Home / Kultura  / Anna Świrszczyńska: Czego pragną baby?

Anna Świrszczyńska: Czego pragną baby?

Uparta, rozchwiana emocjonalnie, a nawet nieco samolubna. Czy taką bohaterkę da się polubić?

W książce „Jeszcze kocham... Zapiski intymne” zebrano notatki poetki po to, by mogła na nowo o sobie opowiedzieć

W książce „Jeszcze kocham... Zapiski intymne” zebrano notatki poetki po to, by mogła na nowo o sobie opowiedzieć. / fot. materiały prasowe

Ponad trzydzieści lat literackich eksperymentów, romans męża z młodszą, groźby samobójcze, nieudane miłości i kłopoty finansowe – to wszytko musiała przetrwać Anna Świrszczyńska, by stworzyć nowy model kobiecej poezji i pokazać, „jak kochają baby”. W książce „Jeszcze kocham… Zapiski intymne” zebrano notatki poetki po to, by mogła znowu przemówić…

 

Mówiła o sobie, że żyje w „literackim kołchozie” – kamienicy zamieszkałej przez najważniejszych artystów i twórców tamtejszych lat. Miała sekretny romans z samym Tadeuszem Różewiczem, a mąż zostawił ją dla piekielnie zdolnej koleżanki po fachu – Haliny Poświatowskiej. Debiutowała szybko i właściwie trochę przez przypadek. Do wybuchowej mieszanki dochodzą jeszcze koneksje z socjalistyczną władzą i niebywałe posłuszeństwo względem Związku Literatów Polskich… Jaka właściwie była Anna Świrszczyńska – feministka i wegetarianka, której Czesław Miłosz poświęcił książkę „Jakiego to gościa mieliśmy”?

 

Historię życia Świrszczyńskiej można byłoby przełożyć na sensacyjny scenariusz filmowy i z powodzeniem zaprezentować w kinach. Publiczność byłaby zachwycona. Ciągłe zawirowania – wzloty i upadki, tragiczne w skutkach zdrady i miłości w najczystszej postaci. Świrszczyńska żyła tak, jak pisała – wysoko i nisko, z humorem i całkiem na poważnie, całym ciałem, jednocześnie będąc nadzwyczaj uduchowioną.

 

Anna Świrszczyńska: Ja jestem jak zawsze „frywolnie” wesoła (…) nieśmiała i okropnie głupia życiowo, z czego staram się wygrzebać, bo inaczej człowieka myszy zjedzą.

 

Intymna wiwisekcja

To nie jest książka o typowej power girl, choć postać Świrszczyńskiej bez większych problemów można byłoby przedstawić w ten sposób. Później należałoby uczynić z niej drugą Michalinę Wisłocką lub Fridę Kalho, wynieść na piedestał i postawić w rzędzie zasłużonych… Z zapisków zawartych w „Jeszcze kocham…” wyłania się jednak obraz kobiety zbudowanej przede wszystkim ze słabości i ogromnych pragnień. Poszczególne anegdoty opowiadają o poszukiwaniu siebie i  własnej drogi zawodowej, uczuciowej. Poetka wszystkie ograniczenia przekuwa w siłę, której nie jest jednak do końca świadoma. Jej, tak modny dzisiaj, power powstaje mimowolnie. Otacza i zaraża, ale przez dłuższy czas pozostaje bezwiedny. Bohaterka-narratorka to po prostu baba, która chce kochać i ponad wszytko pragnie być kochaną.

 

Miłosne tabu

W Polsce niewiele mówi się o seksie, jeszcze mniej o seksie po sześćdziesiątce. Zapiski Świrszczyńskiej pełne są miłosnych igraszek słownych, gorących wspomnień i opisów zabaw spod kołdry. Dojrzała kobieta, na nowo odkrywa swoją seksualność, wie czego oczekuje od partnera i nie boi się tego wymagać – taka postać w literaturze nie pojawia się często. Wręcz przeciwnie, notatki poetki łamią społeczne tabu i negują powszechnie panujące przekonanie, że seks jest „zarezerwowany” dla młodych. Owa młodość, jak się okazuje, to pojęcie względne i może przydarzyć się również po sześćdziesiątce.

 

Anna Świrszczyńska: Józek drży z pragnienia i miłości. Zadzwoni do mnie, pójdziemy w lasy, na łąki, będziemy się całować, będę się śmiać, będę dla niego czuła.

 

Publikacja Wioletty Bojdy nie jest przesłodzoną laurką, laudacją powstałą jednie, by uhonorować zasługi. Na kartach książki widzimy kobietę z krwi i kości, trochę diablicę, trochę anielicę. Wizjonerkę, która fascynuje się medytacją i uprawia poranny jogging w czasach, gdy kobiety biegały głównie do spożywczego i z powrotem. Wraz z postępem historii odkrywamy coraz więcej elementów z życia Świrszczyńskiej. Wielokrotnie ze zdradzonych opowieści wyłania się osoba uparta, rozchwiana emocjonalnie, a nawet nieco samolubna. Czy taką bohaterkę da się polubić? Zdecydowanie tak. Powiem więcej, taki sposób narracji czyni poetkę jeszcze bardziej prawdziwą a książkę „Jeszcze kocham…” pełniejszą. Specyficzny rodzaj kontrowersji, który towarzyszy postaci od samego początku zaczyna nas pociągać. Jest magnetyzujący, szokujący i piękny zarazem…

 

Monika Janusz 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach