Sunday, December 4, 2022
Home / Rozwój  / Rodzicielstwo  / Antyporadnik: Wyzwolona mama, czyli jak być autentyczną w macierzyństwie?

Antyporadnik: Wyzwolona mama, czyli jak być autentyczną w macierzyństwie?

Będąc autentycznymi i uważnymi matkami będziemy wystarczająco dobrymi matkami

prawdziwie uśmiechnięta mama tuli dzieckona tle zachodu słońca

Autentyczność sprawia, że świat jest dla dziecka spójny / fot. Canva

Kiedy byłyśmy małe, najważniejsi byli dorośli, teraz kiedy jesteśmy dorosłe, najważniejsze są dzieci. Kiedy my będziemy najważniejsze?

 

Kochaj siebie samą

Odpowiedź brzmi: teraz. Zawsze odpowiedź brzmiała, brzmi i będzie brzmiała – „teraz”. Jesteśmy najważniejszymi osobami w swoim życiu. Często wydaje się, że kompletnie nie mamy tego świadomości. Gdyby nas nie było, nie było by naszego życia. Jesteśmy głównymi bohaterkami tego przedstawienia.

Najważniejsza i podstawowa prawda jest taka:

nie możesz dać nikomu tego, czego sama nie masz.

Zanim więc rozpoczniesz dawanie swojemu dziecku, zobacz czy w ogóle masz co. Jeśli chcesz dać dziecku miłość, to zanim zaczniesz stosować się do przepisów na bliskość, sprawdź, czy sama masz do niej dostęp i czy bliskość jest dla ciebie cenna i bezpieczna. Jeśli chcesz dać dziecku akceptację, to zanim nauczysz się chwalić dziecko na każdym kroku, sprawdź, czy akceptujesz samą siebie. Tylko wtedy będziesz w naturalny sposób akceptowała dziecko. Jeśli chcesz dać dziecku szacunek, to zanim nauczysz się pięknej komunikacji i układania poprawnych zdań, sprawdź czy szanujesz samą siebie. Tylko wtedy będziesz bezwysiłkowo i autentycznie szanować innych, także dziecko.


Przeczytaj koniecznie:

Narcystyczna matka i dorosła córka. Jak sobie radzić i jak się uwolnić?

A jak to się ma do macierzyństwa?

Idąc w życie tracimy kontakt ze sobą. Nakazy, zakazy, niewspierające przekonania, lęki. Wszystko to sprawia, że odcinamy się i podążamy za wskazówkami innych ludzi. A tych wskazówek jest tak wiele, że nietrudno się pogubić.
Prowadząc warsztaty dla rodziców, bardzo często, zbyt często, spotykam się z pytaniami młodych mam: „Co powinnam zrobić?”, „Jak powinnam się zachować?”, „Co powinnam zmienić?”. Pozostawiam te pytania bez odpowiedzi. Tylko ty młoda kobieto – tylko ty – możesz wiedzieć, co będzie dla ciebie i dla twojego dziecka najlepsze. Zwrócę tutaj szczególną uwagę na kolejność. Bo to tak jak w samolocie – najpierw o tlen dla siebie dba matka, następnie o dziecko. I choć wydaje się to jakieś dziwaczne, bezwzględne, wyrachowane, to prawda jest taka, że martwa matka dziecku nie pomoże. Tak samo, wyczerpana radami dotyczącymi rodzicielstwa, oczekiwaniami, krytyką matka nie da dziecku nic więcej niż sztuczny uśmiech i podprogowo… tonę stresu.

Matki karmione radami

Zostając matkami, po raz kolejny jesteśmy karmione kilogramami metod wychowawczych, „dobrych” rad, zaleceń. Nieustannie słyszymy: nosić, karmić piersią, używać odpowiednich zwrotów w komunikacji z dzieckiem, nie stresować, chwalić, zachwycać się.

Stosując się do tych wszystkich zaleceń, poprawnych sposobów mówienia, tracimy kontakt ze sobą, ze swoją intuicją, z matczyną intuicją i głębokim zrozumieniem potrzeb dziecka opartym na kontakcie z własną miłością.

A dodatkowo karmimy nasze komórki nieprawdopodobną ilością hormonów stresu wynikających z pragnienie spełnienia oczekiwań innych i doskoczenia do wysokich standardów. Dla większości z nas o wiele za wysokich standardów.
Przychodzi mi do głowy bardzo popularny obrazek: mama odprowadza dziecko do przedszkola i ze słodyczą w głosie i zaciśniętą szczęką, po raz kolejny, pięknym poprawnym językiem mówi do dziecka, żeby ściągnęło buciki i grzecznie poszło do sali. Dziecko nie reaguje. Matka zaciska szczękę coraz bardziej, choć uśmiech ma utrwalony na twarzy. Dłonie pełne napięcia, słowa z nadmiernie słodką intonacją wypływają niezłomnie z ust, tzw. metoda zdartej płyty. Rezultatów brak. Jak myślisz, co dziecko wtedy widzi? Ten uśmiech? Słyszy te słowa? Nie, ono czuje zaciśniętą szczękę, dłonie i właśnie rozpracowuje w głowie dysonans poznawczy: coś tu się nie zgadza, wściekłość, a uśmiech? O co tu chodzi? Z czym to dziecko idzie w świat?
Nie techniki, rady, czy zalecenia są potrzebne w wychowaniu dzieci, a autentyczność i uważność. Autentyczność w stosunku do siebie i dziecka. Uważność w stosunku do siebie i dziecka.

Autentyczność w wychowywaniu dzieci

Autentyczność mamy uczy dzieci bycia autentycznym. Dziecko myśli: „może mama się zezłościła, ale i tak ją kocham. To jak ja się zezłoszczę, to ona też będzie mnie kochać?” – ono chce wiedzieć, że tak! Więc zamiast mówić: „nieprawda, że jesteś niegrzeczny, jesteś grzeczny”, może lepiej powiedzieć:

„zachowałeś się źle, ale i tak cię kocham, stanę za tobą murem, mimo takiego zachowania”.

Dziecko idzie w świat z przekazem, że może popełniać błędy, może zachowywać się tak, że tej i innej osobie się nie spodoba, ba, nawet mamie może się nie spodobać, ale miłość i tak będzie, dziecko czuje, że jest wartością samo w sobie. Takie dziecko idzie z przekazem: „mama kocha mnie i zawsze będzie, niezależnie od tego, jak się zachowam. Nie będzie mnie karała brakiem miłości za złe zachowanie, nie muszę udawać, że jestem grzeczne, inne niż jestem, nic nie muszę udawać”. Jaki zupełnie inny przekaz! I jaka nauka! Wybielanie dziecka, to dawanie dziecku znać, że nie akceptujemy pewnych części w nim, negujemy je, udajemy, że ich nie widzimy. W dziecku rodzi się niepokój: „A co jak mama zauważy, w końcu?”.
Autentyczność sprawia, że świat jest dla dziecka spójny. Komunikacja werbalna idzie w parze z niewerbalną. Dziecko w takim świecie czuje się bezpieczniej. Ponadto, nie da się kochać nieautentycznie. Nie da się kochać będąc nieautentyczną, bo wtedy wchodzimy w tryb udawania. Tam nie ma przestrzeni na prawdziwą i głęboką więź podszytą miłością.
I na myśl przychodzi mi zdanie wypowiedziane przez córkę mojej przyjaciółki: „mamo, czuję jakbyśmy właśnie wzięli udział w niezłym przedstawieniu”. Dzieci są mądre.
Bądźmy autentyczne w macierzyństwie. Każda z nas popełnia wiele błędów. Trudno. Maskowanie ich poprawnością nic nie zdziała. Bądźmy sobą i słuchajmy siebie. Uczmy dziecko, że może być sobą. Uczmy się z dzieckiem o sobie. Pokażmy, że nie jesteśmy robotami z domalowanymi uśmiechami i utrwalonymi wielokrotnym powtarzaniem poprawnymi kwestiami. Jesteśmy ludźmi. To cenna nauka dla dziecka.


Zobacz teraz:

3 najczęstsze błędy wychowawcze, które popełniają kochający rodzice

Dbałość o siebie

Mama, która dba o siebie, uczy dziecko dbania o siebie. Uczy dziecko, żeby nie wyrzekało się siebie dla innych, żeby było dobre dla siebie. Ale co ważniejsze, mama która troszczy się o siebie ma wystarczająco zasobów, żeby móc podzielić się nimi ze swoim dzieckiem. Wyczerpana fizycznie mama, emocjonalnie zdeptana, z poczuciem winy, że znowu zawaliła, umysłowo zagubiona w rozlicznych publikacjach dotyczących poprawnego wychowania dzieci, nie ma energii, żeby czerpać z prawdziwego źródła swojej matczynej mądrości. Jedynie poświęcając sobie czas, przyglądając się sobie z uważnością, poznając się w roli matki, poznajemy te zakamarki siebie, które warto uleczyć, żeby móc w otwartości i bliskości wyjść do dziecka…bez poradników i rad dobrych cioć. Może się okazać, że pokażą nam się zranienie z dzieciństwa dotyczące bliskości, lęku przed odrzuceniem, braku poczucia przynależności i miłości lub wiele innych. Pojawienie się dziecka w naszym życiu jest wspaniałą okazją do odkrycia tych wczesnych ran, które teraz możemy uleczyć w kontakcie z naszym dzieckiem.

Stawianie granic

Często zdarza się, że rodzice opacznie interpretują bezstresowe wychowywanie dzieci. Mylą je z przyzwoleniem na przekraczanie przez dziecko granic zarówno rodziców jak i innych ludzi. Zacytuję tutaj piękne słowa ks. Tishnera:

„Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”.

Jeśli w imię redukowania dzieciom stresu, przyzwolimy na przekraczanie przez nie granic innych ludzi, to nie dość, że narażamy się na konflikty z zewnątrz, to w dłuższej perspektywie narażamy dziecko na szereg nieprzyjemności. Także teraz, zaburzamy dziecku poczucie bezpieczeństwa. Dzieci potrzebują jasno określonych granic. Nie sztywnych, raczej elastycznych, ale określonych. To trochę tak jak tratwa na morzu. Swobodnie płynąca to dużo niepokoju. Stabilnie przytwierdzona do dna i ograniczona w ruchu daje poczucie bezpieczeństwa.
Stawianie jasnych granic, uczy dzieci, o stawianiu granic. Uczą się wtedy, że każdy ma swoją przestrzeń, i ono i inni. Przestrzeń, której nikomu nie można przekraczać bez przyzwolenia.
I tak dla przykładu, dzieci lubią jak się na nie patrzy i ich nieustannie słucha. No tak, lubią. Czy zawsze muszę na nie patrzeć i słuchać kiedy tylko chcą? Oczywiście, że nie! Mama ma swoje życie i swoje potrzeby, upodobania. Jesteśmy właścicielkami swojego czasu. Dzieci są właścicielami swojego. Mądrze balansować między jednym, a drugim jest bezcenne. Z jednej strony, uczymy dzieci stawiania granic, z drugiej dajemy sobie przyzwolenie na korzystanie ze swojego życia. Po trzecie uczymy dzieci szacunku do drugiego człowieka. Co w konsekwencji nauczy je szacunku do samych siebie.

Uważność

Dzieci są najlepszymi nauczycielami. Tylko tutaj potrzeba wielkiej uważności. Zamiast udawać, że „kocham najbardziej na świecie”, warto zobaczyć, co czuję w kontakcie z dzieckiem. Zamiast udawać, że „się nie złoszczę”, warto w przypływie złości zwrócić się ku sobie i zobaczyć, na co ta złość, których moich delikatnych kawałków dotyka zachowanie dziecka. Może złoszczę się na swobodne zabawy dziecka, bo sama nie miałam prawa ich doświadczać jak ja byłam dzieckiem? Zamiast udawać, że jestem radosna, pozostać w smutku. Po pierwsze poczuć skąd ten smutek, a po drugie pozwolić dziecku doświadczać smutnej mamy. Zamiast udawać, że jestem z dziecka dumna, popatrzyć co się dzieje, jak dziecko robi coś, co mnie nie zadowala. Sprawdzić, skąd te oczekiwania? Może sama żyłam pod wiecznym ostrzałem wymagań i ocen? A może zamiast dopinać wszystko na ostatni guzik i być perfekcyjną matką, zatrzymać się i dokopać do tych kawałków siebie, które boją się krytyki, odrzucenia, tego, że ktoś zauważy, że… wcale nie jestem książkową matką. Na pocieszenie powiem, że żadna z nas nie jest. Obserwacja samej siebie w kontakcie z dzieckiem i w roli matki dużo nam powie , dużo zmieni w nas i naszym podejściu do świata i do dziecka. Wtedy zauważmy, że to nie ono aktywuje nasze miękkie kawałki, a wspomnienia i przekonania nabyte w przeszłości. I wtedy już nie zezłoszczę się na dziecko w podobnej sytuacji, wtedy już za każdym razem będę w stanie mu podziękować za pokazanie mi kawałka mnie samej. Nawet jak nie od razu. Nawet jak nie uda mi się powstrzymać od impulsywnej reakcji, to chwilę później.


Może też cię zainteresuje:

Uważność, czyli słów kilka o piciu kawy

 

Macierzyństwo oparte na byciu sobą

Proponuję podejście do macierzyństwa oparte na dbaniu o siebie, autentyczności, uważności i uważnej obserwacji siebie w roli matki. Będąc autentycznymi i uważnymi matkami będziemy wystarczająco dobrymi matkami. Ściągniemy ze swoich pleców ciężki wór oczekiwań. Jeśli będziemy najbardziej autentyczną wersją siebie, to innym będzie z nami dobrze, będziemy spokojniejsze, radośniejsze, będziemy potrafiły czerpać z życia i z bycia mamą.
Skupienie na sobie, to rodzaj inwestycji, krótkoterminowej i o wysokim zwrocie, ale jednak inwestycji. Musimy zainwestować teraz swój czas w siebie, żeby już niebawem czerpać zyski z pełnego połączenia ze sobą, także ze sobą w roli matki.
Tylko szczęśliwa, autentyczna, uważna, szanująca i kochająca siebie i innych mama, może wychować szczęśliwe, autentyczne, uważne, szanujące i kochające siebie i innych dziecko.

 

Coachka, trenerka, terapeutka pracy z ciałem. Pomaga odnaleźć prawdziwe pragnienia, uwolnić się od ograniczających przekonań, wzorców, stresu, traum i odzyskać moc. Założycielka „Siódmego Kierunku” – miejsca rozwoju osobistego w Krakowie. Pracuje głównie w obszarach seksualności, relacji i poszerzania świadomości.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ