Home / Kultura  / Agnieszka Smoczyńska: Dziewczynki nie muszą być grzeczne

Agnieszka Smoczyńska: Dziewczynki nie muszą być grzeczne

O ciele, macierzyństwie i uniwersalnym prawie do buntu

Agnieszka Smoczyńska

Agnieszka Smoczyńska: Zależało mi na tym, żeby udowodnić, że kobiety mają prawo do wolności i pragnienia zmiany. Że czasem muszą ratować przede wszystkim siebie / fot. Rafał Placek

Jej debiutancki musical, „Córki dancingu”, podbił Amerykę i – jako jeden z niewielu polskich filmów – ukazał się w prestiżowej serii The Criterion Collection. Na pokazywaną na festiwalu w Cannes „Fugę”, ustawiały się długie kolejki. Agnieszka Smoczyńska, specjalistka od kobiecych historii i mistrzyni ekranowej atmosfery, opowiada o ciele, macierzyństwie i uniwersalnym prawie do buntu

 

Ewa Szponar: Tytuł i temat pani filmu odnoszą się do zaburzenia psychicznego zwanego fugą dysocjacyjną, które polega m.in. na utracie pamięci i zmianie osobowości. Domyślam się, że to pasjonujący punkt wyjścia dla filmowca.

Agnieszka Smoczyńska: Na pewno, bo można opowiedzieć o bohaterze, który na oczach widza rodzi się na nowo. Ale „Fuga” nie wyrasta z takiego abstrakcyjnego kontekstu, tylko z pewnej jednostkowej historii, przypadku pani Marii. Gabriela Muskała [scenarzystka i odtwórczyni głównej roli – przyp. E.S.] zobaczyła ją w telewizji, w programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Ona niczego nie pamiętała, nie wiedziała, jak się nazywa, ani skąd pochodzi. Gabrysię uderzyła ta historia, a jeszcze bardziej widok twarzy tej kobiety. Opisała mi ją bardzo plastycznie i sugestywnie.

Co ją tak poruszyło?

Gabrysia zapamiętała, że była to kobieta około czterdziestki, trochę podobna do niej samej. Została zaproszona do studia telewizyjnego, a w trakcie programu, zgodnie z jego formułą, zadzwonił telefon. Męski głos w słuchawce powiedział, że jest sąsiadem tej pani i że ma ona męża i dzieci. Kamera zarejestrowała reakcję Marii, gdy to usłyszała. To był dla niej szok, ponieważ w ogóle nie mogła sobie tego przypomnieć. Było widać, że ma totalną pustkę w głowie. Jej zagubienie było dla Gabrysi jednocześnie poruszające i fascynujące.

„Fuga” nie jest jednak filmem biograficznym, opartym na faktach. Jak wiele jest w niej fikcji?

Przypadek pani Marii stał się punktem wyjścia dla scenariusza. Reszta jest czystą fikcją.

Drugi ważny – a może najważniejszy element ekranowej historii – to fakt, że bohaterka, która straciła pamięć, podobnie jak pani Maria, wcale nie chce jej odzyskać.

O ile ta prawdziwa kobieta jakoś wróciła do swojego poprzedniego życia (chociaż, gdy udało się nam z nią spotkać, odniosłyśmy wrażenie, że nie do końca się w nim odnalazła), filmowa Alicja niespecjalnie ma na to ochotę. Poza wspomnianym przypadkiem poznałyśmy też inne historie ludzi dotkniętych fugą. Ich losy nie zawsze układały się optymistycznie i po myśli ich bliskich. Jedna z rodzin opowiadała nam np. o odnalezionym krewnym, który wcale nie chciał wrócić do dawnej rzeczywistości. To wydało się nam na tyle ciekawe, że Gabrysia postanowiła włączyć ten wątek do scenariusza, a właściwie oprzeć na nim cały filmowy konflikt. Stworzyć bohaterkę w całkowitej opozycji wobec świata, do którego ma wrócić. To tak naprawdę pociągnęło nam całą historię.

A na gruncie metaforycznym otworzyło pole do interpretacji „Fugi” jako fantazji o ucieczce. Od konwenansów, ról społecznych, zobowiązań…

Powiedziałabym również, że jest to taki manifest czy wizja kobiecego buntu, a jeśli jeszcze nie buntu, to przynajmniej próby zakontestowania roli kobiety w rodzinie, społeczeństwie i świecie. Zwłaszcza, że mamy do czynienia z kobietą dojrzałą, która nie znajduje się gdzieś na początku swojej drogi, ale ma określone i poukładane życie. A w każdym razie można odnieść takie wrażenie.

Dlaczego miałaby to być specyficznie żeńska fantazja?

Wydaje mi się, że kobiety są znacznie bardziej uwikłane w społeczne, a zwłaszcza rodzinne, oczekiwania. Jak Alicja – w „poprzednim” życiu Kinga – która, zanim przytrafił się jej epizod fugi, była przykładną żoną, matką, nauczycielką. Nie wiemy, czy na świadomym poziomie kontestowała te role.

Jedną z nich jest z pewnością macierzyństwo. Wiele się mówi o jego pozytywnych aspektach, ale przemilcza często spotykaną obawę, że od raz przyjętej roli matki nigdy nie da się uwolnić. Nie w sensie praktycznym, ale w sensie kluczowego składnika tożsamości.

Ta kwestia jest dla mnie szczególnie istotna, bo sama mam dziecko. Myślałam o niej także w szerszym kontekście, wspominając matki z mojego najbliższego otoczenia.

Ten film to taki myślowy eksperyment, próba wyobrażenia sobie, co by było, gdyby można było uwolnić się od kulturowych zobowiązań.

Zależało mi przede wszystkim na wyswobodzeniu bohaterki z poczucia winy, którym jesteśmy zarażani od wczesnego dzieciństwa. Pewnie jest to dziedzictwo dość uniwersalne, ale chyba szczególnie dotkliwe w społeczeństwach katolickich i żydowskich. To ciągłe niezadowolenie z siebie, wieczne wyrzuty sumienia. Jest nawet takie powiedzenie – kiedy ubierasz niebieską koszulę, włoska matka krzyczy na ciebie: „Dlaczego, do cholery, ubrałeś tę niebieską koszulę?!”, a żydowska matka uderza w płacz: „O, Boże! Ubrałeś niebieską koszulę!”.

Gabriela Muskała

Gabriela Muskała w „Fudze” / fot. materiały prasowe

Zawsze coś nie tak, ciągłe poczucie, że się kogoś zawiodło, źle odegrało swoją rolę?

Takie budowanie poczucia winy od samego dzieciństwa i zgoda na to, żeby przenosiło się ono z pokolenia na pokolenie.

To poczucie winy towarzyszy także samym matkom, które nigdy nie wydają się sobie wystarczająco dobre.

Bo nie spełniają oczekiwań kulturowych albo nie są w stanie sprostać postawionym przed nimi zadaniom.

Swoistym ciągiem dalszym, a może rewersem, „Fugi”, są dla mnie „Godziny” Stephena Daldry’ego. Jednym z bohaterów filmu jest chory na AIDS pisarz zmagający się z tym, że jako chłopiec został porzucony przez matkę.

To, czego nie lubię u Daldry’ego, to nacisk na cierpienie tego chłopca czy raczej mężczyzny, na którego wyrósł po latach. Przecież on popełnia samobójstwo. Trudno o bardziej dobitną konkluzję. Z filmu bije wyraźne oskarżenie pod adresem jego matki.

W „Fudze” chciała pani tego uniknąć?

Zależało mi na tym, żeby pokazać inną wersję życiowego scenariusza.

Udowodnić, że kobiety mają prawo do wolności i pragnienia zmiany. Że czasem przytrafiają im się sytuacje, w których muszą ratować przede wszystkim siebie. Nie mamy prawa oceniać ich z automatu. Nie powinni tego robić zwłaszcza mężczyźni.

Jeden z zagranicznych recenzentów pani filmu wyraził obawę o recepcję „Fugi” w Polsce ze względu na nasze przywiązanie do katolickich wartości. Podziela ją pani?

Mam chyba trochę większe zaufanie do naszego widza. Chociaż muszę przyznać, że z polską publicznością znacznie częściej niż z zagraniczną odbywam rozmowy o finale „Fugi” i przyczynach decyzji podjętej przez Alicję. Nie chciałabym oceniać naszych odbiorców jako bardziej konserwatywnych, żeby nie sprowadzać filmu do tego poziomu, ale przyznaję, że trudniej jest im zaakceptować niezależność bohaterki.

Być może dystans wobec Alicji wynika również z niezgody na to, jak ona się zachowuje po powrocie do domu. Jest taka po nastoletniemu opryskliwa i zbuntowana, jakby cofnęła się do okresu adolescencji.

I coś takiego rzeczywiście dzieje się z osobami, które tracą pamięć i od nowa kształtują swoją osobowość. Pod względem zachowania wydają się młodsze, mniej dojrzałe niż wskazywałby na to ich wiek. Czasem postępują dziecinnie, a o ile u dzieci pewne szczeniackie zwyczaje nas nie rażą, o tyle, gdy przejmuje je ktoś dorosły, stają się dziwaczne, bardzo widoczne. Alicja przechodzi rodzaj ponownego dojrzewania, chociaż dawno przestała być nastolatką.

kadr z filmu fuga reż. agnieszka smoczyńska

Kadr z filmu „Fuga” / fot. Jakub Kijowski

Czy „Fugę” można czytać wobec tego jako krytykę powszechnej niedojrzałości, która, jak alarmują psychologowie społeczni, jest prawdziwą plagą naszych czasów?

Być może, do tej pory nie myślałam o tym w ten sposób.
Z drugiej strony, nie wydaje mi się, żeby problemem Alicji była niedojrzałość. Ona wprawdzie początkowo zachowuje się, jakby dopiero przechodziła okres buntu, ale jej umysł to nie jest wieczna tabula rasa. W pewnym momencie, gdy dochodzi do jej konfrontacji z rzeczywistością, z ludźmi, z którymi kiedyś dzieliła życie i powracającymi wspomnieniami, ona się zmienia, jest zmuszona dorosnąć i zająć jakieś stanowisko. Nawet jeśli w punkcie wyjścia czuje się tylko Alicją, w trakcie tego procesu dochodzi do wniosku, że jakąś część jej osobowości stanowi również Kinga.

Nie decyduje się jednak z powrotem wejść w jej skórę.

Nie, ponieważ zrobiła kolejny krok i najwyraźniej zrozumiała, o co jej chodzi w życiu.

Pod pewnymi względami portret Alicji można uznać po prostu za portret silnej kobiety. A niezależne kobiety nie cieszą się specjalną sympatią. Często są określane jako zimne, egoistyczne, bezczelne…

Dziewczynkom od najmłodszych lat powtarza się, że mają być grzeczne albo dobrze wychowane i że pewne zachowania im nie przystoją. I potem one wyrastają na takie – grzeczne, miłe i sympatyczne – kobiety. Alicja nie pasuje do tego wzorca, dlatego pewnie trudno ją polubić. Założę się, że znacznie łatwiej przyszłoby nam to, gdyby, mając te same cechy, była mężczyzną. Skoro już rozmawiamy o naszych filmowych skojarzeniach i archetypie buntownika, wspomnę o filmie „Paryż, Teksas” Wima Wendersa. Tu też mamy do czynienia z bohaterem, który znika na kilka lat. Kiedy się wreszcie odnajduje, nikt nie wymaga od niego, że odtworzy swoje życie rodzinne, ani nie dyskutuje z jego wyborami. Od kobiety w momencie, gdy stanie się matką, automatycznie oczekujemy całkowitego poświęcenia.

Widzi pani szansę na zmianę?

Myślę, że kobiety się emancypują, co jest zdecydowanie pozytywne, ale to dopiero początek. Żeby zaszła głęboka transformacja, potrzeba wielu lat pracy u podstaw, dlatego że musi się zmienić cały system myślenia, a nie tylko jednostkowe zachowania pojedynczych kobiet. Wiele zależy od nas, matek, i od naszych córek, które też kiedyś będą matkami. Pewnie dopiero dzieci naszych dzieci będą mogły zweryfikować, czy się nam udało.

Czy pani próbuje wychowywać swoją córkę inaczej, niż sama była wychowywana?

Jeśli wziąć pod uwagę kontekst emancypacyjny, to na pewno. Staram się być na te kwestie wyczulona. Aczkolwiek moja mama nie była typową matką-Polką, nazwałabym ją raczej osobą wolną i otwartą. Nigdy nie miałam poczucia, żeby na siłę próbowała mnie wtłoczyć w jakieś role. Nie, moja mama zdecydowanie taka nie była. Wręcz przeciwnie, to ona wyzwoliła we mnie pragnienie wolności. Pewnie gdyby była bardziej konserwatywna, trudniej byłoby mi się wyswobodzić i zacząć żyć po swojemu.

Pozostańmy w kontekście ról społecznych. Na festiwalu w Cannes brała pani udział w proteście przeciwko ograniczonej obecności kobiet w środowisku filmowym. A jak to jest w Polsce?

I u nas proporcje zaczynają zmieniać się na korzyść, głównie za sprawą samych kobiet, które nieustanie walczą o to, by respektować ich prawa. Jeśli jednak spojrzymy na program ostatniego festiwalu w Gdyni, będzie łatwo zauważyć, że wiele filmów, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się w konkursie głównym, trafiło do pobocznej sekcji „Inne spojrzenie”…

Tylko dlatego, że stały za nimi kobiety?

Tak, oraz z powodu ich kobiecej tematyki, żeńskich bohaterek itp.

W środowiskach artystycznych wciąż pokutuje przekonanie, że kobiecy znaczy gorszy, mniej poważny, dotyczący emocji, a nie kwestii doniosłych i uniwersalnych.

Z drugiej strony kobiety-reżyserki coraz częściej udowadniają, że mogą robić „męskie” kino, wybierając gatunki sensacyjne, historyczne czy polityczne. Za reżyserię 1983, pierwszego polskiego serialu dla Netflixa, odpowiadają same kobiety.

Rzeczywiście, tak się złożyło, że nad serialem pracowały tylko reżyserki. Z jednej strony to raczej zbieg okoliczności niż świadoma strategia Netflixa. Z drugiej, nie zapominajmy, że osobą, która firmuje ten projekt, jest Agnieszka Holland. To wielkie nazwisko światowego kina, ona nie musi już niczego udowadniać.

„Fuga” również rodziła się w ramach kobiecej współpracy. Jak wiele jest w tym filmie z pani, a ile z Gabrieli Muskały?

Wkład Gabrysi był ogromny, ponieważ nie tylko napisała scenariusz, powołała do życia naszą bohaterkę, ale się w nią wcieliła. Ja starałam się przełożyć jej wizję na język filmu i przy okazji zanurzyłam ją w swoim świecie. „Fugę” można więc uznać za wypadkową obu naszych wrażliwości.

Chociaż film jest dramatem psychologicznym, często meandruje w oniryczne rejony. Domyślam się, że to pani zasługa.

Owszem, w ten sposób sobie „Fugę” wyobraziłam: że będziemy dotykać pewnego realnego psychologicznego czy socjologicznego problemu, a jednocześnie wzniesiemy się na wyższy poziom. Poziom snu, metafory, przypowieści. Zależało mi na tym, żeby za pomocą języka obrazów i dźwięków oddać to, co Gabrysia zawarła w scenariuszu. Dotrzeć do pewnych wizualnych archetypów, praobrazów. Weźmy scenę, gdy Alicja przebija się przez warstwy ziemi. Z jednej strony to symbol ponownych narodzin, z drugiej – jakby ucieczka z grobu. W scenariuszu była zawarta scena rozmowy pomiędzy główną bohaterką a jej przyjaciółką Ewą, która powiedziała jej, że zrobiła ze swojego domu grobowiec. Te słowa – mocne i dobitne – ostatecznie nie trafiły do filmu, ale znalazły swoje odbicie w warstwie wizualnej.

Alicję określa też nietypowy stosunek do ciała i seksualności.

Chciałam pokazać nagość bohaterki w oderwaniu od kontekstu seksualnego, w kontrze do utrwalonej tradycji, zgodnie z którą ciało nieubrane ma zawsze charakter erotyczny. Na tym zasadza się prawie cała historia sztuki. Alicja nie pamięta lub nie chce pamiętać o społecznych konwenansach, chodzi więc rozebrana, bo tak jest jej po prostu wygodnie. A ja dzięki temu mam szansę odciąć się od utrwalonych wzorców i iść tropem chociażby Edgara Degasa, który malował ciało w sposób intymny, ale oderwany od oceny, pożądania. Żeby mogło stać się czymś więcej niż tylko erotycznym obiektem.

Swoboda, z jaką bohaterka czuje się we własnej skórze, to również przykład jej stosunku do natury: coraz bardziej oswojonej, coraz bardziej pociągającej.

Mam wrażenie, że człowiekowi, który żyje w zgodzie z naturą, w rytmie swoich pierwotnych instynktów, nie grozi odcięcie od samego siebie. Przemiana Alicji, jej emancypacja jest swoistym powrotem do natury i ucieczką od kultury, w którą była wcześniej nadmiernie uwikłana, która ją tłamsiła, ograniczała.

Ale paradoksalnie, chociaż nie rozpoznaje dawnej siebie, pamięta swój PIN do karty debetowej…

To taki znak współczesności. Tych kilka cyfr, które nas określają, a jednocześnie bywają naszą największą zmorą.

Czyli jednak triumf kultury?

Może jej mała złośliwość. Ale to natura jest górą, zwłaszcza w kontekście ostatniej sceny, której nie będę zdradzać.

Ewa Szponar

Oceń artykuł
4 komentarze
  • Avatar

    Agnieszka Smoczyńska accomplishes something comparative: her film intelligence and love for film run connected at the hip with aesthetic bravery. Her creative ability and feeling of style dominate her sporadic carelessness in the directorial craft.

  • Avatar
    mobdro Kwiecień 21, 2019

    Loves this post.

  • Avatar
    Alison Macgomery Lipiec 8, 2019

    The best champions in the world are not hyping themselves up here https://essaysprofessors.com/samples/personal-experience.html . They’re still, flowing like water, ready to respond like an echo.Genius is tapped when reaching that sustained state of energy and stillness with a fiery mind that produces output at a blistering rate.

  • Avatar
    cyberflix.apk Lipiec 16, 2019

    Thank you so much for a nice movie list. I have enjoyed it watching a lot.

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach