Home / Ludzie  / Kre-aktywne  / Angelika Chrapkiewicz-Gądek: Nie ma na co czekać

Angelika Chrapkiewicz-Gądek: Nie ma na co czekać

Angelika Chrapkiewicz-Gądek jest mówczynią inspiracyjną, autorką książki „Zdobądź swój szczyt. Uwierz w swoją siłę”

Angelika Chrapkiewicz-Gądek jest mówczynią inspiracyjną, autorką książki „Zdobądź swój szczyt. Uwierz w swoją siłę”

Angelika Chrapkiewicz-Gądek jest mówczynią inspiracyjną, autorką książki „Zdobądź swój szczyt. Uwierz w swoją siłę” / fot. Rowińska Business Coaching, Kamil Chlebak

Ostatni raz rozmawiałyśmy z Angeliką Chrapkiewicz-Gądek przy okazji wyprawy osób niepełnosprawnych na Kilimandżaro, na którą zaprosiła ją fundacja Anny Dymnej „Mimo wszystko”. Od tego czasu minęło już dziesięć lat. Dziś jest mówczynią inspiracyjną, autorką książki Zdobądź swój szczyt. Uwierz w swoją siłę

 

Katarzyna Klimek-Michno: Wiele nowych rzeczy wydarzyło się w twoim życiu – zdobyłaś kolejne górskie szczyty – Mnicha, Rysy, Gerlach. Zostałaś mówczynią inspiracyjną i napisałaś książkę.
Angelika Chrapkiewicz-Gądek: Ta książka to efekt wielu różnych wydarzeń i czynników. Pomysł, by ją napisać, był w mojej głowie od dawna. Powstała z mojej potrzeby, ale też z potrzeb innych osób. Podczas spotkań i wystąpień inspiracyjnych często słyszałam pytanie, czy mam swoją książkę, czy gdzieś można przeczytać moją historię, zatrzymać się przy niej, uporządkować myśli. Przełomowym momentem było spotkanie z Kamilą Rowińską, trenerką, coachem, inwestorką i autorką bestsellerów o tematyce biznesowej. To ona powiedziała mi bardzo konkretnie: siadaj i pisz. Każdy z nas na swojej drodze spotyka kogoś, kto w niego uwierzy. Jedną z osób, które we mnie uwierzyły, była właśnie Kamila.

Zdobądź swój szczyt. O jakich szczytach mowa?
Dla mnie cele są tożsame ze szczytami.

Angelika Chrapkiewicz-Gądek: Każdy z nas ma jakiś swój szczyt. To są nasze szczyty dnia codziennego, ale też ogromne marzenia. Dla jednej osoby będzie to rozwijanie swojego biznesu, a dla innej – samodzielne przejście kilku kroków do łazienki.

To jest wszystko to, do czego dążymy, co osiągamy. Każdy ma coś, co chciałby zdobyć.

Wiem, że często słyszysz od ludzi, że podziwiają twoją odwagę. Myślę, że swoją energią i determinacją faktycznie mogłabyś obdzielić wiele osób.
Moim celem jest inspirowanie ludzi. Płyną do mnie sygnały od osób słuchających moich wystąpień, że to, co mówię, jest dla nich bardzo ważne. Porównują się ze mną, ale to jest coś pozytywnego – jestem dla innych inspiracją. Bardzo mnie to cieszy, a jednocześnie wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Często słyszę: „Mnie się nie uda, nie mam takiej odwagi, jak ty”. Moim pragnieniem jest, żeby ludzie byli szczęśliwi. Dlatego zachęcam ich do wyznaczania sobie celów, uwierzenia w siebie, pozbycia się wykrętów i wymówek. Podczas spotkań moi słuchacze przypominają sobie rzeczy, które kiedyś chcieli zrobić, a które zostały gdzieś zakopane.

Co najczęściej nas blokuje przed działaniem?
Zwykle jest to strach. Boimy się zrobić pierwszy krok. Brak pewności siebie, wiary w siebie to kolejny powód. Zapominamy o tym, co już zrobiliśmy, co osiągnęliśmy. Wydaje nam się, że nie mamy czasu i siły, żeby wrócić do swoich pragnień i marzeń, nie umiemy przeorganizować swoich myśli, narzekamy, ciągle powtarzamy jedno i to samo.

Z drugiej strony dziś dużo mówi się o realizowaniu celów, planowaniu, rozwoju. Pułapką może być nadmierny perfekcjonizm, bo na każdym możliwym polu chcemy być idealni, nie zawsze potrafimy odpuścić, kiedy trzeba.
Nie zachęcam do bycia cyborgiem, robienia czegoś ponad siły. Jestem mocno ukierunkowania na działanie, ale nie dlatego, że jestem zaprogramowana na sukces.

Angelika Chrapkiewicz-Gądek: Moja choroba – rdzeniowy zanik mięśni – postępuje i za rok mogę nie mieć siły zrobić tego, co mogę teraz. To mnie mobilizuje. Zachęcam też innych, żeby nie rezygnowali ze swoich marzeń.

Warto mieć je w sercu i zbliżać się do nich powoli. Nie napierać na cel, nie działać wbrew sobie, ale nie odpuszczać zupełnie. Jeśli natomiast chodzi o perfekcjonizm – podczas moich wystąpień jestem sobą. Nie ukrywam łez wzruszenia, moje wypowiedzi nie zawsze pewnie są poprawne językowo. Nie jestem na scenie idealna. Ale tej autentyczności nie chcę zmieniać i zachęcam też innych do bycia sobą.

Jak wynika z twojej obserwacji, na co najbardziej marnujemy czas?
To zależy od osoby, sytuacji. Na pewno przyziemne rzeczy zabierają nam czas, na przykład bycie ciągle online, na portalach społecznościowych, przed telewizorem. Ale to, co stanowi największe zagrożenie dla czasu, to kierowanie myśli na narzekanie, zastanawianie się, jak inni nas ocenią, co powiedzą. W mojej książce piszę, że „kręcimy sobie filmy”, czyli układamy w głowie różne scenariusze, analizujemy, czy i co się może wydarzyć. Każdy ma wątpliwości, ja też je mam, ale moja rada jest taka, żeby jak najmniej myśleć, a skupić się na działaniu, przygotować sobie plan. A jeśli chodzi o sprawy codzienne i nawyki – za punkt honoru obrałam sobie, że weekendy to czas święty dla rodziny. Nie odpowiadam wówczas na maile, jestem offline. To mi daje spokój. Treningi zajmują mi osiem godzin tygodniowo. W tym czasie też jestem maksymalnie skupiona na ćwiczeniach i też odcinam się wtedy od internetu. Nie mówię, żeby rezygnować z tych wszystkich rzeczy, ale na pewno warto ograniczać.

Zarówno w swojej książce, jak i podczas wystąpień inspiracyjnych – czy to na zaproszenie firm i biznesu, czy podczas różnych festiwali, a także w ramach spotkań z rodzicami dzieci niepełnosprawnych – odwołujesz się do swoich historii, podajesz przykłady ze swojego życiorysu.
W mojej książce piszę między innymi o odwadze i nawiązuję do mojej wyprawy na Kilimandżaro. Ale dużo miejsca poświęcam też porażkom. One były, są i będą. To są zarówno porażki zewnętrzne, jak choćby upadek z wózka, jak i wewnętrzne, dotyczące na przykład rzeczy związanych z pracą, codziennymi czynnościami. Być może brzmi to banalnie, ale to jest prawda, o której często zapominamy – ważne jest, żeby zrobić pierwszy krok. Żeby uczyć się, czerpać z porażek, a nie żeby one nas wyczerpały. Żeby nie dać się im wytrącić z równowagi. Sporo piszę też o akceptacji sytuacji życiowej – żeby nie nieść ciężarów przez całe życie. Wracam wspomnieniami do dzieciństwa – do bólu, buntu, tego wszystkiego, co czułam, gdy usłyszałam diagnozę. Miałam trzy lata, gdy stwierdzono u mnie rdzeniowy zanik mięśni. Pojawiały się w mojej głowie pytania – dlaczego mój brat jest sprawny, a ja nie. Wiem, że ludzie podziwiają mnie za odwagę, ale postanowiłam się otworzyć i pokazać całą swoją historię – jaką drogę przeszłam, z jakimi słabościami musiałam walczyć, w jakich momentach było mi ciężko. Myślę, że jest to bardzo ważne dla czytelników i uważam, że warto było odkryć się ze swoimi emocjami i przeżyciami.

Tytułowe szczyty mają znaczenie metaforyczne, ale te górskie również zajmują ważne miejsce w twoim życiu.
Urodziłam się i wychowałam w Zakopanem. W dzieciństwie dużo chodziłam po górach z rodzicami. Później na kilka lat zatrzymała mnie choroba. Gdy miałam 15 lat, mój dobry kolega zaproponował, że będzie dla mnie wsparciem w drodze do Doliny Pięciu Stawów. Zaniósł mnie tam „na barana”. Osoby, które towarzyszą mi w górskich wyprawach, tak to właśnie określają – jako wsparcie. Wiem, że spotyka się to z różnym odbiorem społeczeństwa. Postrzegane to jest jako wnoszenie mnie na górę. Pomijam już fakt, że również przeżywam trud górskiej wędrówki, odczuwam ból podczas tych wypraw, to intencje są naprawdę inne. W mojej przygodzie z górami pojawiła się jednak w pewnym momencie przerwa. Nie byłam gotowa do powrotu na szlak. Wróciłam w góry dopiero po śmierci mojej mamy. Zmarła nagle. Moja choroba zaczęła postępować. I dotarło do mnie, jak bardzo to życie jest kruche. Więc na co czekam? Ważne, że ja i zespół, który mi towarzyszy, wiemy, jakie są intencje. Nieważne, co powiedzą inni. Wyprawa na Kilimandżaro pokazała mi, jakie są możliwości – specjalne nosidła, cały system wsparcia. Od tamtej pory wiedziałam, że będę szukała osób, które będą chciały mi w ten sposób pomóc i być ze mną w drodze na szczyt.


Jakie kolejne szczyty gór planujesz zdobywać?
Z boku wygląda to tak, że wskakuję komuś do plecaka. Ale w rzeczywistości taka wyprawa to bardzo duże przedsięwzięcie pod względem logistycznym, wsparcie ok. 20 osób. Zajmuję się całą organizacją, więc jest to dosyć czasochłonny i złożony proces, nie mogę więc teraz nic więcej powiedzieć. Muszę być pewna na sto procent. Mogę zdradzić jedynie tyle, że te wszystkie rzeczy, które do tej pory robiłam, były ambitne, ale to, o czym myślę teraz, to jeszcze większe wyzwanie. Mam nadzieję, że dojdzie do skutku.

Góry to twoja miłość, podobnie jak… woda. Kiedy rozmawiamy, przygotowujesz się do wylotu na safari nurkowe.
Ta pasja zaczęła się 17 lat temu i nadal jest ze mną. Szukałam dla siebie czegoś, co nie będzie obciążeniem dla zanikających mięśni i wybór okazał się doskonały.

Angelika Chrapkiewicz-Gądek: Zakochałam się w nurkowaniu, biorąc jeden oddech z butli. Tego mi właśnie w życiu brakowało!

Później okazało się, że nie ma osoby z zanikiem mięśni, która nurkuje, ale ja nie chciałam z tego zrezygnować. Zrobiłam patent nurkowy. Wiele osób potrzebuje odskoczni od codzienności. Ja też tak mam. To, że poruszam się na wózku, nie ma na to żadnego wpływu. Często o tym mówię podczas wystąpień inspiracyjnych. Nie skupiam się na niepełnosprawności. To jest moja cecha. A nurkowanie daje mi niesamowite poczucie wolności. Nasze cele i marzenia często jednak wiążą się z finansami. Na moje safari nurkowe musiałam poczekać dwa lata, ale warto było!

Angeliko, skąd czerpiesz siły, energię?
Gdy byłam młodsza, wydawało mi się, że niezależność i samodzielność są najważniejsze. Im jestem starsza, tym bardziej doceniam wartość pasji zespołowych i tego wszystkiego, co łączy się z drugim człowiekiem. Możliwość wspólnego przeżywania, dzielenia się doświadczeniami – to jest bezcenne. Samotność jest bardzo smutna. Siłę czerpię więc od ludzi, ale też z natury. Podczas wypraw do Afryki, nad wodą, w górach, w słońcu – wszystko to dostarcza mi pomysłów i inspiracji.

Możemy się spodziewać kontynuacji Zdobądź swój szczyt?
Dostaję sygnały od wielu czytelników, że moja książka dodaje im odwagi, pobudza do działania. To daje mi siły, by znów napisać. Tym razem chciałabym się skupić bardziej na wartościach i na wątku gór, który jest tak bliski mojemu sercu.

Katarzyna Klimek-Michno

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach