Home / Ludzie  / Anna Piwowarska: Piszę, więc się rozwijam

Anna Piwowarska: Piszę, więc się rozwijam

Pisanie to rzemiosło

Anna Piwowarska przy pracy nad książką Autentyczność przyciąga

Anna Piwowarska: A ja, jako „specjalistka od autentyczności”, mam problem, żeby opowiedzieć o moim życiu takim, jakie ono naprawdę teraz jest / fot. Łukasz Kropek Koziara

Dwie trzecie roku spędza na łódce, pływając między Wyspami Karaibskimi, a jedną trzecią w Krakowie, ucząc innych, jak pisać o sobie autentycznie. Właśnie na rynku pojawiło się drugie wydanie książki Anny Piwowarskiej pt. Autentyczność przyciąga, wzbogacone o 40 nowych ćwiczeń

 

Paulina Bandura: Kiedy czytam twoją książkę i blog, mam wrażenie, że pisałaś od zawsze.
Anna Piwowarska: Bo właściwie tak było. Miałam szczęście, że w podstawówce i w liceum trafiłam na świetnych polonistów, dzięki którym mogłam się rozwijać. Na marginesach wypracowań w szkole średniej prowadziłam dyskusje i polemiki z moim nauczycielem. Zaczęłam też wtedy współpracę z regionalnym wydaniem dziennika, dla którego pisałam do rubryki kulturalno-młodzieżowej. Pisanie towarzyszyło mi także na studiach dziennikarskich.

A jednak zamiast tekstów dziennikarskich zaczęłaś pisać reklamowe.
Tak, studia dziennikarskie skutecznie mnie z dziennikarstwa wyleczyły. Poznałam realia pracy w newsroomie, pracy w telewizji i dziennikarstwie newsowym i postanowiłam, że tym na pewno zajmować się nie będę. Przez chwilę byłam sekretarzem redakcji w piśmie specjalistycznym, później panią od marketingu w kasynie, ale szybko zaczęłam brać zlecenia z agencji i zajęłam się copywritingiem.

Co jest fajnego w pisaniu tekstów reklamowych?
Praca w agencji była ważną szkołą warsztatu. Uczy dyscypliny, szybkiego pisania, nie przywiązywania się do swoich tekstów. W pracy z klientem i resztą zespołu wszystko dynamicznie się zmienia. Wiele osób ingeruje w twój tekst ulotki czy hasła reklamowego. To pisanie rzemieślnicze, które jest bardzo ważne, a niedoceniane.

Anna Piwowarska: Wśród piszących wciąż pokutuje wizja wieszcza, który siada, czeka aż spłynie na niego natchnienie, a gdy to się stanie, pisze tekst – bez snu, przerw na obiad i pójścia do toalety. A pisanie to rzemiosło.

Agencja też ci nie wystarczyła. Co się stało, że postanowiłaś pisać inaczej?
Poszłam na warsztaty Agaty Dutkowskiej, które były przedsmakiem Latającej Szkoły. Zastanawiałyśmy się na nich, co lubimy robić i co zrobić, żeby było to źródłem naszego utrzymania. Zdałam sobie sprawę, że ja lubię pisać, a zaniedbałam to. Bo właściwie piszę osiem godzin dziennie, ale nie dla siebie. Ta potrzeba urosła we mnie bardzo mocno, ciężko mi jednak było znaleźć motywację. Myślałam o cyklicznych kursach czy innej formie mobilizacji, która pomogłaby mi wyrobić nawyk pisania. Czegoś podobnego szukała moja przyjaciółka, która właśnie przeniosła się do Krakowa. Postanowiłam zadziałać i stworzyć grupę kobiet, które chcą się uczyć pisać.

I tak powstała Przestrzeń Pisania…
Tak. W Przestrzeni Pisania wzajemnie od siebie się uczyłyśmy i dopingowałyśmy do pisania. Jedne z nas pisały wiersze, inne scenariusze, a inne opowiadania. Spotykałyśmy się, żeby o tym podyskutować. Po pewnym czasie, by wyjść z tekstami poza grupę, zaczęłyśmy śledzić konkursy. Pisałyśmy na konkursowy temat i dawałyśmy sobie feedback przed wysłaniem tekstu na właściwy konkurs. To było motywujące i mobilizujące. Dzięki takim konkursom kilka moich tekstów dostało wyróżnienia, ukazało się w czasopismach czy zbiorach pokonkursowych.

Czy podczas spotkań Przestrzeni Pisania zastanawiałyście się, dlaczego piszecie?
Myślę, że wynikało to z naszej wewnętrznej potrzeby. To były dziewczyny z różnych bajek, dla których pisanie było bliskie z odmiennych powodów.

Anna Piwowarska z długopisem przy ustach

Anna Piwowarska: Obserwuję kobiece biznesy i jedne dziewczyny bardzo dużo o sobie mówią i siebie pokazują, i to działa, ale dlatego, że jest to zgodne z nimi i ich potrzebami / fot. Łukasz Kropek Koziara

A ty dlaczego piszesz?
Wiele razy się nad tym zastanawiałam i przychodziły do mnie różne odpowiedzi. Myślę, że pisanie jest dla mnie nieustającą formą rozwoju. Jest dziedziną mi najbliższą, a jednocześnie taką, w której czuję, że najwięcej mogę z siebie dać. Interesuję się sztuką, czasami maluję, ale robię to dla przyjemności. To jest wyzwalające, inspirujące, ale to nie jest dziedzina, w której mam jakieś ambicje. A w pisaniu czuję, że mam pole do rozwoju.

Radzisz w książce, żeby wybrać swojego idealnego czytelnika. A dla kogo ty piszesz?
Jeśli chodzi o stronę i blog, to piszę do osób, które są zainteresowane copywritingiem w takiej wersji, jaką ja proponuję: autentycznym, od siebie, o sobie; pokazywaniem siebie w tym, co się robi. Idealną grupą odbiorców są osoby, które rozwijają swój własny biznes. Zaczęłam ją budować wokół kobiet z Latającej Szkoły, ale to grono się rozrosło. I są to też osoby, które po prostu piszą dla siebie – poza tym co robią zawodowo.

Czy piszesz do szuflady?
Tak, bardzo dużo. Na przykład w czasie podróży.

Opowiedz więcej o podróżowaniu.
Od trzech lat ja i mój partner większą część roku podróżujemy po Wyspach Karaibskich. W lipcu 2015 roku ukazała się moja książka Autentyczny copywriting, a we wrześniu wyjechałam. Wyruszyliśmy w podróż, o której nie wiedzieliśmy, ile będzie trwała, jak się skończy i co się będzie działo w jej trakcie.

Skąd pomysł na taką wyprawę?
Mój partner, kiedy go poznałam w 2010 roku, w pierwszej rozmowie poinformował mnie, że ma plan, by kupić łódkę i popłynąć dookoła świata. Na początku mnie to rozbawiło, a ponieważ mam problem z zapamiętywaniem imion, wpisałam jego numer w komórce pod imieniem „Sindbad” (śmiech). To nie jest jego ksywka na co dzień, ale w telefonie zostało i stało się proroctwem. Planu nie zrealizowaliśmy od razu, bo wymagał wielu przygotowań. Dopiero w 2015 roku kupiliśmy starą łódkę, spakowaliśmy dobytek i wyruszyliśmy. Jednak podczas podróży okazało się, że trochę za tym Krakowem tęsknimy, potrzebujemy też pracować dla zdrowia psychicznego i dla dobra naszych finansów, więc co roku wracamy tutaj na 3-4 miesiące.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Ponieważ właśnie ukazała się nowa edycja ksiażki #autentycznoscprzyciaga postanowiłam trochę zaprzyjaźnić się z Insta. 🙃To może być trudna miłość 😉Pierwsze filtry za płoty 😅 Foto: @l.kropka

Post udostępniony przez Ania Piwowarska (@autentycznycopywriting)


Gdzie już byliście?
Z całej podróży dookoła świata na razie udało nam się zobaczyć Karaiby, bo spodobały nam się tak bardzo, że co roku tam wracamy i eksplorujemy je z namiętnością i zacięciem.

Anna Piwowarska: Mieszkamy na łódce jak morscy Cyganie, pierzemy, gotujemy, robimy zakupy na targach. Staramy się być jak najmniej turystami, żyć choć trochę jak tamtejsi ludzie.

Jeśli jakieś miejsce wyjątkowo nam się podoba, zatrzymujemy się tam na dłużej. I wtedy ja piszę te moje notatki do szuflady. Rzadko coś z nich publikuję, bo moja strona jest o czymś innym. W zeszłym roku pierwszy raz przygotowałam post o tym, dlaczego podróżuję, a teraz na Facebooku nieco częściej przemycam coś stamtąd. Jednak cały czas zastanawiam się, ile powinnam ujawniać. A przecież skoro napisałam książkę o autentyczności, to powinnam być ekspertem w tej dziedzinie i działać według tych idei także w praktyce, na co dzień. Takie jest przekonanie. A ja, jako „specjalistka od autentyczności”, mam problem, żeby opowiedzieć o moim życiu takim, jakie ono naprawdę teraz jest.

Myślę, że to jest dobry moment, żeby podkreślić ważną rzecz: autentyczność, o której mówisz i piszesz, to nie jest ekshibicjonizm – i w życiu, i w tworzeniu swojego biznesu.
Dokładnie! Zawsze mamy wybór, co chcemy pokazać, jak chcemy opowiadać o sobie. To kwestia osobowości. Obserwuję kobiece biznesy i jedne dziewczyny bardzo dużo o sobie mówią i siebie pokazują, i to działa, ale dlatego, że jest to zgodne z nimi i ich potrzebami. Natomiast są osoby, które są skryte, introwertyczne, a mają poczucie, że może powinny więcej się pokazywać, więcej o sobie mówić. A chodzi o to, żeby być w zgodzie ze sobą i autentyczność traktować jako drogowskaz i ciągły wybór.

A co z tym ma wspólnego odwaga? Bo dla ciebie strach jest bardzo ważnym elementem w mówieniu o swojej pracy.
O strachu przed pisaniem mówię cały czas, żeby go oswoić. Wszyscy się boimy; w różnym stopniu, ale wszyscy. Wielu z nas próbuje spychać lęk na margines i nie przyznawać się do niego. Mówię więc o nim, żeby pomóc też innym.

Z czego wynika twój strach związany z pisaniem?
Po części z obawy przed oceną innych, ale chyba jeszcze bardziej boję się własnej oceny. Boję się, że nie będę zadowolona z tego, co napiszę. Jestem wymagającą czytelniczką – wobec siebie i wobec innych.

Co czytasz, żeby lepiej pisać?
Czytam, żeby lepiej pisać, i dla przyjemności, i dlatego, że nie umiem nie czytać. Przede wszystkim bardzo dużo poezji, bo ona otwiera mi oczy na to, co można robić z językiem. Z uwagą śledzę współczesnych polskich poetów: Justynę Bargielską, Tomasza Pułkę, Biankę Ronaldo, Agnieszkę Wolny-Hamkało. To są moje punkty odniesienia i teksty, w których szukam inspiracji. Czytam też opowiadania Etgara Kereta, powieści, opowiadania i kolaże Herty Müller i prozę Leo Lipskiego.

Anna Piwowarska „Autentyczność przyciąga”

Anna Piwowarska „Autentyczność przyciąga” / fot. Łukasz Kropek Koziara

Czym jest sukces w rozumieniu stworzonej przez ciebie idei autentyczności w biznesie?
Najpierw trzeba się zastanowić, jak ten sukces będziemy definiować. Czy chodzi o sukces w biznesie czy w osiąganiu autentyczności? W tym drugim przypadku uważam, że autentyczność nie jest celem, a drogą, która może towarzyszyć nam całe życie.

Specjalistka od Public Relations i dziennikarka bez etatu. Najczęściej można ją spotkać w księgarni, lesie, winebarze lub we własnym fotelu – z książką i kieliszkiem wina.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach