Home / Styl życia  / Sport  / Całe życie wstaję lewą nogą

Całe życie wstaję lewą nogą

Odkąd pamiętam, chciałam jeździć na łyżwach, ale w szkole bałam się, że sobie nie poradzę, że proteza mi gdzieś wyleci na zakręcie. Danuta Bujok o kompleksach i motywacji.

Danka bez skrępowania pokazuje swe niedoskonałe ciało, aby zmotywować innych / fot. Instagram/danutabujok

Najlepszym powodem, by zacząć regularne bieganie, jest postawienie sobie celu. A co powiesz na taką motywację: dzięki temu, że przebiegniesz parę kilometrów, ktoś dostanie nowe nogi?

Danuta Bujok, Samuel Mateusz Adrian Photography / Grabowska Models

Danuta Bujok / fot. Samuel Mateusz Adrian Photography / Grabowska Models

Po to powstał Poland Business Run, czyli charytatywny bieg biznesowy w formie sztafety, z którego dochód przekazywany jest na zakup protez dla osób po amputacjach. A przy okazji udział w biegu stanowi sposobność do nawiązania nowych kontaktów i integracji pracowników firm. I do pomocy – bez litości, bez powierzchowności.
Jedną z osób, która dzięki biegowi zyskała nową protezę, jest Danuta Bujok. Danka ma 28 lat i pracuje w dziale marketingu jednej z większych w Krakowie korporacji. Kiedyś była zwolniona z lekcji WF. Gdy trafiła do reprezentacji Polski w siatkówce na siedząco, przekonała się, że sport będzie częścią jej życia. Mówi o sobie, że jest jak proszek do prania 3w1, bo urodziła się bez prawego podudzia, dwóch palców i ze zniekształconą lewą stopą. Marzy o tym, aby zostać najlepszą polską sprinterką po amputacji i reprezentować kraj na paraolimpiadzie. Ma profil na Instagramie, na którym bez skrępowania pokazuje swe niedoskonałe ciało, aby zmotywować innych.

Agna Karasińska: Dlaczego ludziom, którzy mają dwie nogi, nie chce się pójść pobiegać?
Danuta Bujok: Bo są leniwi. Bo są przemęczeni. Bo dwie nogi nie wystarczą, jeśli się ma milion wymówek. Najczęstsza z nich jest taka: „Jak mogę biegać, skoro jestem kiepska technicznie, wyglądam żałośnie, ludzie się gapią i pewnie w duchu się śmieją”. Takie myślenie wynika z kompleksów i niskiej samooceny. A przecież to my decydujemy, jak wygląda nasze życie, a nie inni ludzie. Musimy dorosnąć do tego, by powiedzieć sobie: „A co mnie to obchodzi? Jeżeli będę systematyczna, to osiągnę to, co chcę”.

Czy ludzie się na ciebie gapią?
Danuta Bujok: Nie wiem, bo ja nie gapię się na innych. Nie zawsze tak było. Przez prawie 20 lat ukrywałam, że nie mam nogi. Dbałam o to, aby nikt nie zauważył, że mój chód jest inny. Byłam przekonana, że jeśli ktoś na mnie patrzy, to nie dlatego, że mam fajną bluzkę, tylko dlatego, że utykam. Na to, kim jestem, miał wpływ mój charakter. Gdyby nie to, że jestem ciekawska, ambitna i pracowita, prawdopodobnie górę wzięłyby kompleksy wynikające z tego, jak wyglądam, i fakt, że wychowałam się w domu bez prądu, z chorymi rodzicami.

Danuta Bujok / fot.

Danuta Bujok: ciekawska, ambitna i pracowita / fot. archiwum prywatne

Ktoś, kto widział twój profil na Instagramie, na pewno nie wpadłby na to, że masz kompleksy.
Danuta Bujok: Oprócz dzieci każdy je ma. Kompleksy przychodzą w okresie dojrzewania. Jako dziecko nie miałam żadnego problemu z tym, żeby jeździć na rowerze z innymi dzieciakami. Problem pojawiał się, gdy musiałam się rozebrać i pokazać, że moja noga jest inna. Pamiętam, jak w gimnazjum pojechałam na pierwszą kolonię nad morze. Upał, plaża, a ja, idiotka, dwa tygodnie przechodziłam w jeansach. Jeszcze śmieszniej było na wyjazdach do sanatorium. Spałyśmy w sześcioosobowych pokojach i wszystkie współlokatorki myślały, że jestem tam z powodu chorego kręgosłupa. No, oprócz jednej koleżanki. Bo do snu protezę trzeba ściągać. Pamiętam, jak pewnej nocy moja noga poturlała się i z hukiem upadła na podłogę. Dziewczyna, która spała najbliżej mojego łóżka, obudziła się, podniosła tę nogę i zapytała, czy to moje. Wyszeptałam: „Tak, tylko nie mów nikomu”. Nie wiem, która z nas była bardziej przerażona (śmiech).
Z kompleksów wyleczył mnie sport. Oczywiście nie ze wszystkich. Człowiek całe życie się uczy, poznaje siebie, pracuje nad sobą, by stworzyć wizerunek zgodny z własnymi wartościami. Przecież to, czy ludzie mnie lubią czy nie, nie zależy od tego, czy mam nogę. Banał, wiem, ale trochę mi zajęło, zanim doszłam do wniosku, że brak nogi nie decyduje o wszystkim.

Danka bez skrępowania pokazuje swe niedoskonałe ciało, aby zmotywować innych / fot. Instagram/danutabujok

Danka bez skrępowania pokazuje swe niedoskonałe ciało, aby zmotywować innych / fot. Instagram/danutabujok

Jak ktoś, kto całe życie miał zwolnienie z WF-u i ukrywał niepełnosprawność, dał się posadzić bez protez na podłodze, aby zagrać w siatkówkę?
Danuta Bujok: Do tej pory nie wiem, jak to się stało (śmiech). Zawsze unikałam basenu, szatni i miejsc, w których musiałam się rozebrać. Odkąd pamiętam, chciałam jeździć na łyżwach, ale w szkole bałam się, że sobie nie poradzę, że proteza mi gdzieś wyleci na zakręcie. Dzięki Poland Business Run i nowej nodze do chodzenia rok temu nauczyłam się jeździć na łyżwach. Punkt zwrotny nastąpił, kiedy Janusz Rokicki, dwukrotny mistrz paraolimpijski w pchnięciu kulą, dowiedział się o moim istnieniu i niemal zmusił, żebym pojechała na trening lekkoatletyczny. Ja i sport? Pukałam się w czoło, ale skoro człowiek sam mnie znajduje, załatwia transport, to jak można odmówić? Poza tym do głosu doszła moja ciekawość świata i ludzi, którą mam od zawsze. To było jak rażenie piorunem. Widok tych wszystkich zawodników uświadomił mi, że nie jestem jedyna na świecie bez nogi, że inni mają trudniej, a mimo to świetnie sobie radzą. No i wtedy był mój pierwszy coming out. Jadąc na trening, nie wiedziałam, że będę musiała zdjąć protezę. Oczywiście, nie chciałam. Obok mnie na ławce usiadła zawodniczka bez dwóch nóg, która się nie cackała. Pomyślałam: ona to zrobiła, a ja nie? Nie ma takiej opcji. I tak, w wieku, w którym karierę sportową raczej się kończy, niż zaczyna, dostałam się do reprezentacji Polski w siatkówce na siedząco. Będąc w kadrze, miałam jeszcze przygodę z modellingiem. Nawiązałam kontakt z zagraniczną agencją modelek niepełnosprawnych i z jedną agencją pełnosprawnych modelek w Polsce.

To ci nie wystarczyło. Musiałaś wymyślić sobie sprint.
Danuta Bujok: Siatkówka na siedząco nie jest w Polsce docenianą dyscypliną. Nie ma pieniędzy, nie ma treningów, nie ma chętnych, zwłaszcza wśród kobiet, nie ma perspektyw rozwoju. Pierwszy raz o bieganiu pomyślałam poważnie, oglądając w internecie Paraolimpiadę w Londynie. Kibicowałam zwłaszcza naszej reprezentacji lekkoatletycznej. Niektórych zawodników znałam osobiście. Ewka Zielińska, zdobywczyni brązowego medalu w skoku w dal Letnich Igrzysk Paraolimpijskich, pożyczyła mi swoją łyżkę, czyli specjalistyczną stopę do biegania, abym mogła sprawdzić, czy nie będę bała się biegać. Nigdy przecież nie biegałam tak szybko. Wiele osób starało się mnie odwieść od biegania, pytając, czy zdaję sobie sprawę, ile to kosztuje wyrzeczeń i pieniędzy. Znalazłam trenera, miejsce, pożyczyłam łyżkę. Chwila, w której pierwszy raz pobiegłam, jest nie do opisania. Mimo bólu, który był spowodowany nieodpowiednią protezą, zakochałam się w tym sporcie. Bieg daje spokój, siłę i uczucie wolności, rozwiązuje problemy, zmienia punkt widzenia. To wynagradza wszystko. Nawet obecność 20 piłkarzy na boisku, dla których byłam ciekawostką, nie przeszkadzała mi. Przestałam się wstydzić. Poczułam ogromną dumę. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Bieganie stało się moją obsesją. Wymyśliłam sobie siebie na paraolimpiadzie. Nie udało mi się jeszcze zdobyć własnej protezy do biegania, ale się nie poddaję i wierzę, że się uda. Dzięki Poland Business Run poznałam wspaniałych ludzi, którzy dali mi pracę w świetnej firmie. Przeprowadziłam się do Krakowa z myślą, że szybciej zdobędę pieniądze na protezę.

Danuta Bujok

Danuta Bujok całe życie wstaje lewą nogą / fot. archiwum prywatne

Nie jesteś już zmęczona tym ciągłym proszeniem się o pieniądze i treningami? Masz w końcu całkiem wygodne, bezpieczne i ustabilizowane życie, fajną pracę, sporo fanów w mediach społecznościowych. Po co ci to?
Danuta Bujok: Jasne, że czasem myślę, żeby dać sobie spokój z bieganiem. Zwłaszcza rano o 4.50, kiedy muszę wstać na trening. Walczę ze sobą, przeklinam i myślę sobie: całe życie wstaję lewą nogą. Motywuje mnie też myśl o tym, że młodsza nie będę, czas leci, a perspektywa udziału w paraolimpiadzie się oddala. Zaraz sobie przypominam o ludziach, którzy są zaangażowani w zbiórkę pieniędzy na moją protezę do biegania. O osobach przed amputacjami lub po, które do mnie piszą o swoich problemach. Nie po to znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem, żebym teraz miała się poddać. Dwa lata temu uczestnicy Kraków Business Run wybiegali mi protezę do normalnego chodzenia, która już dzisiaj powinna być wymieniona na nową. Koszt takiej nogi wynosi 37 tys. złotych. Mogę starać się o dofinansowanie z NFZ wysokości 3,5 tys. Wciąż zbieram na łyżkę. Chcę być aktywna jak ci, którzy biegają w PBR. Osoby bez nóg muszą jednak dbać o swoje kończyny, oprotezowanie to najważniejsza i nieodłączna część naszego życia.

Agna Karasińska

O Dance Bujok przeczytasz też tu.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach