Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Beata Pawlikowska: Bez iluzji

Beata Pawlikowska: Bez iluzji

Dowiedz się, dlaczego Beata Pawlikowska przestała oglądać TV, nie czyta gazet ani portali informacyjnych

„Mówi się i pisze milion nikomu niepotrzebnych rzeczy tylko po to, żeby stworzyć hałas. W tym hałasie tracisz swoją duszę i przestajesz rozumieć, kim jesteś, czego pragniesz i po co żyjesz” / fot. archiwum prywatne

O potrzebie prawdy, prawdziwych umiejętnościach, prawdziwej pasji i uczciwości w każdym działaniu, prawdziwej miłości, która zawsze kieruje się życzliwością i pozytywnym nastawieniem… czyli o szacunku i sympatii dla samego siebie

„Mówi się i pisze milion nikomu niepotrzebnych rzeczy tylko po to, żeby stworzyć hałas. W tym hałasie tracisz swoją duszę i przestajesz rozumieć, kim jesteś, czego pragniesz i po co żyjesz” / fot. archiwum prywatne

„Mówi się i pisze milion nikomu niepotrzebnych rzeczy tylko po to, żeby stworzyć hałas. W tym hałasie tracisz swoją duszę i przestajesz rozumieć, kim jesteś, czego pragniesz i po co żyjesz” / fot. archiwum prywatne BP

Iga Gierblińska, Edyta Hetmanowska: Czym w życiu jest porządek?

Beata Pawlikowska: To subiektywne wrażenie ładu. Każdy ma swój własny porządek. Każda kultura i każdy człowiek ma swój wewnętrzny porządek.

A czy w takim porządku mieszczą się jakieś uniwersalne normy? Na przykład 2 + 2 = 4?

Beata Pawlikowska: Niekoniecznie 2 + 2 = 4.

Czy porządek rozumiany 2 + 2 = 4 nie jest drogowskazem?

Beata Pawlikowska: Drogowskazem do czego? Myślę, że on jest raczej iluzją i pozorem poczucia bezpieczeństwa. Ludzie przywiązują się do tego, że 2 + 2 jest 4. To ładnie wygląda na papierze i zgadza się w rachunkach. Ale życiowo nic z tego nie wynika. To, że 2 + 2 = 4, nie daje żadnej wskazówki na życie. To, że rodzina lwów składa się z lwicy, lwa i dwóch lwiątek, ma sens i to nadaje jakiś sens temu, nad czym się pani zastanawia, ale 2 + 2 = 4 to iluzja, którą karmi nas nasza cywilizacja.

A jeśli odrzucimy taką iluzję, co w zamian?

Beata Pawlikowska: Nie trzeba jej odrzucać. Chodzi raczej o to, żeby się do niej zbyt mocno nie przywiązywać. Nasza zachodnia cywilizacja dostarcza nam wielu takich iluzji, z których praktycznie nic nie wynika. Na przykład sensacyjne doniesienia publikowane w środkach masowego przekazu – o tym, że ktoś zmniejszył sobie biust, że jest nowy wirus, który być może jest śmiertelnie groźny, albo stopa deflacji jest większa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Mówi się i pisze milion nikomu niepotrzebnych rzeczy tylko po to, żeby stworzyć hałas. W tym hałasie tracisz swoją duszę i przestajesz rozumieć, kim jesteś, czego pragniesz i po co żyjesz.

Mówiła pani o iluzjach, które nie są potrzebne do życia. A co jest potrzebne?

Beata Pawlikowska: Myślę, że potrzebna jest prawda, czyli odwrotność iluzji. Prawdziwe umiejętności, które tworzą kompetentnych specjalistów, prawdziwa pasja niezależna od pieniędzy, prawdziwa uczciwość w każdym działaniu (a nie tylko w słowach), prawdziwa miłość, która zawsze kieruje się życzliwością i pozytywnym nastawieniem.

Czy zatem prawda musi być namacalna i doświadczalna?

Beata Pawlikowska: Nie musi być, ona po prostu taka jest. Bóg też jest prawdziwy, chociaż nie jest namacalny. Wystarczy wyjść rano na dwór i posłuchać, jak śpiewają ptaki. Kiedy widzę, jak wschodzi słońce, to mam niezbity i namacalny dowód na to, że Bóg istnieje.

A jaka jest różnica między religią a wiarą?

Beata Pawlikowska: Myślę, że różnica jest ogromna. Religia to jest pewien system stworzony przez instytucje. System różnych zasad, które mają uporządkować to, w co wierzą ludzie. A wiara to jest to, co człowiek czuje. Ja wierzę w Boga, ale nie wierzę w religię. Wierzę w Siłę Wyższą, ale nie wierzę w zorganizowany kościół.

„Na początku współczułam Indianom, że są biedni, bo nie mają tych wszystkich przedmiotów, które my mamy: butów, latarki, lodówki. Aż mnie olśniło i zrozumiałam, że to oni mają prawdziwe życie, a my przetworzone wielokrotnie i ładnie zapakowane kłamstwo.” / fot. archiwum prywatne BP

„Na początku współczułam Indianom, że są biedni, bo nie mają tych wszystkich przedmiotów, które my mamy: butów, latarki, lodówki. Aż mnie olśniło i zrozumiałam, że to oni mają prawdziwe życie, a my przetworzone wielokrotnie i ładnie zapakowane kłamstwo.” / fot. archiwum prywatne BP

Czy ma pani jakieś negatywne doświadczenia z religią?

Beata Pawlikowska: Mam, ale nie o to chodzi. Chodzi raczej o to, jak wygląda ten religijny system, jak działa i po co. Przez wiele stuleci religia istniała po to, żeby zarabiać pieniądze dla królów, którzy w zamian dawali duchownym przywileje i bogactwa. Wydaje mi się, że religia czasem stoi w sprzeczności z wiarą, np. wtedy, kiedy zajmuje się polityką, wojną, kiedy wywyższa się nad inne religie albo szerzy nienawiść do ludzi innych kultur, ras, wyznań czy poglądów.

Zetknęła się pani z wierzeniami Indian. Czy ich system religijny jest mniej uwikłany w tego typu zależności?

Beata Pawlikowska: Oczywiście. Tam nie istnieją pieniądze, które korumpują ludzkie umysły. Nikt niczego nie udaje, nie próbuje wyzyskać innych dla swoich celów. Żyje się w uczciwej wspólnocie. Poza tym w różnych częściach Amazonii są różne wierzenia. Są plemiona wierzące w jedno bóstwo, ale są też takie, które wierzą w rozmaite istoty duchowe. Trochę jak w szintoizmie, japońskiej religii, gdzie są istoty duchowe zwane kami, które mieszkają w drzewach, kamieniach, górach i są wszędzie dookoła.

Czy świat Indian ma szansę przetrwać? Świat Zachodu wpycha się do nich z każdej strony. Czy pozostaną wierni swoim wierzeniom?

Beata Pawlikowska: Myślę, że oni pozostaliby przy swoich wierzeniach, gdyby nie to, że biali ludzie narzucają się ze swoimi obyczajami. To nie Indianie przychodzą do białych, to biali kierowani rządzą pieniądza przychodzą i narzucają im swój świat. Więc nie wiem, czy przetrwają.

Czytając książkę „Między światami”, odniosłam wrażenie, że to manifest, wołanie o powrót do harmonii, równowagi, oczyszczenia duchowego, do uspokojenia się wśród tego chaosu, który jest w codziennym świecie. Ale za każdą książką jest też jakaś motywacja…

Beata Pawlikowska: Harmonia i równowaga dają siłę. Chaos powoduje tylko rosnące zmęczenie, stres i rozpacz. Więc tak, namawiam do odzyskania równowagi wewnętrznej, bo to jest stan fantastycznej mocy, która pozwala zrealizować swoje życiowe cele i marzenia.

Czy było jakieś wydarzenie, które dopięło w pani tę gotowość? Jak wygląda proces twórczy?

Beata Pawlikowska: Mam dużo różnych pomysłów. Zaczynam pisać książkę wtedy, kiedy czuję, że ona jest już we mnie gotowa. Czuję ją w sercu i chociaż nie wiem, jak dokładnie będzie wyglądała, wiem, że ona cała już we mnie istnieje. Mam pierwsze zdanie, do którego czuję pełne przekonanie. Siadam i zaczynam pisać. Z tego pierwszego zdania wynikają następne. W pewien sposób ta książka pisze się sama. To jest coś, co dzieje się nie tylko na kartce, na klawiaturze i w moim umyśle, ale gdzieś pomiędzy mną a niebem. Słowa przychodzą same, same pojawiają się porównania, metafory, wyrażenia. Nie muszę się nad nimi zastanawiać ani ich wymyślać. Spływają do mnie wtedy, kiedy ich potrzebuję. Wystarczy usiąść nad zeszytem albo przy komputerze i zacząć pisać. Reszta dzieje się sama.

Czy pani wtedy odczuwa satysfakcję? Energię, napędzającą siłę?

Beata Pawlikowska: Tak. Im zdrowszy tryb życia prowadzę, tym łatwiej jest mi wejść w ten stan. Zdrowe jedzenie, zdrowy sen, uprawianie sportu i świadome niezaśmiecanie umysłu tym, o czym rozmawiałyśmy wcześniej.

Czy dla pani pisanie książek jest rodzajem medytacji?

Beata Pawlikowska: Chyba nie. Medytacja to raczej stan pozbawiony aktywności, a pisanie jest jak najbardziej działaniem.

A czy łatwo jest medytować?

Beata Pawlikowska: Długo nie umiałam medytować i nie rozumiałam, na czym to polega. Teraz wiem, że to jest rodzaj wewnętrznego sprzątania, które dokonuje się wtedy, kiedy mu na to pozwolisz. Czyli wtedy, kiedy będziesz w stanie wyłączyć swój umysł. Przestać podążać za myślami. Dla niektórych to może być najtrudniejsze na świecie. Bo mamy nawyk, żeby nieustająco zalewać się masą śmieciowych informacji, czyli takich, które do niczego nie służą. Dlatego przestałam oglądać telewizję, nie czytam gazet ani portali informacyjnych. Masowe środki przekazu zalewają nas śmieciowymi informacjami i ludzie są przyzwyczajeni do tego, żeby ciągle otrzymywać nowe bodźce. Nieważne jakie, byle poruszały. Dlatego nagłówki są sensacyjne. Nie ma w nich realnej wiedzy, z której mógłbyś skorzystać w życiu. Są tylko podżeganiem emocji. Stają się w pewien sposób uzależniające. Nabierasz nawyku, żeby do umysłu cały czas podsypywać śmieciowe informacje. Stąd rodzi się galop myśli i wewnętrzny chaos.

Kliknij na następną stronę aby dowiedzieć się, co człowiek traci na śmieciowej rzeczywistości, po co wstawać o 3.30 i jaka moc tkwi w żółtych karteczek

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach