Home / Felietony  / Agata Dutkowska: Za pięćdziesiąt lat

Agata Dutkowska: Za pięćdziesiąt lat

W jakim kierunku pójdzie zmiana?

A ty, jaką siebie widzisz w przyszłości? / fot. Unsplash

Za pięćdziesiąt lat, o ile los będzie dla mnie i świata łaskawy, będę w wieku mojej cioci, seniorki rodu, która pamięta czasy przedwojenne, kiedy nie zamykało się drzwi na klucz, a dzieci mogły bezpiecznie bawić się na ulicy, ale niepytane nie mogły się odzywać przy stole

A ty, jaką siebie widzisz w przyszłości? / fot. Unsplash

Były to czasy, w których słuchało się radia, nikt nie marzył o zagranicznych wojażach all-inclusive, a dzieci i ryby głosu nie miały. Ciocia raczy mnie niekiedy opowieściami o tym świecie, którego już nie ma. Pamiętając czasy odległe, całkiem dobrze porusza się po dzisiejszej rzeczywistości. Czyta gazety, ogląda wiadomości, od seriali woli koncerty muzyki klasycznej i filmy przyrodnicze. Wie, co to jest internet i ma komórkę, ale nie wie, jak działa Facebook, Uber albo Airbnb.

Jakiś czas temu znalazłam fragment artykułu z 1953 roku z czasopisma „Kobieta i życie”, który głosił, iż „bywa, że dziecko budzi się wśród nocy, bo chce usłyszeć głos matki, chce uzyskać pewność, że jest ona w pobliżu, że zjawi się na jego wołanie. Z tym zwyczajem dziecka matka powinna walczyć.” Moja ciocia oczywiście czytała „Kobietę i życie”, ponieważ w czasach stalinowskich rynek prasy nie rozpieszczał Polek i czytało się wszystko, co było dostępne. Dzisiaj cytat ów budzi powszechne oburzenie. Wiem, bo przetestowałam to, umieszczając go na Facebooku. Standardy wychowania dzieci zmieniły się przez ostatnie 50 lat drastycznie. Bardzo mnie zatem frapuje, jakie dzisiejsze zwyczaje i święte prawdy odejdą do lamusa w ciągu najbliższych 50 lat. Oczywiście nie sposób tego przewidzieć. Ale na tym polega urok takich dociekań. To trochę jak bycie rybą i pytanie o to, czym jest woda. Jesteśmy głęboko przekonani o swoich świętych prawdach, zatem ciężko nam je nawet zidentyfikować, a co dopiero zdystansować się do nich.

Gdybym jednak miała postawić pieniądze w jakimś futurologicznym konkursie na poglądy, które stracą swoją ważność do 2078 roku, obstawiałabym wszystkie wątki związane z edukacją. Podejrzewam, że klasy z ławkami ustawionymi w rzędach, w których dzieci grzecznie siedzą przez 45 minut, są oceniane, a następnie dostają zadania domowe, znikną w ciągu najbliższych 50 lat. Chociaż podejrzewam, że wiele osób podziela tę wizję i nie powiedziałam właśnie niczego zaskakującego. Zatem spróbuję poszukać czegoś mniej oczywistego. Może na przykład za 50 lat zupełnie nie do przyjęcia będzie kręcenie filmów, w których gęsto ściele się trup? Bo uznamy, że te setki tysięcy fikcyjnych bohaterów, ginących co roku we wszystkich światowych produkcjach filmowych, ginie niepotrzebnie, wspierając wizję świata, w której strzelanie i zabijanie, mimo iż oficjalnie zakazane i karane, jest na tyle atrakcyjnym działaniem, że musi się pojawiać w co drugim filmie. I na przykład uznamy, że pozwalanie dzieciom na oglądanie scen zabijania przy jednoczesnym zabranianiu oglądania scen z nagością to absurd i pomieszanie z poplątaniem.

Taki James Bond, wzór męskości i klasy, zabił we wszystkich filmach cyklu – bagatela – 362 osoby. Niejeden seryjny morderca mógłby mu pozazdrościć. Obrońcy status quo oczywiście zawołają, że liczy się kontekst i że te 362 osoby były złe. Natomiast odpowiedź dzieci jutra mogłaby brzmieć: tak, ale czujemy zmęczenie opowiadaniem sobie historii, w których giną źli ludzie. Znudziło nas to. Jak to brzmi? Niedorzecznie? Dziwnie? To samo powiedzieliby nasi przodkowie w 1953 roku, słuchając naszych poglądów na to, co jest zdrowe i właściwe. Ostatnie zdanie należy oczywiście do naszych nienarodzonych prawnuków. My możemy sobie gdybać, ale ostatecznie, jak niegdysiejsze dzieci oraz ryby, głosu nie mamy.

Oceń artykuł
1KOMENTARZ

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach