Home / Uroda  / Trendy  / TESTUJEMY: Depilacja nitką

TESTUJEMY: Depilacja nitką

Kiedy kilka lat temu w książce Szkoła piękności w Kabulu: Za zasłoną afgańskiej kobiety przeczytałam o depilowaniu ciała nitką, pomyślałam, że my w Europie mamy nowocześniejsze sposoby na usuwanie zbędnego owłosienia.

Studio Urody ANGEL, fot. materiały prasowe

Studio Urody ANGEL, fot. materiały prasowe

Studio Urody ANGEL, fot. materiały prasowe

Studio Urody ANGEL, fot. materiały prasowe

Kiedy kilka lat temu w książce Szkoła piękności w Kabulu: Za zasłoną afgańskiej kobiety przeczytałam o depilowaniu ciała nitką, pomyślałam, że my w Europie mamy nowocześniejsze sposoby na usuwanie zbędnego owłosienia.

Aż tu nagle spadła na mnie wiadomość, że depilacja nitką bawełnianą staje się „trendy” w naszej części globu. Co więcej – ma ją w ofercie mieszczące się dwa kroki od redakcji „Miasta Kobiet” Studio Urody Angel. Powrót do źródeł czy marketingowa pogoń za nowym? Musiałam to sprawdzić! Tym bardziej że moja wyobraźnia nie obejmowała tego zabiegu od strony technicznej. Bo powiedzcie same – jak metalową pęsetę zastąpić nitką?

 

Z zabiegiem nitkowania (threading), wywodzącym się z krajów azjatyckich i arabskich, pani Kinga z salonu Angel zetknęła się po raz pierwszy w londyńskim spa. Ona sama depiluje twarz (nie tylko brwi!, ale też wąsik, policzki, brodę) bawełnianą nicią od pięciu lat. Aby zaspokoić moją ciekawość, najpierw na włosach ręki demonstruje, jak będzie przebiegał zabieg. Rzecz polega na skręceniu i uchwyceniu nitki w taki sposób, że przy przesuwaniu po powierzchni skóry działa ona jak kosiarka. Tyle tylko, że nie tnie włosów, ale je wyrywa (nie łamiąc ich) razem z cebulkami. To dlatego odrastają one wolniej niż przy tradycyjnej depilacji – dopiero po trzech, czterech tygodniach. Można wyrywać w ten sposób zarówno pojedyncze włosy, jak i od razu całą, nawet kilkucentymetrową ich linię. Bez znaczenia jest też długość i grubość. Przeciągnięty po skórze wprawnym ruchem ręki „wałek” ze skręconej nici potrafi wyrwać każdy włos.

 

Zaczynamy. Pani Kinga trzyma nitkę w obu rękach i między zębami i szybo przesuwa ją po skórze w okolicy brwi. Uczucie jest takie, jakby mi się coś odklejało od skóry. Nie jest to bolesne; pęseta – przynajmniej w moim przypadku – powoduje zdecydowanie większy dyskomfort. Zabieg trwa trochę krócej niż tradycyjna depilacja. – A następnym razem będzie jeszcze szybciej, bo będę już znała kształt brwi – mówi pani Kinga. Linia brwi jest idealna, więc… testujemy dalej. A dalej jest jeszcze lepiej. Kosmetyczka kilkoma pociągnięciami nitki rozprawia się z moim wąsikiem. Delikatne owłosienie wokół ust nigdy nie stanowiło dla mnie problemu, gdyż było bardzo jasne i w moim odczuciu niewidoczne. Ale dla dobra sprawy poświęciłam dodatkowe dwie minuty (bo tyle to dokładnie trwało!), by je usunąć. Pani Kinga uspokoiła mnie, że włosy na pewno nie odrosną mocniejsze.

Gdy teraz myślę o kobietach, które mają problem z owłosieniem twarzy nad górną wargą, na brodzie, z meszkiem na policzkach, to aż mam ochotę krzyknąć „eureka!”. Bo kto by pomyślał, że alternatywą dla lasera (drogi, nieskuteczny w przypadku siwych i jasnych włosów) oraz wosku (naciąga skórę, może alergizować) może się okazać zwykła bawełniana nitka?

Aneta Pondo

Studio Urody ANGEL, ul. Felicjanek 25, tel. 12 429 11 59, www.studioangel.pl

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach