Saturday, May 8, 2021
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Jestem dla siebie bardziej ludzka

Jestem dla siebie bardziej ludzka

Znakiem rozpoznawczym Beaty Sadowskiej jest radiowy głos, intrygująca uroda i to, że jest ciągle "w biegu"

Wydawnictwo zwróciło się do mnie z taką propozycją. Myślę, że sama bym się na to nie zdecydowała, bo są dziesiątki osób, które znają się na bieganiu lepiej ode mnie / fot. Robby Cyron

Wydawnictwo zwróciło się do mnie z taką propozycją. Myślę, że sama bym się na to nie zdecydowała, bo są dziesiątki osób, które znają się na bieganiu lepiej ode mnie / fot. Robby Cyron

Znakiem rozpoznawczym Beaty Sadowskiej jest radiowy głos i intrygująca uroda. Dziennikarstwa uczyła się od nestorów tego zawodu – Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet i Mariusza Waltera w TVN.

Prowadziła liczne programy telewizyjne. „Przepytała” m.in. Woody’ego Allena, Jennifer Lopez czy Jacka Nicholsona. Dziś dziennikarsko spełnia się w autorskiej audycji, o której zawsze marzyła („W biegu i na wybiegu”). Zakochała się w bieganiu. Wzięła udział w 12 maratonach, nie tylko w Europie. Najlepszym dowodem tej miłości jest niedawno wydana książka, „I jak tu nie biegać!”, w której opowiada o swojej pasji. Podczas naszej rozmowy mimochodem wspomniała, że wcześniej tego dnia przebiegła 17 km. I tym lekkim wyznaniem nas zawstydziła.

Przez 15 lat robiłam wszystko, żeby nie biegać. Ćwiczyłam jogę, pilates, jeździłam konno, grałam w tenisa, squasha. Siedem lat temu bieganie samo do mnie wróciło / fot. Robby Cyron

Przez 15 lat robiłam wszystko, żeby nie biegać. Ćwiczyłam jogę, pilates, jeździłam konno, grałam w tenisa, squasha. Siedem lat temu bieganie samo do mnie wróciło. / fot. Robby Cyron

Jak zaczął się Twój romans z bieganiem?

Zawsze byłam wysportowanym dzieckiem. Skakałam i brykałam z nadmiaru energii. Właściwie rzadko kiedy poruszałam się wolnym krokiem. Odkąd pamiętam, byłam w biegu. Gdy miałam cztery lata, brat zabrał mnie na basen dla dorosłych. Kazał mi się położyć na wodzie i udawać trupa, i tak nauczyłam się pływać. Sport miałam we krwi. W podstawówce na Legii trenowałam przez pięć lat lekką atletykę. Przestałam, skutecznie zniechęcona polityką rywalizacji. Męczyło mnie ciągłe porównywanie do innych i ich wyników. Przez 15 lat robiłam wszystko, żeby nie biegać. Ćwiczyłam jogę, pilates, jeździłam konno, grałam w tenisa, squasha. Siedem lat temu bieganie samo do mnie wróciło. Przyczyniły się do tego dwie sprawy. Po pierwsze, mój facet biega od zawsze. Podglądałam, jak wracał z treningów, zmachany, ale ze spokojną głową. Powiedziałam mu, że też spróbuję, a on zareagował najlepiej jak mógł, czyli namówił mnie, nie namawiając. Powiedział, że jestem za bardzo zajęta, żeby mieć czas na bieganie, które wymaga dyscypliny, organizacji itd. Pomyślałam, że skoro bieganie nie jest dla mnie, to właśnie spróbuję. Po drugie, mniej więcej w tym samym czasie dostałam propozycję udziału w pierwszym pięciokilometrowym biegu Run Warsaw. Zgodziłam się, ale zaraz potem zaczęłam się zastanawiać, czy ja w ogóle wiem, o jakim dystansie mowa. Słowo się rzekło, więc musiałam zabrać się za przygotowania. Tak wróciłam do biegania dla siebie – nie dla kogoś i nie dla wyniku.

Czego uczy bieganie?

Dyscypliny, bo jeśli się chce przebiec maraton, a ja w którymś momencie o tym zamarzyłam, trzeba wiedzieć, co to znaczy systematyczny i rozsądny trening. Uczy pokory. Może nam się wydawać, że jesteśmy świetnie przygotowani i potrafimy biec w nieskończoność, a tu nagle ścina nas na 10. kilometrze. Pamiętam taką sytuację: wydawało mi się, że prędzej umrę, niż dobiegnę do mety. Uczy też słuchania swojego ciała. Miałam rozpisane ćwiczenia na wzmocnienie mięśni kręgosłupa, ale ich nie wykonywałam, głównie biegałam. Któregoś ranka wstałam i dostałam za swoje – miałam zablokowany cały dolny odcinek kręgosłupa. Uczy też radości z aktywności fizycznej, z tego, że trzaśnie gałązka pod stopami, że zaświeci słońce, z tego, że chce się chcieć i to się udaje.

A czy uczy kobiecości? Bieganie traktowane jest jako męski sport.

Tak się może wydawać, ale kiedyś brałam udział w kobiecym maratonie w San Francisco i ktoś, kto uważa bieganie za męski sport, powinien obejrzeć zdjęcia z tego wydarzenia. To jest najbardziej modowa impreza na świecie! Nawet mój trener, Kuba Wiśniewski, powiedział mi, że nie zdawał sobie sprawy, że strój na bieg jest tak ważny, dopóki nie poznał swojej żony. Maraton w San Francisco to było niesamowite doznanie estetyczne. Te dziewczyny miały nawet tiulowe spódniczki założone na spodenki do biegania, ich stroje mieniły się kolorami i nic w ubiorze nie pojawiło się bez przyczyny.

Wydawnictwo zwróciło się do mnie z taką propozycją. Myślę, że sama bym się na to nie zdecydowała, bo są dziesiątki osób, które znają się na bieganiu lepiej ode mnie / fot. Robby Cyron

Wydawnictwo zwróciło się do mnie z taką propozycją. Myślę, że sama bym się na to nie zdecydowała, bo są dziesiątki osób, które znają się na bieganiu lepiej ode mnie / fot. Robby Cyron

Co Cię zmotywowało do napisania tej książki?

Wydawnictwo zwróciło się do mnie z taką propozycją. Myślę, że sama bym się na to nie zdecydowała, bo są dziesiątki osób, które znają się na bieganiu lepiej ode mnie. Zresztą w tej książce nie udaję specjalistki od biegania. Nie znam się na tempie, tętnie i sprzęcie biegowym. Ale pomysł mi się spodobał. Magda Oczachowska z wydawnictwa zapytała, czy napiszę to w trzy miesiące. Zgodziłam się. Skończyła się rozmowa, a ja zaczęłam się zastanawiać, na co się porwałam. Byłam dwa dni przed pójściem do szpitala, miałam rodzić swoje pierwsze dziecko. Na pewno te pierwsze miesiące będą dla mnie dużym wyzwaniem, pomyślałam. Z drugiej strony, jestem taką osobą, która musi mieć nad sobą bat, żeby coś zrobić.

Usiadłaś do komputera, kursor miga, a Ty się zastanawiasz nad pierwszym zdaniem?

Koncepcję książki podsunął mi mój chłopak. Jak usłyszał, że to ma być książka o bieganiu, załamał ręce i powiedział błagalnym tonem: „Oby to tylko nie było nudne!”. Zaczęliśmy szukać ciekawego sposobu na pisanie o bieganiu. Paweł zaczął mi przypominać różne nasze biegowe historie, zaproponował formę krótkich, lekkich felietonów, nawet rozpisał, co mogłoby się w nich znaleźć. Z takim planem było mi łatwiej zacząć, dopisałam swoje uwagi i usiadłam do komputera. Nie czekałam na natchnienie, pisałam, kiedy mój synek się najadł albo zasnął, albo jadł, a wtedy wyginałam nad nim ramiona tak, żeby palce mogły śmigać po klawiaturze. I śmigały.

Dobrze się myśli podczas biegu?

Różnie. Lubię biegać rano, wtedy głowa jest najspokojniejsza, choć i tak na początku z każdej strony atakują mnie myśli o sprawach niezałatwionych poprzedniego dnia. Jest w bieganiu taka siła, która pomaga znaleźć rozwiązania problemów, pozwala też złapać dystans do wielu spraw, spuścić powietrze. Ale najlepszy moment biegu jest wtedy, kiedy wszystkie myśli odpływają, zostają za mną, jak podczas medytacji. Jedyne, co wtedy zajmuje moją uwagę, to Wisła, wzdłuż której prowadzi trasa biegowa, ogon mojego zadowolonego psa, który mi towarzyszy, niebo i Zamek Królewski po drugiej stronie rzeki… Wszystko to obserwuję w rytmie swoich kroków i oddechu.

Czytaj dalej na następnej stronie…

Review overview
NO COMMENTS

POST A COMMENT

Chcę być informowany/a o odpowiedziach