Sunday, May 22, 2022
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Avril Lavigne: za słodka na punk, za ostra na pop. Nowa płyta Love Sux

Avril Lavigne: za słodka na punk, za ostra na pop. Nowa płyta Love Sux

Avril Lavinge ma 37 lat i płytą Love Sux wraca do korzeni

Avril Lavigne

Avril Lavigne wraca za nową płytą Love Sux / fot. materiały prasowe

Olivia Rodrigo inspirowała się jej „My Happy Ending”, a Billie Eilish osobiście podziękowała za to, kim się stała dzięki niej. Avril Lavigne przywróciła do życia pop-punk i wbrew oczekiwaniom branży, pozostała mu wierna. Dla wielu dziewczyn to postać ikoniczna. Szczególnie dla tych, które – jak ona – nigdy nigdzie do końca nie pasowały.

Avril Lavigne – zwykła zbuntowana dziewczyna

Avril Lavigne wielu osobom 1980-90 w pewnym sensie otworzyła drzwi do muzyki rockowej. W lekkim, popowym wydaniu, jednak z pazurem. Avril wyróżniała się też wizerunkowo: nosiła się na czarno, z ćwiekami tu i tam, mocnym makijażem. Mocne gitarowe riffy i emocjonalne teksty. Jej marka w jakimś sensie zwrócona była w kierunku tych osób, które nie identyfikowały się z girl- i boysbandową delikatnością.

Unikam tego słowa od początku, ale już pora: Avril Lavigne w 2002 roku słuchały zbuntowane nastolatki. I choć jest międzynarodową gwiazdą, okazuje się, że jej droga do miejsca, w którym jest dziś, niespecjalnie różniła się od tej, którą zapewne musiały przejść „zwykłe” dziewczyny.

Muzyczna rzeczywistość wtedy zdominowana była przez pop i dance, nierzadko cukierkowe, a zatem alternatywą dla nich było granie gitarowe – melodyjne, niezbyt ciężkie. Numetalowe i pop-rockowe zespoły zaczęły odważniej wchodzić na scenę.

Sama pamiętam jaką świeżością dla mnie, nastolatki w tamtym czasie, okazał się jej pierwszy album „Let Go”. Płyta sprzedała się w aż 16 milionach egzemplarzy i była najlepiej sprzedającą się w tamtym roku. Sama muzycznie wtedy byłam gdzieś indziej, w głębokiej niszy, ale Avril darzyłam sympatią. Podobało mi się to jej „brudne” brzmienie. Choć wiadomo, że ugładzone ładnymi melodiami, zresztą wiekopomnymi („It’s a daaaamn coooold night…”). No i ten styl tomboya – krawat do koszulki na ramiączkach, zniszczone t-shirty, szerokie spodnie, trampki. Skłamałabym nie pisząc, że przez jakiś czas nawet kopiowałam ten styl, podobnie jak tysiące innych nastolatek.

Magazyn „The Observer” nazwał ją „pop punkową księżniczką”. A sama artystka skomentowała: „Taką mi przyklejono etykietkę: jestem tą złą, tą zbuntowaną, punkową, inną”. I myślę, że wiele dziewczyn w tamtym czasie odnalazło w Lavigne swoją bratnią duszę, swojego człowieka w popkulturze.

Później ten strój Lavigne nazwała „kostiumem” i porzuciła go na rzecz klimatów bardziej gotyckich, żeby później odbić w zupełnie przeciwną stronę – różu i obcasów. Avril zmodyfikowała też swoje brzmienie. Brudne gitary zastąpiły okrąglejsze brzmienia, ale jak mawiają: z tygrysa pasów nie zedrzesz. Od punkowego klimatu artystka nie uciekła nigdy.

Zobacz też:

Skąd się biorą gwiazdy – dzieciństwo Billie Eilish

Nowa płyta Love Sux – powrót brudnych gitar

Dziś, dwadzieścia lat później, media nazywają ją „matką chrzestną pop punku” i jakby na potwierdzenie tego tytułu, na jej najnowszym albumie „Love Sux” wracają ostre gitary, a punku jest tu zdecydowanie więcej niż popu. W wywiadach wspomina jak trudno było jej utrzymać własny styl – przede wszystkim muzyczny – w branży, która oczekiwała od niej czegoś innego.

Mimo, że czasy są inne i – z feministycznego punktu widzenia – jednak trochę lepsze niż dwie dekady temu (choć na potrzeby tezy nieco to uogólniam), kobiety, a szczególnie młode dziewczyny, nadal muszą się przepychać, udowadniać, pracować dwa razy ciężej. Avril Lavigne w rozmowach na temat swojej najnowszej płyty dużo wspomina. I są to wspomnienia słodko-gorzkie. Opowiada o tym, jak nikt nie traktował jej poważnie w branży. Jak przychodziła do studia na nagrania, z własnymi piosenkami i słyszała „nie masz pojęcia, co robisz”. Miała być kolejnym produktem branży muzycznej, taką „anty-Britney” i to, że się nią nie stała, zawdzięcza wyłącznie swojej determinacji i uporowi. „Wciskali mi jakieś inne piosenki, nienawidziłam tego” – opowiadała w wywiadzie dla brytyjskiego „iNews”.

Zobacz też: 

7 milionów odsłuchań debiutanckiego singla, 7 milionów polubień na TikToku! Kim jest Julia Rocka?

Ma 37 lat i wraca do korzenie

Nie wiadomo, czy to była decyzja samej Lavigne, czy jednak ktoś zdołał „wcisnąć” jej swoje piosenki – wydana w 2007 roku „The Best Damn Thing” ściągnęła na nią gromy starszych fanów, ale przyciągnęła nowych. Bardziej beztroski klimat i cieplejsze popowe brzmienia przeniosły ją na jasną stronę mocy, po której nie chciano jej widzieć. Później faza na Kanadyjkę osłabła i sprzedawanie albumów w kilkunastomilionowych liczbach przeszło do historii. Od początku stała gdzieś pomiędzy. Ortodoksyjni punkowcy nie chcieli nawet widzieć słowa „punk” obok nazwiska Kanadyjki, a dla „popowców” była za ostra. Artystka sama przyznaje, że czasem godziła się na kompromisy. Być może to przyczyniło się do spadku jej popularności.

Po pierwszym zachłyśnięciu się dziewczyną-o-zupełnie-innym-wizerunku, zaczęło brakować jej konkretnej identyfikacji. Tej, zdaje się, nie poznała nawet sama Lavigne. Zamiast przedstawicielki konkretnego nurtu w muzyce, zaczęto ją postrzegać jako „tę od rocka dla nastolatek”. A kiedy nastolatki dorosły, a kolejne pokolenie znalazło sobie własne ikony, Avril Lavigne przestała mieć dla kogo grać.

Dziś ma 37 lat i mówi: „wracam do korzeni”. Bez kompromisów, bez uników. „Love Sux”, choć lirycznie – jak zawsze – opowiada o osobistych przeżyciach i uczuciach, wydaje się swego rodzaju rozliczeniem z przeszłością. Myślę o tym, słuchając jej płyty i czytając wywiady. W niemal każdym wraca do czasów, kiedy musiała o siebie walczyć. A słowom tym towarzyszą ostre gitarowe riffy. Wygląda na to, że Lavigne wywalczyła sobie w końcu swoją niezależność. I własne miejsce w branży. To były długie dwie dekady, pełne wybojów, ale – hej – parafrazując tytuł jej wcześniejszej płyty: wciąż płynie z głową na powierzchni. A zatem, zdaje się, było warto.

Zobacz koniecznie:

Young Leosia: Pułapka na dziaderstwo

Avril Lavigne 2022 – koncert w Polsce

Avril Lavigne miała wystąpić w Polsce w marcu 2022, ale jej koncert został przesunięty na 30 kwietnia 2023

 

Dziennikarka, absolwentka muzykologii w Krakowie. Dużo pracuje z dźwiękiem, przede wszystkim nagraniami terenowymi. Aktualnie pochłonięta pracą nad tworzeniem dźwiękowej mapy Islandii.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach