiernik, lecz… niedoszła pani psycholog, która pod wpływem artykułu przeczytanego w „Mieście Kobiet” postanowiła radykalnie zmienić swoje życie, a gabinet psychologiczny przeformować w „Słodką Manufakturę”

„Na urlopie macierzyńskim przeczytałam tekst o pozyskiwaniu dotacji unijnych na uruchomienie własnej działalności gospodarczej i zaświtało mi w głowie: czemu nie?” – tak rozpoczyna swój list do naszej redakcji Ewa Frymar-Miszczyńska, absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, która z zapałem realizuje swoje marzenia o słodkim biznesie. Dzięki inspiracji zaczerpniętej z „Miasta Kobiet” oraz dotacji z programu POKL 6.2 babcine przepisy i przekazywane z pokolenia na pokolenie receptury urzeczywistniają się codziennie w postaci maślanych muffinek, aromatycznych szarlotek i artystycznie udekorowanych tortów, wśród których wariacje na temat Hello Kitty są prawdziwym hitem. Wypieki tworzone są z pasją, bez sztucznych olejków, spulchniaczy czy konserwantów. – Nie jestem zawodowym cukiernikiem i nawet nie znam się na tym – przyznaje pani Ewa. – Jeżeli dodaję aromat, to tylko naturalny – trochę cukru wanilinowego, laskę wanilii lub startą skórkę cytryny.
Zapach pieczonych ciast bardziej przyciąga do nowo otwartej cukierni niż szyld. Stali klienci wracają jednak nie tylko po dodatkową porcję kalorii – dobre jedzenie wprawia w dobry nastrój, a to sprzyja budowaniu relacji. Wypieki pani Ewy mają też podobno magiczną moc odpędzania smutków. – Często słyszę, jak klient mówi: „Ojej, jaki mam dziś paskudny dzień, muszę sobie zjeść ciastko”. Ale właściwie to ma ochotę porozmawiać. Przerywam więc na chwilę pieczenie i wychodzę z kuchni, żeby uciąć sobie miłą pogawędkę.
Pani psycholog zaobserwowała też, że w styczniu przerzedzają się szeregi łakomczuchów. Część z nich ma na pewno dość słodyczy po świętach, ale wielu pewnie przysięgło sobie, że ograniczy słodkości. – Spokojnie czekamy, aż pękną noworoczne postanowienia. Ale spokojnie. Ulubieni klienci już zaczynają do nas wracać.

Dorota Paciorek

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach