Home / Felietony  / Kawula: Wyobraź sobie dzień swojego pogrzebu

Kawula: Wyobraź sobie dzień swojego pogrzebu

Najmądrzejsze myśli nachodzą nas w wannie

Więdnące kwiaty

Dzień pierwszy i ostatni / fot. Elijah O'Donnell / Unsplash

W poszukiwaniu życiowej prawdy, która pojawia się niczym grom z jasnego nieba

 

Kartka z jednorożcem

Uwielbiam Mariusza Szczygła. A odkąd ma konto na Instagramie, poziom uwielbienia sięga czerwonej kreski gorąca. Niedawno zrobiłam rzecz, jak na mnie, dość odważną: napisałam do niego kartkę. Z jednorożcem na okładce. Oczywiście wyznałam mu miłość i zaprosiłam do rozmowy, do jednej z moich audycji radiowych. Poprosiłam znajomego reportera o doręczenie liściku, na co Rafał odpowiada:

– Ale wiesz, że jak się z nim spotkasz to Mariusz zapyta cię o twoją życiową prawdę? (bo wszystkich pyta, a zebrane prawdy można przeczytać w książce „Projekt prawda” lub śledzić co tydzień w Dużym Formacie).
Kartka pojechała pociągiem na festiwal reportażu Miedzianka, gdzie została przekazana, a ja zostałam z echem pytania, które odbijało się nerwowo po czaszce: 

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Oto jak w moim wieku można odkryć Amerykę! -Synu, po co ty myjesz codziennie włosy – zapytała moja mama. – Przecież je zniszczysz – wytłumaczyła swój niepokój. Cóż, kiedy wstaję z łóżka, wyglądam tak jak Chopin po koncercie czyli jak na tym zdjęciu. (Przypomniała mi się anegdota o Karelu Gotcie, który po seks randce z nową panią zostawiał ją w sypialni gościnnej, a sam szedł do swojej, żeby rano nie widziała go z nieułożoną fryzurą). Nieumycie głowy, tylko przyklepanie, przyczesanie włosów , ewentualne zmoczenie sprawiłoby, że czułbym się jak niechluj. Myję głowę codziennie od wczesnej młodości. No ale w trakcie badań nad tematem od wielu kobiet usłyszałem, że nie myją głowy codziennie, a od wielu mężczyzn, że myją codziennie. Rozumiem, że dla kobiet, które mają dużo na głowie, to męczarnia ułożenie włosów i sensownej fryzury. I teraz zastanawiam się, kto ma łatwiej: one czy my. Przypomniało mi się przy tej okazji, jak w liceum razem z moją przyjaciółką Teresą Pawłowską typowaliśmy tych, którzy kąpieli całego ciała dokonywali tylko w sobotę 🙂 Chrystepanie, czym ja się zajmuję w ten upał, żeby podtrzymać z Wami kontakt… P.S. Zdjęcie robione w kuchni, nie w łazience, a obok mnie to nie pisuar, tylko foremka na ciasto… #mycie #lato #włosy #fryzura #styl #image #stylówka #blond #mariuszszczygiel #mariuszszczygieł #higiena

Post udostępniony przez @ szczygiel_mariusz


– Kawula, jaka jest twoja życiowa prawda? No jaka?
I zaczęłam kombinować, wymyślać, przeorywać zasoby wnętrza w poszukiwaniach tejże. Niby proste pytanie, przynajmniej dla kobiety, która jest dość zadowolona z życia, kocha swoją pracę, ma dobrych ludzi dookoła.

No ale jak wyciągnąć z tego esencję i zamknąć w jednym zdaniu? Jak powiedzieć o kochaniu, docenianiu, smakowaniu, powolności, spokoju, radości, bliskości, nie przegapianiu?

Sprawa długo szurała mi w głowie i nie dawała spokoju. Chodziłam z nią na długie spacery do lasu z psem, była obecna podczas pracy, nakładała sobie sny pod powieki, zlizywała z moich ust piankę cappuccino, rozmawiała ze mną przez telefon, była obecna podczas pisania, a nawet wręczała różę obcej kobiecie z kiosku. Śmiała się z gigantycznej kolejki na ul. Starowiejskiej pod sklepem Traf, z tanią odzieżą i objadała się małymi ptysiami, którymi chciałam ją zatkać. Śmierdząca frustracją postanowiłam się wykąpać. A kiedy leżałam z zamoczoną głową i słyszałam całą orkiestrę życia wewnętrznego, przyszła Ona, moja Prawda życiowa. Ot tak, jakby od niechcenia.

Poczułam jak siada na skraju wanny. Na pianie pachnącej płynem kokosowym napisała: „Wyobraź sobie dzień swojego pogrzebu”.

Wyobraź sobie dzień swojego pogrzebu

Bum! Panie Mariuszu, mam to! „Wyobraź sobie dzień swojego pogrzebu”!
Pamiętam dzień, w którym moja Prawda przyszła do mnie po raz pierwszy. Rozpracowywałam któreś z kolei ćwiczenie z rozwoju osobistego. I zaczynało się właśnie od zdania: „Wyobraź sobie dzień swojego pogrzebu”… Wszystko postanowione, już niczego więcej w życiu nie zrobisz, nie napiszesz, nie pokochasz, nie usłyszysz, nie powiesz. Wszystko co się miało wydarzyć, zostaje tam, gdzie Ciebie już nie ma.
Obserwujesz zgromadzonych. Jest ktoś z pracy, rodzina, sąsiedzi, znajomi, z którymi dzieliłeś pasje. Rozmawiają. Wspominają. Dzielą się historiami o tobie. To, co słyszysz, układa się w opowieść o tym, jakim byłeś człowiekiem.

To było dwa lata temu, a ja doskonale pamiętam, że na moim pogrzebie zabrakło kilku osób. Czyli schrzaniłam relacje z nimi po całości. Pamiętam, że przyszli bliscy, którzy mogliby powiedzieć dużo więcej, ale nie zrobili tego, bo ich zaniedbałam.

Pamiętam, że gdybym miała wygłosić mowę pogrzebową o samej sobie, byłoby w niej dużo przeprosin i tęsknoty za byciem dobrym człowiekiem, tak po prostu.
Od tamtego dnia dużo się zmieniło. Mimo że dalej nawalam, przegapiam i zaniedbuję, ludzi na moim pogrzebie zdecydowanie by przybyło, a to, co bym usłyszała byłoby tym, co sama o sobie mogłabym powiedzieć.
Odetchnęłam z ulgą, a w nagrodę Internet zsyła wywiad z kim? No z Panem Mariuszem. W „Kultowych rozmowach” mówi tak, że moja Prawda sobie siada na miękkiej chmurce i zadowolona macha nogami. Więc w ostatnich słowach mego pisania, zostawiam cię z fragmentem jego wypowiedzi:

Każdy mój dzień jest dniem ostatnim mojego życia. Jutro mogę żyć, jutro mogę nie żyć i obu tych rzeczy się nie boję. Ponieważ uważam, że każdy dzień z mojego życia jest dniem ostatnim, chciałbym nie zostawiać bałaganu w relacjach z ludźmi. To ma też przełożenie na teksty, które piszę. Czy piszę ogromny reportaż, czy pracuję nad książką, czy jest to mały tekścik, miniaturka to nigdy nie jest tak, żebym uważał, żeby to było gorsze, napisane lewą ręką. Muszę oddać to co mam najlepszego w danej chwili tak, że jeśli umrę, będę zadowolony z tego ostatniego akcentu życia.

Agnieszka Kawula

Informacje o autorce

Agnieszka Kawula z kawą w ręce

Agnieszka Kawula / fot. archiwum prywatne

Agnieszka Kawula – pisarka, która mówi o sobie:

Inspiruję, masuję, koję – słowem, dotykiem, obrazem. Często mówię o sobie: masująca po hawajsku pisarka. Ubieram wrażliwe chwile w słowa, a z ciał zdejmuję ból.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach