Friday, April 16, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Cecylia Malik: Do zadań specjalnych

Cecylia Malik: Do zadań specjalnych

Artystka, aktywistka, matka. Sprawdź jaka naprawdę jest Cecylia Malik, naczelna działaczka Krakowa na rzecz ekologii.

cecylia malik, matki polki, matka polka, matki polki na wyrębie, wyrąb

Kraków, okolice M1, akcja Cecylii Malik: "Matka Polka" na wyrębie /fot. Tomasz Wiech

Cecylia Malik – w połowie artystka, w połowie aktywistka. Jak działa, to z rozmachem. Wejdzie na drzewo, zatańczy w modraszkowych skrzydłach na Zakrzówku, przepłynie Wisłę na jesiotrze, nakarmi piersią dziecko na wyrębie. Cokolwiek robi, zmienia to w sztukę. „Kiedy na coś się nie zgadzam, nie mówię „no trudno” albo że się nie da. Jak coś mi się nie podoba, to działam”

cecylia malik, matki polki, matka polka, matki polki na wyrębie, wyrąb

Kraków, okolice M1, akcja Cecylii Malik: „Matka Polka” na wyrębie /fot. Tomasz Wiech

Podwórkowa kreatywność
Cecylia śmieje się, że sprofesjonalizowała to, co robiła jako dziecko. Kiedyś z pięcioma siostrami były mistrzyniami podwórek, teraz robi zabawy na całe miasto: „Ciągle czas wymyślaliśmy coś fajnego. Bawiłam się w czarownicę, a dzieci z podwórka były moimi niewolnikami. Zbieraliśmy trawę nad Rudawą, potem suszyliśmy tę trawę i paliliśmy ogniska. Mieliśmy wielki cmentarz dla zwierząt. Albo nasza kultowa zabawa: podchodziliśmy pod małe czarne drzwiczki na podwórku wyobrażaliśmy sobie, że jest za nimi wieża z upiorami i wampirami, patrzyliśmy przez dziurkę od klucza, co się tam dzieje i pisaliśmy straszne historie, a potem baliśmy się okropnie”.
Kreatywnym zabawom sprzyjały też długie wakacje na wsi, wędrówki po górach (tata Cecylii jest przewodnikiem beskidzkim) i wycieczki po Krakowie: „Jeździliśmy rowerami nad Rudawę, na Zakrzówek, do lasów łęgowych nad Wisłę, we wszystkie miejsca, których potem tak broniłam. To była zabawa non-stop. Moi rodzice są artystami – mama jest rzeźbiarką, tata skrzypkiem – więc w domu rysowaliśmy, malowaliśmy, robiliśmy szopki, graliśmy na instrumentach, tata uczył nas grać, komponować, śpiewać, robiliśmy przedstawienia. Kreatywność wypełniała całe nasze życie. Nie byliśmy bogaci, ale byliśmy artystami, twórcami. Nie mieliśmy telewizora, nie było internetu. Teraz dzieci inaczej się wychowują, chodzą na mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, nie ma podwórek, nie ma takiej społeczności wokół domów, gdzie mogłyby się swobodnie bawić i wspólnie wychowywać. Moje dzieciństwo było rzeczywiście wspaniałe”.
Cecylię wychowały też książki i brawurowe wyczyny ich bohaterów: „Mama bardzo dużo nam czytała. Uwielbiałam książki o walecznych, nieustraszonych bohaterach, ich niezwykłych przygodach i heroicznych czynach, podniosłe i romantyczne. Miałam bardzo duży problem z wyborem świętej na bierzmowanie, w końcu sobie znalazłam Joannę d’Arc (śmiech)”.

365 drzew, cecylia malik, matki polki, wyrąb, jesion

Projekt 365 drzew, 2. Drzewo, Jesion, 12.06.2010, Park Decjusza /fot. Cecylia Malik

Skok na drzewo
Do artystycznej duszy dodała artystyczne wykształcenie: szkoła muzyczna, liceum plastyczne („bo nie było matematyki”), Akademia Sztuk Pięknych (kierunek malarstwo, ukończony z wyróżnieniem), podyplomowe studia kuratorskie. Cały czas miała ogromną potrzebę przebywania z ludźmi („Zazdrościłam dziewczynom, które chodziły do pracy, gdzie miały fajne koleżanki i mogły robić coś wspólnego.”), nie chciała tylko siedzieć sama w pracowni i malować, więc szukała zajęć, które pozwolą jej zaspokoić głód towarzystwa. Przez kilka lat prowadziła z Anią Kaszubą-Dębską Cafe Szafe, potem z Anią Bargiel założyła Mały Klub Bunkra Sztuki. Jej pierwszą liczącą się w świecie sztuki wystawą był „Ikonostas Miasto” w 2009 roku. Cecylia utrwaliła na płótnie i wprowadziła do galerii pospolite elementy miejskiej architektury: ogrodzenia, kratki, wyłączniki prądu, okna piwniczne, i nadała im symboliczne znaczenie: „Siedziałam między zaparkowanymi samochodami i malowałam studzienki kanalizacyjne na Kazimierzu albo żółte tablice zaworów gazowych na Salwatorze. Denerwowałam się straszenie i wstydziłam na początku rozkładać z farbami na chodniku. Ludzie mnie zaczepiali, pytali, rozmawiali, komentowali i wtedy bardzo mocno poczułam, jak ważnym elementem tych obrazów jest przygoda i to, że nie powstały w ciszy pracowni, przy kawie i muzyce, tylko jest w nich adrenalina. Konfrontacja z rzeczywistością daje mi kopa, bo z jednej strony się tego boję, a z drugiej dostarcza mi to energii. Z tyłu obrazów zapisywałam numery telefonów i fragmenty rozmów z tymi ludźmi. Spotkały się dwie rzeczywistości – sztuka i miasto prawdziwe”.

Stąd było już niedaleko do projektu „365 drzew”, który przyniósł Cecylii masową rozpoznawalność: „W Małym Klubie Bunkra Sztuki miałam przygotowywać warsztaty o ulubionych bohaterach. Zdecydowałam, że opowiem dzieciom o Baronie Drzewołazie z książki Itala Calvina, moim ukochanym od zawsze bohaterze, który po kłótni z ojcem postanawia wejść na drzewo i już nigdy z niego nie zejść. Nie znalazłam nigdzie ilustracji do tej książki, pomyślałam więc, że sama zrobię zdjęcie. Wtedy weszłam na pierwsze drzewo i tak zaczął się projekt „365 drzew”, a ja z artystki stałam się aktywistką”.
Cecylia przez rok wchodziła na drzewa, codziennie na inne, a zdjęcia wrzucała na facebookowy profil. Starannie dobierała drzewo, pozycję, w jakiej była fotografowana i strój (kolorowe rajstopy były znakiem rozpoznawczym). Na drzewach zbiła ogromny kapitał: odkryła Facebooka, trafiła na okładkę „Wysokich Obcasów”, poznała masę dziennikarzy i weszła do świata aktywistów: „Przez cały rok każdego dnia niezależnie od pogody musiałam znaleźć czas, towarzystwo (fotografa, często to był ośmoletni syn Antek, mąż Piotrek, siostry lub przyjaciele; w projekcie uczestniczyło 50 fotografów) i drzewo, na które wchodziłam. Zdjęcia wrzucałam na Facebooka, a pod nimi toczyły się niesamowite rozmowy. Każdy dzień był przygodą. Fani na Facebooku czekali na kolejne drzewo i jak był wieczór, pisali zniecierpliwieni: „Gdzie jest dzisiejsze drzewo?”. Musiałam dotrzymać słowa. Wielu ludzi zaczęło mnie obserwować na tych drzewach i rozpoznawać w knajpach: „A, to ty chodzisz po tych drzewach”. Pojawiła się spora grupa ekologów i aktywistów krakowskich, których wcześniej nie znałam, takich jak Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa Ochrony Przyrody czy Mikołaj Kornecki, który rozpoznaje każdą ulicę w Krakowie”.
Wkrótce potem Cecylia z siostrą Justyną Koeke zrobiła kolejny projekt, w którym sztuka mieszała się z życiem – „Smoleńsk 22/8”. Bohaterem był rodzinny dom, z którego jej rodzice musieli się wyprowadzić. Projekt był pożegnaniem kamienicy, a zarazem miał zwrócić uwagę na zjawisko gentryfikacji, czyli zmiany charakteru dzielnic miasta, wskutek czego stają się modne, ale jednocześnie przestają być dostępne dla jej dotychczasowych mieszkańców.
Od Cecylii aktywiści mogliby się uczyć. Nie wystarczy protestować, ważne, aby o akcji usłyszał świat. Jeśli o sprawę walczy garstka ekologów, nikt się nią nie zainteresuje, przeciwnie, będzie się utrwalało przekonanie o niskiej skuteczności takiego działania. Aby osiągnąć zamierzony efekt, potrzebny jest rozmach i sztuka, a także wyczucie właściwego momentu.
Kiedy od Mariusza Waszkiewicza dowiedziała się, że na jej ukochanym Zakrzówku ma powstać droga i osiedle, krzyknęła, że to niemożliwe i w jej głowie od razu wyświetlił się obraz motylego happeningu:
„Mariusz powiedział, że jedyne, co może uratować Zakrzówek, to motyle modraszki, bo są na liście europejskich owadów chronionych. Pobiegłam od razu do Marcina Kruszelnickiego ze Stowarzyszenia Zielony Zakrzówek, że trzeba zrobić protest. Wymyśliłyśmy wspólnie z siostrą Justyną Koeke protest błękitnych motyli. Wyobraziłam sobie, że zrobimy filmy, które puścimy w sieć i cała Polska będzie widziała, jaki mamy piękny Zakrzówek i że władze naszego miasta pozwalają na jego zniszczenie. Byłam taka zielona wtedy – artystka w kolorowych rajstopach i srebrnych butach, która zaledwie od roku zna dziennikarzy i Facebooka, i chce ratować świat (śmiech). On mi mówi, że to już sprawa beznadziejna, przesądzona, nie ma szans, a ja do niego: „Ale wyobrażasz sobie!? 500 motyli! To będzie takie piękne, że wszyscy będą o tym wiedzieli”. Ja się bardzo nakręcam i chyba dlatego wychodzi mi to, co sobie wymyślę. Wtedy odezwał się we mnie prawdziwy aktywizm. Chciałam nie tylko poruszyć problem i powiedzieć o nim, ale też zrobić to skutecznie. Zarazem totalnie mnie napędzało marzenie o motylach skaczących po Zakrzówku. Zauważyłam, że jako artystka-aktywistka jestem bardziej skuteczna, bo kiedy jestem tylko aktywistką, gorzej mi to wychodzi”.

Modraszki w obronie Zakrzówka /fot. Bogdan Krużel

Modraszki w obronie Zakrzówka /fot. Bogdan Krużel

cecylia malik, wodna masa, wodna masa krytyczna,

Wodna masa krytyczna /fot. Piotr Dziurdzia

Jak rozpoczęła się akcja Cecylii Malik „Matki Polki na wyrębie” – sprawdź na drugiej stronie!

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach