Monday, May 23, 2022
Home / Ludzie  / Gwiazdy  / Anita Lipnicka: fascynujący świat mężczyzn

Anita Lipnicka: fascynujący świat mężczyzn

Zwierzenia Anity Lipnickiej. O rozstaniu z Johnem Porterem i o tym jak się robi nieprzyzwoitą muzykę.

Aneta Lipnicka, fot.Jacek Poremba

MIASTO KOBIET: Nie żałujesz żadnych decyzji z czasów Twego „popowego” wcielenia?

ANITA LIPNICKA: Żadnych. Absolutnie żadnych. Jestem wręcz z siebie dumna, że tak to rozegrałam.

MIASTO KOBIET: Kiedyś powiedziałaś w jednym z wywiadów, że wyszłaś z domu przeświadczona, że świat jest wspaniały i bezpieczny, a tymczasem okazało się, że jest inaczej. Co Cię tak rozczarowało?

ANITA LIPNICKA: O rany! Teraz to już nie pora na tego typu dywagacje. Dzisiaj jestem na innym etapie. Już mnie nic nie rozczarowuje. Zaczynam po prostu pojmować, na czym świat stoi.

MIASTO KOBIET: Na początku minionej dekady sama próbowałaś na nowo zdefiniować swoją karierę. Czy sądzisz, że gdybyś nie spotkała Johna, udałoby Ci się nadać jej inny kierunek?

ANITA LIPNICKA: Gdybanie nie ma sensu. Mogę tylko podsumować to, co się zdarzyło do tej pory. Z całą pewnością nie byłabym tu, gdzie dziś jestem, gdyby nie spotkanie z Johnem, który mnie uaktywnił, rozbudził pokłady drzemiącego potencjału i siły, z której teraz czerpię. To bardzo ważne, z kim żyjemy. Towarzysze naszej wspólnej podróży mają znaczący wpływ na jej jakość. Nie chciałabym podróżować na dłuższą metę z nikim innym.

MIASTO KOBIET: Po wydaniu Waszej debiutanckiej płyty okazało się, że dla opinii publicznej to nie Wasze piosenki są „nieprzyzwoite”, ale Wasz… związek. Jak sobie z tym poradziliście?

ANITA LIPNICKA: Z początku mieliśmy z tym pewne trudności. Dzisiaj mamy gdzieś opinie innych o naszym związku. Nagraliśmy wspólnie trzy superpłyty i spłodziliśmy cudownego człowieka – naszą córkę Polę, która za chwilę skończy cztery lata. To są fakty, które mówią same za siebie. Czekamy na więcej!

MIASTO KOBIET: W pewnym momencie „otworzyliście się” jednak z Johnem na media. Czy to znaczy, że dzisiaj artysta nie ma szans zachować swej prywatności dla siebie?

ANITA LIPNICKA: My i tak zachowujemy wiele dla siebie. „Sprzedajemy się” w stopniu ściśle kontrolowanym. I tak nikt nie wie, co się dzieje między nami naprawdę. Nauczyliśmy się korzystać z mediów, zamiast dać się im wykorzystywać. To ważny balans, który należy zachować.

MIASTO KOBIET: Przed wydaniem solowej płyty kilkakrotnie ostro odniosłaś się do twórczości pewnych koleżanek po fachu, co wywołało medialne poruszenie. Oskarżano Cię, że zrobiłaś to celowo, aby zwrócić na siebie uwagę.

ANITA LIPNICKA: Ja tylko wyraziłam szczerą opinię na tematy rzucone wprost w kilku wywiadach! Trochę tego pożałowałam, gdy doświadczyłam siły rażenia moich niewinnych, prywatnych wypowiedzi. Zdania nie zmieniam, ale po tym wszystkim dochodzę do wniosku, że powinnam może zachować je dla siebie. Polski rynek muzyczny nie jest gotowy na żadne otwarte konfrontacje. Strasznie tu zaściankowo i tendencyjnie.

MIASTO KOBIET: A w jakich stosunkach pozostajesz z innymi polskimi piosenkarkami? Masz wśród nich przyjaciółki lub koleżanki?

ANITA LIPNICKA: O rany! O to mnie dotąd nikt nie pytał – dziękuję! Jak najbardziej, oprócz swoich antypatii, mam mnóstwo, a nawet więcej, sympatii do pewnych koleżanek z pracy. Kasię Nosowską wielbię z oddali, Edytę Bartosiewicz bardziej z bliska, Renatę Przemyk z totalnego dystansu – jest wiele pań zasługujących na moje uznanie i medal na piersi. Również Pati Yang, która bardziej już jest stamtąd niż stąd. Kibicuję jej strasznie.

MIASTO KOBIET: Podkreślasz w swych wywiadach, że chcesz wyjechać za granicę i tam spróbować zaistnieć. Czy chciałabyś odnieść sukces na miarę Basi Trzetrzelewskiej czy może wspomnianej Pati Yang?

ANITA LIPNICKA: Ja nie zasadzam się na żadną spektakularną karierę zagraniczną. Chcę po prostu, żeby moja płyta była dostępna i zauważona poza granicami naszego kraju – to wszystko. I to jest jak najbardziej realne! Co w tym dziwnego albo godnego odnotowania? Nie rozumiem. Myślenie typu: nie damy rady, jesteśmy do dupy, jest mi obce. Odmawiam bycia ofiarą systemu, naszej ułomnej postkomunistycznej postawy wobec zachodniego świata. Żyjemy w Europie, w XXI wieku! Trzeba próbować zawalczyć. Oczywiście na swoim poziomie, ale bez kompleksów.

MIASTO KOBIET: Czy nie obawiasz się, że rozpoczęcie przez Ciebie, a niebawem także przez Johna, solowej działalności oddali Was od siebie – artystycznie i prywatnie?

ANITA LIPNICKA: To jest kolejny etap naszego związku i wspólnego życia. Dzisiaj jesteśmy w innym miejscu niż 6-8 lat temu, potrzebujemy nowych emocji. Odkrywanie własnych, tym razem odrębnych możliwości może nas tylko wzbogacić. Zarówno jako ludzi, jak i jako muzyków.

Miasto Kobiet nr 2/2010
Rozmawiał: Paweł Gzyl
Fot. EMI Music Poland

Oceń artykuł
1KOMENTARZ
  • Avatar
    paw 21 lutego, 2017

    Zeńczewski?Porter? to jej byli faceci ,a inni ?

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach