Home / Felietony  / Agata Dutkowska  / Agata Dutkowska: Tydzień nicnierobienia

Agata Dutkowska: Tydzień nicnierobienia

Dlaczego te wizje są aż tak kosmicznie nierealne?

Cisza konfrontuje nas z tym, co nie uleczone, głodne, bolesne. Dlatego dla wielu osób idealny odpoczynek to zmiana bodźców, a nie ich wygaszenie / fot. Jordan Whitt/Unsplash

Jakiś czas temu natknęłam się na inicjatywę, która w swoim zamyśle chciała być globalna i wiralowa, ale na razie nie udało się jej zatoczyć szerszych kręgów. Nazywa się „7 days of rest” i chodzi w niej o to, aby ludzie na całym świecie poświęcili pierwsze siedem dni 2018 roku na głęboki i radykalny odpoczynek. Kiedy piszę te słowa, filmik promocyjny zobaczyło 20 tysięcy ludzi, ale jedynie 418 zadeklarowało na Facebooku, że weźmie udział

Cisza konfrontuje nas z tym, co nieuleczone, głodne, bolesne. Dlatego dla wielu osób idealny odpoczynek to zmiana bodźców, a nie ich wygaszenie / fot. Jordan Whitt/Unsplash


To kropla w morzu w porównaniu z 101 tysiącami użytkowników, którzy wezmą udział w warsztatach „Jak udawać normalnego człowieka”, 76 tysiącami, które odnotowały, że wybierają się na warsztat „Jak zrobić z igły widły, warsztaty szukania dziury w całym”, albo z liczbą internautów, którzy wezmą udział w „Sylwestrze z Andrzejem Dudą w Pałacu Prezydenckim”. Tych trudno zliczyć, bo na Facebooku jest kilka konkurencyjnych wydarzeń.

Ja odpuszczę sobie szukanie dziury w całym. Inicjatywa jest przednia. Jako jednostka wybitnie przemęczona jesienią, wydarzeniami w kraju i świecie, chorobami członków rodziny, liczbą zadań do wykonania i szuflad do posprzątania, łaknę odpoczynku jak kania dżdżu. Nie wiem, jak się miewa tak zwany normalny człowiek. Ale przypuszczam, że może być równie przemęczony, jak ja.

Inicjatorzy akcji proponują, aby siedem pierwszych dni 2018 roku spędzić w ciszy, odłączeniu od mass i social mediów, możliwie na łonie natury, pisząc, medytując, detoksykując się, spacerując i oddychając głęboko. Jest coś niezwykle elektryzującego w wizji, w której ów pomysł zyskuje powszechne poparcie i staje się oficjalnym, ogólnoświatowym wydarzeniem. Parlament Europejski przyjmuje rezolucje dotyczące poprawy systemów bezpieczeństwa na drogach, zajmuje się składem kebabów oraz redukcją emisji gazów cieplarnianych, co zatem stoi na przeszkodzie, aby w kolejnej rezolucji przyjął ideę siedmiu dni kolektywnego odpoczynku? Wyobraźmy sobie nasz rząd, udający się na odosobnienie medytacyjne. Do klasztoru, bo przecież w Polsce jest sporo klasztorów oferujących świeckim praktyki kontemplacyjne. Wyobraźmy sobie specjalną ramówkę telewizyjną, w której przez siedem dni lecą tylko filmy przyrodnicze z narracją Krystyny Czubówny i koncerty perskich kołysanek. Zero strzelania, zero reklam. Wyobraźmy sobie miasta wymyślające najbardziej relaksujące i kojące propozycje dla swoich mieszkańców. Wyobraźmy sobie, że dzieje się to na całym świecie. W Słupsku i Nowym Jorku, w Wałbrzychu i w Montevideo.

Dlaczego te wizje są aż tak kosmicznie nierealne? Co sprawia, że pęd i napięcie przyjmujemy za konieczność? Dlaczego dajemy sobie tak mało prawa do nicnierobienia? Delektowania się spokojem i ciszą? Mam pewną niepokojącą hipotezę. Być może dzieje się tak dlatego, że w ciszy dochodzą do głosu wszystkie demony i wewnętrzne hałasy. To doświadczenie najczęściej jest nieznośne i aż prosi się o to, żeby je zagłuszyć. Cisza konfrontuje nas z tym, co nieuleczone, głodne, bolesne. Dlatego dla wielu osób idealny odpoczynek to zmiana bodźców, a nie ich wygaszenie. Zamiast monitora z tabelkami z pracy – Netflix. Zamiast biegania po supermarkecie – otwarty bar all inclusive.

W ciszy wypływa na wierzch głębsza sprawa i orientujemy się na przykład, że jesteśmy głęboko nieszczęśliwi w swoim małżeństwie, w swojej pracy. Albo, że jesteśmy wciąż źli na swojego ojca, mimo iż minęło już 20 lat, od kiedy go ostatni raz widzieliśmy. Historie można by mnożyć. Dlatego niewinna propozycja siedmiodniowego wyciszenia jest moim zdaniem propozycją dla odważnych. Jeżeli ktoś szuka czegoś, co jest mniejszym wyzwaniem, to polecam warsztat „Jak nie być idealnym”, organizowany przez Smutnych Trenerów Rozwoju Osobistego, na który zapisało się 19 381 osób.

Agata Dutkowska

Artystka, socjolożka, trenerka, przez kobiety nazywana matką założycielką, bo założyła Latającą Szkołę, która pomaga kobietom zarabiać na tym, co kochają.

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach