Tuesday, July 7, 2020
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Zawieracz & Dziedzic: Lepiej późno niż później

Zawieracz & Dziedzic: Lepiej późno niż później

Czy sukces ma określony wiek? Te dwie kobiety pokażą ci, jak walczyć o swoje marzenia!

Katarzyna Zawieracz/ fot. materiały prasowe

Anna Dziedzic, która ma za sobą pierwsze występy z Krakowskim Chórem Mieszczańskim i organizację koncertu „Tribute to Amy”, naukę śpiewu rozpoczęła w wieku trzydziestu ośmiu lat. Katarzyna Zawieracz, która od ośmiu lat prowadzi zespół muzyczny i ma na koncie dwie płyty, egzamin w szkole muzycznej zdała w wieku czterdziestu dwóch lat

Katarzyna Zawieracz/ fot. materiały prasowe

Katarzyna Zawieracz/ fot. Jan Bielecki

Plany były konkretne: matura, studia, „porządny” zawód, praca, rodzina. Nie było w nich miejsca na artystyczne wahania i niepewną przyszłość, zależną od powodzenia lub jego braku na scenie, wśród publiczności i recenzentów. Muzyka była jednak silniejsza i cierpliwie czekała na swój czas w ich życiu. „Jeśli czegoś bardzo mocno pragniesz, to osiągniesz to” – wypowiadają obydwie jak mantrę, a ich życie jest dowodem, jak bardzo te słowa są prawdziwe i jaką niosą ze sobą moc.

Marzenia
– Scena mnie wołała – mówi Kasia Zawieracz, kiedy pytam, kim chciała zostać w dzieciństwie. – Od początku chciałam być artystką: muzyka, śpiew, taniec i aktorstwo – wszystko mnie pociągało!

I łatwo uczyła się języków. Dlatego nie poszła na studia artystyczne, ale na filologię angielską. Nie żałuje. – To był dobry wybór, dobry zawód; lubię uczyć, dlatego nie było mi trudno przesunąć marzenia o scenie na bliżej nieokreśloną przyszłość – zaznacza. I na wiele lat odłożyła te marzenia do szuflady. Założyła rodzinę, skończyła studia, zaczęła pracę. Po trzydziestce, zanim wszystko się diametralnie zmieniło w jej życiu, prowadziła szkołę językową, w której pracowało dwunastu nauczycieli, a na lekcje przychodziło 200 osób. I wtedy przyszedł kryzys. – Umierała moja mama, a ja, towarzysząc jej w tym odchodzeniu, zastanawiałam się nad swoim życiem – opowiada Kasia. – Doszłam do wniosku, że na końcu będę żałowała tego, czego nie zrobiłam. Braku, albo raczej niedostatku muzyki w swoim życiu.

Annę Dziedzic pociągał mundur, a konkretnie praca, w której się go nosi. – Podobała mi się praca w policji, myślałam też o Biurze Ochrony Rządu, a przez chwilę pracowałam nawet w agencji ochrony, ale chodziło przede wszystkim o prestiż i powagę munduru – wspomina. Z wykształcenia jest farmaceutką. Piętnaście lat temu poznała przyjaciółkę, przez kilka lat razem pracowały w aptece, i ta przyjaciółka zaraziła Anię miłością do ziemi i do pracy w ogrodzie. Później były studia w Warszawie i własna firma projektowania ogrodów. A gdzie śpiew w takim razie? – Tylko w domu i w szkolnym chórze, bo bałam się publicznych występów. Dopiero teraz się tego uczę – wyznaje. – Tego i śpiewu – bo od września Anna uczy się w szkole muzycznej. Zmiana zaczęła się od spotkania na śniadaniu biznesowym w Ambasadzie Współpracy. Gościem była dr hab. Bogusława Hubisz-Sielska, która jest pedagogiem z trzydziestoletnim stażem pracy w Akademii Muzycznej w Krakowie. – Słuchałam słów pani profesor o muzyce i postanowiłam z nią porozmawiać, zapytać, do kogo mogłabym pójść na lekcje śpiewu – wspomina Ania. Tak trafiła do szkoły wokalno-aktorskiej, w której uczy się śpiewu rozrywkowego. Wtedy też zaprzyjaźniła się z profesor Hubisz-Sielską, która nadal nad nią czuwa i prowadzi ją przez świat muzyki. To ona przedstawiła Ani Michała Salamona, który został dyrektorem muzycznym koncertu „Tribute to Amy”. Organizacja takich koncertów – poświęconych zmarłym legendom muzyki, z udziałem gwiazd i początkujących artystów – to kolejne muzyczne marzenie Ani.

Katarzyna Zawieracz/ fot. Jan Bielecki

Katarzyna Zawieracz/ fot. Jan Bielecki

Muzyka
Decyzja Kasi o pójściu na kurs gry na gitarze, o powrocie do marzeń z dzieciństwa, nie zapadła z dnia na dzień. To był proces. Pracowała z małymi dziećmi w przedszkolu i zazdrościła im spontaniczności, braku obaw „co ludzie powiedzą”. Bo kiedy zapytam obie, co było najtrudniejsze w decyzji, by poważnie zacząć myśleć o muzyce, zarówno Kasia, jak i Ania powiedzą mi, że obawa, iż zostaną wyśmiane. Dzieci takiej obawy nie mają; robią to, co czują. Dlatego Kasia lubiła pracę z dziećmi – mogła z nimi grać, śpiewać i tańczyć. A kiedy pojawił się pomysł nagrania z nimi płyty, postanowiła się do tego profesjonalnie przygotować i poszła do klubu kultury na lekcje gry na gitarze. – Chodziłam tam z dwunastolatkami, a kiedy szłam z gitarą, sąsiedzi pytali, czy gdzieś jest dziś ognisko. I wtedy mogłam sobie powiedzieć, że się do tego nie nadaję – opowiada. Na szczęście nauczyciel z klubu kultury w nią wierzył – to on wskazał jazz jako dobry dla niej muzyczny kierunek. A kiedy powiedział, że na kursie w klubie już niczego więcej nie może się nauczyć, dodał jej odwagi, by w wieku trzydziestu czterech lat zaczęła naukę w Krakowskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej.

Anię Szkoła Wokalno-Aktorska w Krakowie przyjęła w szeregi uczniów, gdy ta miała trzydzieści osiem lat. Po praktycznej i „porządnej” pracy w aptece, przez własną firmę i projektowanie ogrodów, czyli połączenie przyjemnego z pożytecznym, teraz zaczął się właściwy etap w jej życiu – muzyka. – To jest mój czas spełniania marzeń: kocham muzykę i nie wyobrażam sobie bez niej życia – przyznaje. – Kiedy idę pośpiewać na imprezę karaoke, wyłączam się całkowicie; to czas tylko dla mnie.
Ania podśpiewuje w samochodzie, w domu, no i w szkole. Nie zakłada, że śpiewanie będzie kiedyś jej sposobem zarabiania pieniędzy. Ma firmę, która dostarcza jej środków do życia. Nie ma presji, że coś nie wyjdzie, że nie będzie najlepsza. Muzyka to hobby i spełnienie marzeń. Uczy się i chce rozwijać swój głos dla realizowania pasji oraz by stanąć na scenie bez obaw. Tak jak w finałowym koncercie festiwalu Operarara, kiedy z Krakowskim Chórem Mieszczańskim śpiewała w operze „Dydona i Eneasz”. Wśród niemalże dziewięćdziesięciu członków chóru większość to amatorzy, ale pod wrażeniem ich śpiewu i pracy dyrygenta byli wszyscy profesjonalni artyści biorący udział w przygotowaniu spektaklu. – To wspaniałe uczucie – mówi Ania, zapytana o wrażenia po pierwszym występie. I przyznaje, że poradziła sobie z tremą, bo śpiewała nie sama, ale w większej grupie. Widziałam ją na scenie podczas koncertu „Tribute to Amy”. Dziękowała, podsumowywała koncert i mówiła o swoich planach na kolejne wydarzenia przy pełnej sali krakowskiej filharmonii. Sama przy mikrofonie. I nie było widać tremy.


Ludzie

Każda kobieta zawdzięcza sukces innej kobiecie – stwierdza zdecydowanie Kasia. – Dla mnie takim wsparciem była babcia, która opiekowała się dwójką moich dzieci i domem, gdy ja poszłam do szkoły muzycznej, a jednocześnie pracowałam jeszcze jako anglistka.

Z dziećmi Kasia mijała się w drzwiach, bo kiedy one wracały ze szkoły, ona szła uczyć. Żeby nie pracować popołudniami i wieczorami, zrezygnowała ze szkoły językowej i zaczęła pracę w przedszkolu. A później zajęła się muzyką zawodowo. – To miał być sposób na spędzanie wolnego czasu, ale muzyka stała się treścią mojego życia – mówi. I wspomina:
– Kiedy uczyłam się angielskiego, a później przekazywałam wiedzę uczniom, najlepiej tłumaczyło mi się teksty piosenek i na ich przykładzie wyjaśniało zawiłości językowe. Śpiewałam też z uczniami piosenki na lekcjach, ucząc ich słów i konstrukcji językowych. Nie sądziła jeszcze wtedy, że praktyka tłumaczenia cudzych tekstów przyda się przy pisaniu własnych utworów.

Ania z kolei nie sądziła, że będzie się zajmowała planowaniem własnego występu na scenie podczas kolejnego koncertu z cyklu Re:stars, który ma być poświęcony Violetcie Villas. – To niedoceniona w Polsce, a podziwiana za granicą artystka – mówi Ania. I ulubiona piosenkarka jej babci. Ania wspomina niedziele u niej: w telewizji emitowano koncert życzeń, a babcia śpiewała, przygotowując obiad. Wtedy właśnie Ania poznała Irenę Santor, Mieczysława Fogga, Hankę Ordonównę, Violettę Villas. A później były własne fascynacje: kasety magnetofonowe Queen, Tiny Turner i Whitney Houston, słuchane na okrągło aż do zdarcia. – Muzyka była we mnie od zawsze – mówi. Czy zaśpiewa na scenie podczas koncertu „Tribute to Violetta”, zadecyduje profesjonalne jury, które oceni również innych chętnych do występu. Nie ma taryfy ulgowej, ale jeśli się uda, babcia na pewno zasiądzie na widowni.

Anna Dziedzic z wykonawcami koncertu „Tribute to Amy”/ fot. materiały prasowe

Anna Dziedzic z wykonawcami koncertu „Tribute to Amy”/ fot. Dorota Ostrowsky


Dojrzałość

– Kiedy się jest nastolatką, myśli się, że wszystko tak łatwo przychodzi – mówi Ania. – Nie ma niepotrzebnego myślenia, które się pojawia z wiekiem. Jesteś stateczną bizneswoman, prowadzisz własną firmę, masz dwójkę dzieci – i co, wymyśliłaś sobie, że będziesz śpiewała?! – przyznaje. I zaznacza, że najbardziej boi się oceniania i krytyki. Nie powstrzymało jej to jednak przed spełnieniem swojego marzenia. Podkreśla, że najważniejsze dla niej jest teraz to, iż może poznawać możliwości swojego głosu; spotyka ludzi, którzy prowadzą ją na drodze w kierunku rozwijania umiejętności i przekraczania ograniczeń. Takie możliwości daje jej właśnie profesjonalna szkoła. Nie miałaby ich na imprezie karaoke, chociaż nadal na nie chadza. – Kiedy zaczynałam naukę śpiewu, moja osiemnastoletnia córka powiedziała, że chyba zwariowałam – opowiada. – Ale na Dzień Matki poszłyśmy razem na karaoke właśnie i zaśpiewałyśmy w duecie piosenkę zespołu Queen – dodaje z dumą.
Osiem lat temu Kasia założyła zespół Jazzoom. Zebrała przyjaciół i jako podsumowanie wieloletniej nauki w 2013 r. wydała płytę „To, co lubię”. – Płytą zainteresował się Universal, piosenki były i są puszczane w radiu, ludzie na całym świecie mogą ich posłuchać na Spotify; to mój sukces – mówi. Krakowska Szkoła Jazzu przyjęła ją w szeregi swoich uczniów z otwartymi ramionami – bo tam liczy się talent i to, jak chcesz go wykorzystać, a nie wiek. Jednak wiele razy, w trudniejszych momentach, myślała, że gdyby grała od dziecka, jak jej koledzy i koleżanki ze szkoły, byłoby jej łatwiej. – To nauczyciele wyjaśnili mi, że nie mam się oglądać na młodszych uczniów, ale grać jak ja, jak dojrzała kobieta – mówi. – Poszłam tą drogą i teraz uczciwie mogę powiedzieć, że moje piosenki to ja – Kasia Zawieracz – taka, jaka jest.

Anna Dziedzic z Kayah/ fot. Dorota Ostrovsky

Anna Dziedzic z Kayah/ fot. Dorota Ostrovsky

Czasami się zastanawia, jakby to było, gdyby zaczęła wcześniej. I nie żałuje. – Pewnie moja muzyka byłaby inna, albo wcale bym już nie tworzyła i nie grała, bo byłabym wypalona – zastanawia się. Swoim młodszym koleżankom, które godzą macierzyństwo z graniem czy śpiewem, doradza cierpliwość. – Kiedy dzieci były małe, mogłam ćwiczyć grę 15 min dziennie; teraz są dorosłe i właściwie samodzielne, wiec mogę ćwiczyć, komponować, pisać, ile chcę – mówi.

Płyta Kasi Zawieracz i Marceliny Gawron „Podróż”

Płyta Kasi Zawieracz i Marceliny Gawron „Podróż”

Paulina Bandurapaulina banduraa

 

Oceń artykuł
2 komentarze
  • overnight poster printing 9 stycznia, 2020

    … [Trackback]

    […] Here you will find 74065 more Information on that Topic: miastokobiet.pl/anna-dziedzic-katarzyna-zawieracz/ […]

  • 안전바카라 14 stycznia, 2020

    … [Trackback]

    […] Here you will find 49569 additional Info to that Topic: miastokobiet.pl/anna-dziedzic-katarzyna-zawieracz/ […]

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach