Friday, November 26, 2021
Home / Klub Miasta Kobiet  / Agnieszka Czerwińska – teraz jestem szczęśliwsza

Agnieszka Czerwińska – teraz jestem szczęśliwsza

Na 3. spotkaniu Klubu Miasta Kobiet poruszyłyśmy temat odchudzania. O zmaganiach z wagą opowiadała uczestniczkom Agnieszka Czerwińska. Zobaczcie co mówiła.

"Mamy w sobie wielką siłę, żeby coś zmienić."|. fot. Andrzej Politowicz

Na 3. spotkaniu Klubu Miasta Kobiet poruszyłyśmy temat odchudzania.
O zmaganiach z wagą opowiadała uczestniczkom Agnieszka Czerwińska, autorka książki „Śmierć grubej Berty”. Opisuje w niej wygraną walkę ze śmiertelną otyłością. Agnieszka znokautowała chorobę, zrzucając aż 65 kilogramów!

"Mamy w  sobie wielką siłę, żeby coś zmienić."|. fot. Andrzej Politowicz

„Mamy w sobie wielką siłę, żeby coś zmienić.”|. fot. Andrzej Politowicz

Klamka zapadła
Decyzję o pójściu do dietetyka podjęłam w 2011 roku. Nie było to łatwe, bo najpierw musiałam przyznać się przed sobą, że moim nałogiem jest jedzenie. Z otyłymi jest jak z alkoholikami – muszą spaść na samo dno, żeby zmienić coś w życiu. U mnie dnem był fakt, że nie mogłam już chodzić. Stawy i kręgosłup mi wysiadały, miałam zadyszkę. To nie był problem nadmiaru kilku kilogramów, tylko otyłości śmiertelnej. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, nie miałam wyjścia – musiałam wybrać się do dietetyka.

Najgorsze są początki
Gdy zaczynałam się odchudzać, bardzo działały na mnie zapachy. Przechodząc koło piekarni miałam ochotę wejść i zjeść coś pysznego. Wtedy pomyślałam, że w perfumeriach są słoiczki z kawą, które mają zabijać zapachy. Od tamtej pory chodziłam z takim małym słoiczkiem i gdy zbliżałam się do kuszących miejsc, wąchałam kawę. Wyglądałam pewnie jak narkoman, ale to mi pomagało.

Jedzenie jak narkotyk
Bardzo trudne było wyeliminowanie cukrów z codziennej diety. Byłam od niego tak uzależniona, że zaczynałam dzień od cukru i kończyłam na nim o 3 w nocy. Z odstawianiem cukru jest jak z odstawieniem narkotyków albo alkoholu. Szłam ulicą i bułki do mnie przemawiały, słyszałam głosy. Najgorszy jest czas detoksu, potem jest trochę lepiej.
Każdy uzależniony od czegokolwiek ma lampkę w głowie, która przypomina, że jeśli nie będzie się kontrolować, to choroba wróci. Bardzo się tego boję, bo lata otyłości były dla mnie tramatyczne. Muszę się bardzo pilnować. Ale cięgle jestem grubasem psychicznym, mam go w głowie i tego się już nie pozbędę.

Przyznać się do nałogu
Najtrudniej przyznać się przed samą sobą i w konsekwencji przed innymi do nałogu. Miałam kilka znajomych (teraz już nie mamy kontaktu), które są otyłe i przekonują wszystkich, że są piękne, akceptują własne ciała i nie chcą niczego zmieniać. Ale ja doskonale wiem, że takie dziewczyny wracają do domu, ściągają maskę i płaczą. Ale nikomu tego nie powiedzą, bo musiałyby przyznać rację tym, którzy przekonywali je do zrzucenia kilogramów.

Odchudzaj się dla siebie
Dla swojego komfortu psychicznego wiem, że nie mogę przeholować. Nie znaczy to, że jeśli mam ochotę na wuzetkę, to jej nie zjem. Zjem, ale raz na dwa tygodnie. Trzeba słuchać własnego organizmu, bo jeśli on domaga się dnia dziecka, to zróbmy go sobie raz na jakiś czas.
U mnie bardzo dużym utrudnieniem walki z chorobą był fakt, że związałam się wtedy z mężczyzną, który był fetyszystą otyłości. Groził, że gdy schudnę, to ode mnie odejdzie. Ale odszedł i jest super.
Kobiety, które mają problem z nadwagą, często chorobliwą, wiążą się z mężczyznami tylko dlatego, że potrzebują bliskości. Bardzo się do tych mężczyzn przywiązują – z wdzięczności, że z nimi są, ale także ze strachu, że znów mogą zostać same, niechciane.

Konsekwencje cudownych środków odchudzających
Cudownych metod jest bardzo dużo, są to między innymi spalacze tłuszczu w tabletkach.
W zeszłym roku po ich zażyciu zmarła młoda dziewczyna – jej temperatura ciała wzrosła do 44 stopni, narządy się dosłownie ugotowały. Umierała w strasznej agonii przez trzy dni. Ja zażywałam te środki przez 14 dni. Trzynastego dnia kuracji zaczęły mi wypadać włosy, jak po chemii, gdy ktoś leczy się na raka. Włosy mi wychodziły garściami mdlałam, leciała mi krew z nosa, czułam się fatalnie. Nogi i ręce miałam zimne, a ciało się gotowało. Gubiłam drogę do domu. Po 14 dniach odrzuciłam te tabletki, myśląc, że wszystko wróci do normy. Niestety, aż przez pół roku dochodziłam do siebie! Nie mogłam pracować, bolała mnie głowa, byłam pewna,że mam nowotwór mózgu. Do tego doszła bardzo ciężka depresja. Pół roku miała wycięte z życiorysu. Do tej pory mam nawracające spadki żelaza, mimo że prawidłowo się odżywiam.

Silna i szczęśliwa
Teraz jestem szczęśliwsza. Często mówi się, że bycie szczęśliwym nie zależy od kilogramów. Zależy. Czuję się lżejsza, mogę wejść po schodach lub biegać, co kiedyś było niemożliwe. Mogę też robić wiele innych rzeczy, które były zakazane dla grubasa.
Żeby podjąć walkę o nowe życie, trzeba sobie najpierw ułożyć to w głowie. Głos, który powtarza nam, że czegoś nie da się zrobić, kłamie. Tak naprawdę mamy w sobie wielką siłę, żeby coś zmienić.

Paulina Padzik

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Chcę być informowany/a o odpowiedziach