Home / Rozwój  / Psychologia  / A co to miłość?

A co to miłość?

O komunikacji w związku, pielęgnowaniu miłości i randce z własnym mężem rozmawiamy z psychoterapeutką Anną Dodziuk

Komunikacja interpesonalna

Komunikacja interpesonalna

O komunikacji w związku, pielęgnowaniu miłości i randce z własnym mężem rozmawiamy z psychoterapeutką Anną Dodziuk

Dlaczego należy pracować nad związkiem? Nie wystarczy miłość?

Miłość jest często uważana za jakąś cudowną, ślepą siłę, która spada na nas jak burza, a potem ma radośnie i bez wysiłku trwać przez całe życie. Niestety, tak się nie dzieje; faza zakochania w końcu musi minąć, a wtedy nie wystarczą już same – jak mawiał satyryk Janusz Szpotański – „górne dmuchy”. Dobry związek buduje się z wysiłkiem, świadomie. Trzeba o niego dbać albo, jak dawniej mówiono, pielęgnować miłość.

Czy umiemy ze sobą rozmawiać

Czy potrafimy siebie rozumieć?

No właśnie. Jeżeli chcemy wyhodować piękne kwiaty czy owoce, musimy je podlewać i nawozić. Nawet do przyrządzenia przyzwoitej pieczeni wołowej używamy rozumu i doświadczenia, korzystamy też z porad innych. Rozumiemy, że na mnóstwo rozmaitych rzeczy w życiu potrzebny jest czas i wysiłek, żeby mogły się udać. Tymczasem rzecz tak ważną jak dobra miłość zostawiamy własnemu biegowi.

Czasem po prostu trudno się z partnerem skutecznie porozumieć.

Mnie uczono takiej reguły: nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Ale warto się postarać, bo sensowne porozumiewanie się, dobra komunikacja to podstawa udanego związku. Wiele par poprzestaje na wymianie informacji o codziennym funkcjonowaniu rodziny (niektórzy nazywają je rozmowami „służbowymi”) i nie dotyka tego, co się między nimi dzieje, co jest trudne, co przeżywają. Ich prawda wewnętrzna, to, „co im w duszy gra”, raczej się nie ujawnia. Tymczasem jeśli miłość ma być pielęgnowana, trzeba rozmawiać o tym, co się dzieje w związku, co się podoba, a co chcielibyśmy zmienić. Przykład? Może ona usycha z tęsknoty, żeby usłyszeć, że jest dla niego ważna, że mu się podoba, że ma ładne ciało… A on też czasem chciałby się dowiedzieć, że dla własnej żony jest atrakcyjny i męski, że ona go potrzebuje.

A jeśli coś się nie podoba?

Też trzeba to drugiej stronie powiedzieć. Nie mówimy najczęściej dlatego, że nie chcemy robić przykrości, a przecież rozgoryczenie i niezadowolenie narasta i nieraz pod wpływem błahego bodźca potrafi wybuchnąć z dużą siłą. Wydaje się, że to brzęk komara, i nagle… pada strzał ze słownej armaty. Paradoksalnie porozumiewanie się na temat tego, co nam w związku nie odpowiada, też jest sposobem na pielęgnowanie miłości. Generalnie „rozmowy o nas” tworzą atmosferę intymności i wtedy nawet w pokoju pełnym ludzi wystarczy partnerom jakieś słowo-klucz, jakaś aluzja, żeby poczuć bliskość. Poza tym jeżeli znamy świat przeżyć drugiej strony, w trudnych momentach możemy wiele dla niej zrobić bez zbędnych pytań i bez obawy, że ją urazimy. W taki sposób można najbliższej osobie dawać wsparcie.

 

Wsparcie? Jeśli np. jego wyrzucą z pracy, usłyszy od niej: „Co za nieudacznik, nawet pracy nie potrafisz utrzymać”, i dalej jak w piosence grupy happysad: „gdy jedno płacze, a drugie po nim skacze…”.

Niestety. A potem te same osoby dziwią się, że im nie wychodzi romantyczna miłość! Partnera trzeba wspierać, bo to inwestycja w dobre relacje – ale też w interesie dobrze pojętego egoizmu. Jeżeli będzie bardziej pewny siebie, pogodny i zrelaksowany, to szybciej upora się z kłopotami i np. znajdzie nową pracę, bo znajdzie w sobie więcej energii do szukania i lepiej zaprezentuje się pracodawcy.

Wracając do porozumiewania się - rozmawiajmy

Wracając do porozumiewania się – rozmawiajmy

Babcia radziła, żeby co wieczór przez 20 minut rozmawiać z mężem.

To bardzo dobra zasada, warto uczynić z tego stały rytuał. W terapii często dajemy parom tego rodzaju zadanie. Żyjemy w świecie, w którym ciągle albo dramatycznie brakuje nam czasu, albo nam się tak zdaje. Chodzi o to, żeby swój rozkład dnia tak rozepchnąć, aby znaleźć czas dla siebie nawzajem. Codziennie 20 minut to niemało, pod warunkiem że będzie to rozmowa z udziałem obojga. A oprócz tego od czasu do czasu przyda się jakaś randka…

Randka z mężem? To najczęściej co sobotę w supermarkecie.

O nie, chodzi o prawdziwe wagary, ucieczkę od codzienności i rutyny. Warto je organizować nawet wtedy, kiedy dzieci są jeszcze małe i trzeba załatwić kogoś do opieki nad nimi. Sprawdzają się najbardziej banalne przepisy na miłosne spotkanie: romantyczna kolacja, seks bez napięcia. Weekend w Paryżu to świetny pomysł, ale można się też zaszyć w Zalesiu Górnym i tam snuć romans.

Warto założyć niebieską sukienkę z pierwszego spotkania? Ponoć lwia część mężczyzn pamięta nas w takiej sukience z pierwszej randki nawet wtedy, gdy spotkaliśmy się na nartach.

Może i warto. Ale ważniejsze od wyglądu jest to, co do siebie mówimy, czyli…

„Kocham cię”?

Warto założyć niebieską sukienkę z pierwszego spotkania? Ponoć lwia część mężczyzn pamięta nas w takiej sukience z pierwszej randki

Warto założyć niebieską sukienkę z pierwszego spotkania? Ponoć lwia część mężczyzn pamięta nas w takiej sukience z pierwszej randki

To naprawdę magiczne słowo. A w ogóle bardzo dobrze służy pielęgnowaniu miłości mówienie sobie nawzajem dobrych rzeczy od święta i na co dzień. Nawet jeśli nie wszystko układa się tak, jak każde z was sobie wymarzyło, to skoro od siebie nie odchodzicie, widocznie dostatecznie dużo was ze sobą łączy i warto się skupić na tym dobrym.

Czy mężczyzna także może się zmienić na lepsze od tych komplementów?

Wciąż to oczekiwanie na zmianę! Proszę sobie wyobrazić, jak wyglądałoby przerabianie żółwia na jaskółkę albo chociażby kota na psa? Ludzi, kiedy się pobierają, można z ich przeszłością porównać do zwierząt różnych gatunków. Człowiek, jeśli sam chce, a drugiemu bardzo na tym zależy, może się zmienić troszeczkę, w jakimś ułamku. Kończy się „zespół ostrego zakochania”, jak nazywa ten romantyczny stan Wiesław Sokolik, i już wiemy, że nie mamy bynajmniej do czynienia z ideałem. Wtedy realistycznie myślący partner powinien się zastanowić, jak żyć z prawdziwą, a nie wymyśloną żoną, z prawdziwym mężem.

Ale jak pogodzić pedanta z bałaganiarzem, jeśli żadne z nich się nie zmieni?

Odpowiedź będzie praktyczna i prosta, chociaż niełatwa w realizacji. Jeśli np. mąż jest bałaganiarzem, można się umówić, że wyznaczą dla niego teren – np. jego pokój, pracownię – a na wspólnym terenie żona może co najwyżej wrzucić do prania znalezione „po drodze” brudne rzeczy męża. Poza wyznaczonym terenem muszą obowiązywać reguły zachowania porządku.

A jeśli to się przeniesie na podział obowiązków i on będzie „sprzątał” swój pokój, a ona resztę?

Nie chodzi o mierzenie suwmiarką, kto ile czego robi w domu. Trzeba na tę sprawę spojrzeć szerzej: może w jakiejś innej dziedzinie dobrze mu idzie i lubi to robić, np. załatwia wszystkie sprawy urzędowe, pilnuje opłat, ma inicjatywę w organizowaniu rodzinnych wypadów. Albo jest ciepły, dobry, uważny, jest czułym ojcem, a tylko z prac domowych wywiązuje się marnie. Ale dlaczego, kiedy mówiła pani „sprzątał swój pokój”, zabrzmiało to ironicznie?

Bo i tak trzeba będzie po nim poprawiać.

A jeśli to się przeniesie na podział obowiązków i on będzie „sprzątał” swój pokój, a ona resztę?

A jeśli to się przeniesie na podział obowiązków i on będzie „sprzątał” swój pokój, a ona resztę?

Mężczyzna, jako „nieporadny”, jest często przez żonę odsuwany od obowiązków, bo ona lubi się czuć niezastąpiona. W procesie wychowania została zaprogramowana tak, żeby być wiecznie czynnym robotem, podczas gdy mężczyzna był wychowywany przez „wyrozumiałe” kobiety i nauczył się, że nic nie musi… Tak więc nie miał okazji, żeby nabrać doświadczenia w pracach domowych.

… i czyta gazetę w wygodnej szufladce „faceta, który nie potrafi zmywać”. A w niej rośnie gorycz i wkrótce ze zjadliwą niechęcią powie o mężu „on”.

Ta niechęć i negatywne myślenie o partnerze to głębsza sprawa. Wcale nie tak często ludzie pobierają się po to, żeby być razem i realizować wspólne cele. Raczej spodziewają się, że w związku będą realizować swoje własne potrzeby, a partner ma być „lekiem na całe zło”. I jeśli to nie wyjdzie, czują się zawiedzeni i zranieni. Innym źródłem rozgoryczenia jest fakt, że przy tak częstym kontakcie trudno czasem nie urazić partnera, trudno niechcący lub przypadkiem nie nadepnąć mu na odcisk. A wtedy odzywają się obciążenia z przeszłości.

Zbyt surowi rodzice?

Albo obojętni, albo nieprzewidywalni, albo okrutni. I wykorzystujący swoją przewagę. Rymowanka „Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie” była dewizą powtarzaną w wielu domach. Dzieci miały realizować oczekiwania dorosłych oraz im nie przeszkadzać.

Co się wtedy dzieje?

Łatwo uruchamiają się emocje z dzieciństwa i partner, który doznał urazu, przestaje odbierać to, co się dzieje „na bieżąco”, i zaczyna reagować pod wpływem tych dziecięcych urazów. To tak, jak z wrzodem: nawet lekko dotknięty odzywa się przejmującym bólem. W takiej, pełnej cierpienia sytuacji, gdy tylko coś zaczyna iskrzyć, często przyjmujemy, że druga osoba zraniła nas celowo. W ogóle kiedy czujemy ból, rodzi się w nas skłonność do obwiniania. Jednak można temu przeciwdziałać.

Wracając do porozumiewania się?

I podejmując wysiłek zrozumienia, jaki bagaż bolesnych doświadczeń ciągnie za sobą moja druga połowa. Częścią terapii par jest wzajemne opowiadanie sobie o tym, jak żyło się u nich w domu, gdy byli mali. Ważne też, żeby raz na jakiś czas powracać do tej opowieści. Odsłaniają się wtedy między ludźmi zupełnie nowe obszary zrozumienia i bliskości. No i argument „Ty mi to robisz specjalnie” już nie działa z taką mocą.

Komunikacja interpesonalna

Komunikacja interpesonalna

Czy w tym wszystkim miłość jest naprawdę konieczna?

Być może nie. Ludzie w każdej relacji potrzebują przede wszystkim zrozumienia i szacunku. Kluczowe jest to, czy tę drugą osobę szanuję, lubię i czy mam do niej zaufanie. Z tego składa się bliskość, a na gruncie bliskości miłość rośnie sama. Oczywiście związek kobiety i mężczyzny potrzebuje jeszcze jakiejś formy seksualnej fascynacji. A w ogóle to nie jestem pewna, czym tak naprawdę jest miłość.

 

Rozmawiała Ewelina Pietryga
Ilustracje: Asja Michnicka  / praniegotowanie.blox.pl

 

Anna Dodziuk, psychoterapeutka w Pracowni Psychoterapii i Psychoedukacji Prometea, prowadzi grupy poświęcone poczuciu własnej wartości, porozumieniu w związkach, życiu po rozwodzie, przeżywaniu żałoby. Jest autorką kilkunastu książek, m.in. Pokochać siebie i Wstyd, oraz licznych artykułów na te i podobne tematy

 

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach