Home / Kultura  / Człowiek z plejstocenu nie był otyły

Człowiek z plejstocenu nie był otyły

Prezentujemy fragment książki "Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg" z wywiadami Marii Mazurek z prof. Jerzym Vetulanim, wybitnym neurobiologiem.

na stronę pod patronatemDlaczego uzależniamy się od jedzenia? Jak odczytać sygnały mózgu o sytości i głodzie? Po co człowiekowi okresy postu i dlaczego nie należy dokarmiać niejadków? Prezentujemy fragment książki „Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg” z wywiadami Marii Mazurek z prof. Jerzym Vetulanim, wybitnym neurobiologiem.

vetualni fot  franciszek vetulani r

Jezry Vetualni / fot. Franciszek Vetulani

Jesteśmy tym, co jemy?
Teraz już wiemy, że tak. Bo to przecież mózg steruje pracą jelit, wysyłając do nich sygnały. Proszę zresztą zwrócić uwagę, że jak jest pani zestresowana albo coś panią brzydzi, to ”czuje to pani” właśnie w jelitach lub żołądku. A z drugiej strony jedzenie to najlepszy afrodyzjak, jaki pobudza nasz układ nagrody, odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności. Co zrobi facet, gdy będzie panią chciał poderwać?

Zaprosi na kolację?
Właśnie. Bo po dobrym jedzeniu będzie pani odczuwała błogą sytość, odprężenie, zadowolenie. I pewnie łaskawszym okiem spojrzy pani na ado­ratora. Kiedy w latach siedemdziesiątych mieszkałem w Ameryce, w stanie Tennessee, dowiedziałem się, że jak tamtejszy mężczyzna zaprasza na kolację, a kobieta to zaproszenie przyjmie, to jest jednoznaczne ze zgodą na pójście do łóżka. Wtedy facet już zazwyczaj rezerwuje motel i przygotowuje prezerwatywy. Nieporozumienia zaczynają się, jak takie zaproszenie przyjmie kobieta z innej kultury. Polka na przykład. Jeśli po kolacji powie: ”Dziękuję bardzo, a teraz wracam do domu”, to jest traktowana jako naciągaczka.

Są ludzie, którzy po jedzeniu wcale dobrze się nie czują.
Podstawą dobrego samopoczucia jest dobra flora bakteryjna w jelitach. Mamy więcej bakterii w jelitach niż komórek w reszcie ciała i to te bakterie są największym sprzymierzeńcem dobrego trawienia i dobrej defekacji. Na przykład niektóre bakterie mają zdolność syntezy tryptofanu, niezwykle ważnego aminokwasu powodującego wzrost poziomu serotoniny, która z kolei odpowiada za nasze dobre samopoczucie. Jeśli mamy deficyt serotoniny, wzrasta nasza agresja, impulsywność.

Dlaczego możemy uzależnić się od jedzenia?
Tak, to chyba najpopularniejsze uzależnienie na świecie. Bo nasz mózg, traktując pokarm jako coś niezbędnego do przeżycia, nagradza nas – przez pobudzenie układu nagrody – za zjedzenie czegoś. Tyle że to mechanizm, który był potrzebny dawniej, gdy ilość żywności była ograniczona i ciągle walczono o jedzenie. I w zasadzie nigdy nie było go za wiele. A przede wszystkim ta ilość nie była wartością stałą – jak grupa naszych przodków upolowała mamuta, to mieli wyżerkę na dwa czy trzy tygodnie, olbrzymią ilość. Ale zanim następny mamut się trafił, co trwało po dwa, trzy miesiące, to nasi przodkowie musieli głodować. To samo dotyczyło zresztą płodów rolnych, nie mówiąc o płodach leśnych. Zawsze na jesieni jedzenia było sporo i był to czas na zrobienie zapasów. Najtrudniej się żyło w okresie wiosny i wczesnego lata, który w Polsce nosił nazwę ”przednówka” – zapasy zimowe się kończyły i praktycznie nie było co jeść do następnych zbiorów. Wystarczy poczytać wspomnienia XIX-wiecznych wójtów galicyjskich – jasno wynika z nich, że dominującym uczuciem na wsi było uczucie głodu.

Oprócz świąt.
Tak, bo święta zawsze polegały na wielkim obżeraniu się. I my zresztą wciąż traktujemy święta jako czas obżarstwa i niemal rywalizacji, komu uda się napchać w siebie więcej jedzenia. Zresztą nie bez powodu największe święta są poprzedzone okresem postu – czy to Adwent przed Bożym Narodzeniem, czy Wielki Post przed świętami wielkanocnymi. Czy, jak inni nazywają, przed świętami zimowego przesilenia i świętem wiosny.

W zasadzie to jeszcze do niedawna, w poprzednim ustroju, taki przeciętny Polak miał problem ze zdobyciem jedzenia.
Oczywiście. I wychodziło to nam na zdrowie. Bo jak nagle mamy olbrzymie ilości jedzenia, łatwo się uzależniamy. Z jedzeniem w ogóle jest śmieszna sprawa. Bo wie pani, kiedy potrzebujemy jeść?

Pewnie wtedy, kiedy jesteśmy głodni.
Tak powinno być: sygnał głodu powinien wychodzić wtedy, kiedy spada poziom glukozy. Tak jest u zwierząt roślinożernych. Jak poziom glukozy spada, taki koń czy krowa pochylają pysk na trawę i zaczynają jeść. Natomiast zwierzęta mięsożerne i wszystkożerne, takie jak człowiek…

…muszą sobie to jedzenie jeszcze skombinować?
Dosłownie. Dlatego sygnał głodu przychodzi odpowiednio wcześniej, żebyśmy zdążyli jeszcze sobie zwierzynę upolować. Czyli mniej więcej godzinę–dwie godziny przed tym, jak naprawdę będziemy potrzebowali jedzenia. Przez ten czas nasze zmysły będą wyostrzone, staniemy się też bardziej skłonni do zachowań agresywnych – to po to, żeby lepiej nam się polowało. A teraz czas od momentu pojawienia się głodu do chwili jego zaspokojenia to czas przejścia do lodówki.

Czyli zaczynamy jeść nie wtedy, kiedy musimy, ale wcześniej?
Tak. I w związku z tym jemy tego jedzenia za dużo. Nie pomaga też hormon zachęcający do jedzenia, grelina. Powinien być wyrzucany do naszego organizmu, gdy żołądek jest pusty. Ale u osób otyłych zaczyna podnosić się też w okresie śniadania, lunchu, kolacji. Ciekawe, że nawet osoby, którym udało się skończyć ze swoją otyłością, nieco schudnąć, wciąż mają tego hormonu za dużo.

A tymczasem osoby, które choć raz w życiu przeżyły okres głodu, umierają w późniejszym wieku.
Tak. Prof. Jacek Kuźnicki przeprowadzał w Polsce program stulatków. Okazało się, że wszyscy stulatkowie przeżywali dłuższe lub krótsze okresy głodu w swoim życiu. A asceci? Nie od dziś wiadomo, że żyją dłużej.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego głodując, zwiększamy swoje szanse na długowieczność?
Wyjaśnienie tego przyszło stosunkowo niedawno, gdy odkryto, że istnieje gen długowieczności.

Występuje u wszystkich?
U wszystkich – roślin, zwierząt. Nawet u drożdży. I ten gen, a w zasadzie jego produkt – białko sirtuina – zwalnia naturalny proces starzenia się chromosomów w komórce. Jednakże sirtuina nie będzie działać sama – musi ją aktywować specjalny koenzym, który nazywa się NAD, nukleotyd adenino-nikotynowy. Tylko że w normalnych warunkach NAD w całości jest wykorzystywany do przerabiania glukozy w energię. Czyli gdy jemy, nasz organizm chce z pokarmu zrobić rezerwę energetyczną i wykorzystuje do tego całe ”moce przerobowe” NAD.

A jak mamy głodówkę, NAD „ma czas” zająć się czymś innym?
Właśnie. Bo pozostają wolne moce. I on wtedy nimi będzie działał na sirtuinę, a ta – na gen długowieczności. I wtedy nasze chromosomy zaczynają się mniej zużywać, wolniej się starzeją i my wobec tego też.

Jak długo taka głodówka musi trwać, żeby pomogło?
Zależy, jak dużego efektu się pani spodziewa. Długie posty z medytacją, choć niemiłe i trudne, dadzą najlepszy efekt. Ale już nawet osoby, które stosują ”jeden dzień w tygodniu na wodzie” – mogą liczyć na dłuższe życie. Albo posty – świetna sprawa! Nawet ramadan, podczas którego muzułmanie nie jedzą od wschodu do zachodu słońca, może już stymulować. A jeśli już bardzo głodzić się nie lubimy, pamiętajmy przynajmniej o świetnej zasadzie: ”mędrzec wstaje półsyty od stołu”.

Możemy ten gen długowieczności stymulować w inny sposób, niż nie dojadając?
Na szczęście tak. Paradoksalnie przez… jedzenie. Są substancje w pewnych pokarmach, które pobudzają gen sir produkujący sirtuinę – nazywamy je flawonoidami. Sporo ich jest w owocach i warzywach. Zwykle im bardziej intensywny kolor owocu, tym jest zdrowszy. Bo flawonoidy są kolorowe. Stąd jednymi z najzdrowszych owoców są borówki, zwłaszcza borówki amerykańskie. Jeszcze bardziej sirtuinę pobudza taka substancja, którą produkują winogrona jako czynnik przeciwgrzybiczy: resweratrol. Znajduje się w skórkach winogron, a nie w miąższu – bo jest po to, żeby drożdże nie wchodziły do środka.

Dlatego czerwone wino jest zdrowsze? Bo do jego produkcji używa się skórek winogron?
Tak. Wino białe prawie w ogóle nie zawiera resweratrolu, bo jest z samego miąższu.

A dlaczego nasz mózg nagradza nas tak samo, gdy zjemy jakąś zdrową rzecz i niezdrową? Przecież chyba nasze ciało doskonale wie, co jest dla niego dobre?
Nie wie, dopóki się nie przekona. W ogóle nasze ciało najbardziej lubi słodkie i słone. I dopiero jak coś nowego ci zaszkodzi i się rozchorujesz, dowiadujesz się, że to jest złe. To tak zwane uczenie się awersywne. Dotyczy tylko jedzenia. Zjesz coś, zaszkodzi ci i już nie będziesz mógł tego ścierpieć.

Ciekawy rodzaj pamięci.
Bardzo. Badamy go na szczurach. Dajemy im jakiś nowy pokarm, a potem wstrzykujemy substancję powodującą sensacje żołądkowe. Szczur już nie zje tego drugi raz.

Przydałoby się, żeby w ten sposób oduczyć ludzi jedzenia syfów.
Jedzenia syfów oduczyć się nie jest prosto, bo one są tak skonstruowane, że mają to, co nasz organizm lubi – cukier i sól. Dzieci karmimy chrupiącymi cornflakesami, i to jeszcze posypanymi cukrem i zalanymi mlekiem. Pyszne i do tego nie powodują żadnych chorób poza otyłością – a otyłość rozwija się powoli i nie boli, dopiero potem, w pewnym wieku, zaczynają szwankować kolana, skraca się oddech, pojawia się miażdżyca. To objawy, które występują już wiele lat po tym, jak uzależnimy się od jedzenia.

bez_ograniczen_wymiar.indd

Skoro jemy na umór, bo mamy wreszcie co, może organizm powinien nas przed tym bronić?
Broni. Jak żołądek się rozszerzy, wydziela się na przykład cholecystokinina, która działa na ośrodek sytości w mózgu i hamuje jedzenie. Dlatego wiele osób się nie przejada. To jest zresztą ciekawe: jeśli ludzie mają możliwość swobodnego doboru pokarmu, to na ogół jedzą w sposób mniej lub bardziej prawidłowy. Wybieramy pokarmy bogate w to, czego nam brakuje. Jeżeli mamy niedobór potasu, pewnie chętniej sięgniemy po banany, a jeśli żelaza – po wątróbkę, jajka i orzechy. Podobnie psy, jak zaczyna im coś doskwierać, podskubują trawę. Małe dzieci zaczynają zjadać kredę czy tynk ze ściany, bo brakuje im wapnia. Układ nagrody działa w bardzo celowy sposób. Jednak jeśli nie dobieramy sobie pożywienia sami, a z drugiej strony mamy go całe mnóstwo, to zaczynamy wariować.

Znam to. Trochę wstyd, ale jeśli jestem w jakimś miejscu, w którym jest dużo jedzenia, zaczynam je pochłaniać, jakbym zbierała zapasy. A gdy sama muszę sobie to jedzenie kupić albo przygotować, zachowuję się racjonalnie. A to przecież nie wynika z oszczędności, bo stać mnie raczej, żeby się objeść za swoje pieniądze.
No tak, ale jak się pani naje na przyjęciu, to jest zdobycz. A jak sama sobie przyrządzi posiłek – element codzienności. Mam też znajomego, który zawsze się obżera, jak gdzieś wychodzi, i potem tłumaczy: no ja nie mogę się opanować, gdy dają coś za darmo. I to nie jest oszczędność, ale stadny instynkt. Drzemie w nas człowiek prymitywny i dobrze – człowiek z plejstocenu, łowca-zbieracz, był mądrzejszy, niż my teraz jesteśmy. Bo wtedy głupi ginęli, a dziś się głupimi opiekujemy. A oni wchodzą w reprodukcję i osłabiają nasze geny.

No i człowiek z plejstocenu nie był otyły.
A dziś otyłość jest główną chorobą cywilizacyjną. Bo pociąga za sobą cukrzycę typu II, nadciśnienie, hiperlipidemię, miażdżycę, zawały, udary. W Stanach Zjednoczonych otyłych jest już 70 procent ludzi. Pamiętam zresztą, jak w dzieciństwie, 70 lat temu, oglądałem ludzi na plaży i jak dziś ich oglądam. I w tej chwili osób otyłych jest mnóstwo, a dawniej zdarzały się naprawdę bardzo rzadko.

Nawet dzieci są teraz otyłe.
Przez głupi zwyczaj przekarmiania dzieci. Dawniej to było zrozumiałe: dziecko, zjedz jeszcze, póki jest jedzenie. Teraz już tego problemu nie ma, a dziecko niejadek wciąż stanowi najgorszy problem dla babć i mam. I w to dziecko jedzenie wmuszają, za mamusię, za tatusia, choć naturalne instynkty dziecka mówią: nie.

Pamiętam to z dzieciństwa. Nie mogłam dojeść już obiadu, a póki nie zjadłam, nie mogłam wstać od stołu. I chyba godzinami zdarzało mi się przy nim siedzieć.
I to wcale nie jest dobre. Bo część dzieci rzeczywiście zacznie jeść za dużo i potem wyrosną z nich otyłe osoby. A to i zdrowie gorsze, i inteligencja niższa. Otyłość to poważna choroba.

okladka-pakosinska200pxfragment książki pochodzi z nr 2/2015

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach