Home / Kultura  / Batman (nie czytaj, jeśli wybierasz się do kina)

Batman (nie czytaj, jeśli wybierasz się do kina)

Jeśli wybierasz się do kina na najnowszą część Batmana „Mroczny Rycerz powstaje” nie czytaj tej recenzji - zdradzamy w niej bowiem zakończenie filmu

batman mroczny rycerz

Jeśli wybierasz się do kina na najnowszą część Batmana „Mroczny Rycerz powstaje” (The Dark Knight Rises), nie czytaj tej recenzji - zdradzamy w niej bowiem zakończenie filmu, fot. materiały prasowe

Jeśli wybierasz się do kina na najnowszą część Batmana „Mroczny Rycerz powstaje” (The Dark Knight Rises), nie czytaj tej recenzji – zdradzamy w niej bowiem zakończenie filmu

batman mroczny rycerz

Jeśli wybierasz się do kina na najnowszą część Batmana „Mroczny Rycerz powstaje” (The Dark Knight Rises), nie czytaj tej recenzji – zdradzamy w niej bowiem zakończenie filmu, fot. materiały prasowe

Dlaczego zdradzamy zakończenie? Cóż, taki kaprys. Choć właściwie wiadomość o tym, że Batman nie umiera tylko powstaje (ba, niemal zmartwychwstaje) ukryta jest już w samym tytule filmu, jak na prawdziwy spoiler przystało. Ale o to chodzi i przecież ludzie wybierający się o północy na prapremierę dzieła amerykańskiej kinematografii wiedzieli na co się piszą: konwencja, banał, utarte prawo komiksu. Dobro pokonać musi zło, a prawda musi zwyciężyć i to nawet w tak dramatycznych momentach, w których flagi USA są targane, boiska do amerykańskiego futbolu niszczone, a kolejne budynki i mosty Gotham City, symbolu amerykańskiej metropolii – rozwalane przez podłych terrorystów. Do tego dodajmy dramat kilku tysięcy amerykańskich policjantów uwięzionych w kanałach Gotham, którzy przez 5 miesięcy nie są zdolni wydostać się samodzielnie ze straszliwej pułapki. No i Bruce Wayne (który maskę Batmana nosi chyba tylko dla ozdoby, bo jego tożsamość znają niemal wszyscy obywatele miasta) – wrzucony do wielkiej studni leczy swój złamany kręgosłup metodami rodem z hinduskich slumsów. Jeżeli drżycie teraz z przerażenia – przestańcie. W kluczowym momencie filmu pojawia się bowiem nadzieja. Jeden samotny policjant i jak się okaże – jedyny sprawiedliwy, który nie ugiął się pod pokusą zdrady, korupcji i zniewolenia (podczas gdy każdy z Batmanem na czele ma coś podejrzanego na swoim sumieniu). On to właśnie w oczekiwaniu na happy ending będzie biegać po ulicach oblężonego miasta i  zgrabnie zwijać i rozwijać w głąb kanałów nitki z tajnymi informacjami.

Myślę, że w tym momencie możemy już powoli zacząć się dopatrywać głębszej warstwy filmu – aczkolwiek przekonanie recenzenta o istnieniu takowej może być spowodowane chwilowym niewyspaniem i nadmiarem coli wypitej podczas premiery o 4 nad ranem… Tak, to pewnie ta cola, ale czy obrazek kanałów, partyzantów wieszanych na publicznych egzekucjach i wybuch powstania w mieście zgnębionym przez wrogie siły nie przypomina Wam przypadkiem Powstania Warszawskiego? Oczywiście pomiędzy Rising 44, a Batman Rises wkradają się różnice kulturowe i cały pakiet efektów specjalnych. Nie mniej jednak już samo oczekiwanie na przybycie Mrocznego Rycerza i analogiczne wątki Polski jako Mesjasza Narodów może niejednego nakłonić do rozważań. A skoro i o przemyśleniach duchowych mowa to najnowsza część Batmana oferuje ich widzowi wyjątkowo wiele. Począwszy od buddyjskich mitów o cudownym dziecku, przez nauki islamskich mędrców, po niezłomną wiarę Chrześcijan w ostateczne zwycięstwo dobra nad złem, które pokona tylko jeden sprawiedliwy, prawdziwy, dobry, niestrudzony i wierny człowiek – nadczłowiek. W tej roli super przystojny Christian Bale, który z dłuższymi włosami i charakterystycznym zarostem, niczym prorok Daniel wrzucony do studni nie poddaje się, ale szuka nadziei, prawdy i drogi, która wyzwoliłaby całe miasto spod wyroku śmierci.

Miły filozoficzny przerywnik o studni:

Oczywiście wątki apokaliptyczne i motyw Armageddonu w Batmanie trącą nieco bajką, zwłaszcza gdy grupa niebieskich policjantów (niebo) biegnie ochoczo na uzbrojoną fortecę Bane’a (piekło) – ale przecież nikt wybierający się o północy na premierę tego filmu nie liczył chyba na wzruszenie godne Stowarzyszenia Umarłych Poetów.

Jest jednak coś, co przyjemnie mnie zaskoczyło. Pamiętacie Anne Hathaway, słodką dziewczynę, która zagrała księżniczkę w Pamiętniku Księżniczki i dziennikarkę w fajnych bucikach Prady w filmie Diabeł ubiera się u Prady? W Batmanie gra giętką i super szybką kocicę. Nie wiem czyją w tym biblijno – filozoficzno- komiksowej przypowieści jest alegorią, ale na końcu filmu… no dobra, pozostawimy Wam jednak pewną niewiadomą, bo do kina warto się wybrać. Poważnie. Tak samo jak warto czytać mądre książki i słuchać pozytywnych opowieści na dobranoc, które budzą nadzieję. Może się wówczas zdarzyć, że tak jak ja, wychodząc z ciemności kina o 4 ranem zauważycie z nieukrywaną ulgą, że nie tylko Batman wstaje, ale i słońce. Powstań!…

Dorotka

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach