57. spotkanie Klubu Miasta Kobiet: Filip Cembala
„Weź się w ramiona” okazało się więc czymś więcej niż chwytliwym hasłem 57. KMK
Filip Cembala podczas 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska
Są wieczory, po których wychodzi się z głową pełną nowych planów. I są takie, po których bardziej niż kolejnej listy „do zrobienia” potrzebujemy zgody, żeby przez chwilę niczego już w sobie nie poprawiać. Gościem Specjalnym 57. spotkania Klubu Miasta, który odbył się 18 września 2026 r. był Filip Cembala. I jego słowa i międzysłowia, które uczestniczkom wydarzenia przynosiły ulgę, dawały nadzieję, wywoływały śmiech, a potem łzy poruszenia. Część warsztatową poprowadziła Joanna Brzozowska-Wabik. Spotkanie odbyło się w pełnej sali, a uściskom nie było końca
Filip Cembala: Troszkę zamiast wszystkiego
– Filip miał być dodatkiem do wieczoru. Proporcje szybko się odwróciły – rozmowa porwała mnie bez reszty – mówiła Ilona Kazubek.
– Filip fascynuje mnie głębią, wrażliwością i mistrzowskim słowotwórstwem. To spotkanie tylko utwierdziło mnie w tym zachwycie – przyznała Aldona Stach.
–Nie znałam dobrze Filipa, a miałam wrażenie, że zna kawałek mojej historii. Każde zdanie trafiało zaskakująco blisko – dodała Kinga Stach.
Tak 57. spotkanie Klubu Miasta Kobiet relacjonowały na gorąco i kilka dni po uczestniczki imprezy.

Uczestniczki 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska
Aktor, wokalista, autor i twórca lowizmu. Filip Cembala przedstawia się jeszcze inaczej: „poszukiwacz ulgi”. I właściwie to określenie najlepiej ustawiło rozmowę, którą podczas 57. spotkania Klubu Miasta Kobiet poprowadziła Aneta Pondo.
Pretekstem były „TROSZKI, czyli kroplówka z nadziei”, ale plan wywiadu szybko przegrał z temperamentem gościa. Cembala uprzedził zresztą, że wystarczy zadać mu pierwsze pytanie, a kolejne prawdopodobnie zada sobie sam.
Dygresji było więc sporo, za to gotowych recept, prawie żadnych. Zapytany, co wydarzyło się w ciągu dwóch lat dzielących „Lowizm” od nowej książki, Cembala odpowiedział:
– Tak mówiąc bardzo skrótowo (…) zawalił mi się świat.
„TROSZKI” nie powstały więc z pozycji człowieka, który już wszystko przepracował i teraz może objaśniać życie innym. Powstały – jak mówił – z „ławki rezerwowych”, w czasie odbudowywania własnych zasobów.
Sam tytuł narodził się zaskakująco prozaicznie, bo od kanapki. Cembala przypomniał sobie te robione do szkoły przez mamę: troszkę sera, troszkę warzyw, troszkę tego i tamtego. Poszczególnych składników niewiele, a jednak razem tworzyły całkiem bogatą całość. Podobną zasadę zaczął dostrzegać we własnym życiu.
– Zaczynają wystarczać mi troszki
– mówił. Troszkę lżej niż wczoraj, troszkę łatwiej w relacjach, troszkę mniej tęsknoty. To świadome zejście z poziomu „więcej, mocniej, lepiej” jest również polemiką z językiem pop-psychologii. Cembala otwarcie przyznał, że nie znosi hasła o stawaniu się „najlepszą wersją siebie”. Zamiast kolejnego projektu pod tytułem „ja 2.0” proponuje coś znacznie mniej widowiskowego: „pochwałę tego, że średnio, że dostatecznie jest okej”.

Filip Cembala podczas 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska
Można mieć role, projekty, uznanie i kolejne zawodowe osiągnięcia, a mimo to każde z nich traktować jedynie jak przystanek przed następnym celem.
Filip Cembala przywołał rozmowę z terapeutką, która po jednym z jego sukcesów, zamiast pozwolić mu natychmiast przejść do listy kolejnych braków, zasugerowała, by na moment się zatrzymał i „zjadł kawałek tego tortu”. Czyli po prostu zauważył, że coś się udało.
To jedna z tych metafor, które zostają w głowie dłużej niż rozbudowane teorie o dobrostanie. Bo można przecież piec własny tort latami, dekorować go kolejnymi sukcesami – i wciąż nie pozwalać sobie go spróbować.
Równie obrazowa była opowieść o „człowieku-durszlaku”. Gość Klubu Miasta Kobiet mówił o próbach zapełniania wewnętrznych braków tym, co przychodzi z zewnątrz: rolami, uznaniem, pieniędzmi, komplementami, lajkami. Problem w tym, że przez durszlak wszystko prędzej czy później przecieka.
Dziś interesuje go więc nie tyle znalezienie kolejnego sposobu na zatkanie dziur, ile pytanie, czy rzeczywiście wszystkie trzeba zatykać. W podobny sposób mówił o relacjach i potrzebie bycia lubianym – o dawnym „staniu na palcach”, rozdawaniu siebie i zasługiwaniu na akceptację. Z czasem lista ludzi, których opinia naprawdę ma znaczenie, stała się krótsza.

Filip Cembala podczas 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska
Posłuchaj całej rozmowy
Joanna Brzozowska-Wabik: Co zostaje, kiedy odkleimy etykietkę?

Joanna Brzozowska-Wabik / fot. M. Rej-Brodowska
Po rozmowie, która rozbrajała potrzebę ciągłego naprawiania siebie, warsztat Joanny Brzozowskiej-Wabik, certyfikowanej trenerki Mocnych Stron Instytutu Gallupa, projektantki kariery, doradczyni zawodowej i twórczyni marki love2learn, był naturalnym rozwinięciem hasła „Weź się w ramiona”.
Tym razem do odklejania były etykietki, które nosimy na sobie czasem przez pół życia. Te nadane przez innych i te, które z czasem zaczynamy powtarzać sobie same: „mam słomiany zapał“, „jestem za bardzo”, „jestem za mało”, „nie jestem kreatywna”, „nie umiem…”, „zawsze taka byłam”.
Joanna Brzozowska-Wabik zaprosiła Klubowiczki do zmiany perspektywy: zamiast koncentrować się na brakach – poszukać talentów, mocnych stron i zasobów ukrytych pod etykietami.
– Przekonania z dzieciństwa wpływają na imperatyw wewnętrzny
– mówiła.
To podejście dobrze współgrało z całym wieczorem. Nie chodziło o stworzenie kolejnej, banalnie brzmiącej „ulepszonej wersji siebie”, ale o uważniejsze i serdeczne zobaczenie tej, która już jest.
57. spotkanie Klubu Miasta Kobiet

Krzysztof Reinhard podczas 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska
Między rozmową z Filipem Cembalą a warsztatową pracą na miastoklubowej scenie pojawił się Krzysztof Reinhard, założyciel i CEO WellClinic, z wystąpieniem poświęconym „Mental Winning”. Jego perspektywa była bardziej zadaniowa, biznesowa i sportowa, ale punkt styku z wcześniejszą rozmową okazał się wyraźny: sposób, w jaki do siebie mówimy, wpływa na sposób, w jaki działamy.
Mistrz Polski w kulturystyce zachęcał do uważności na język – między innymi na słowa „ja”, „ale” i „nie” – oraz do zamiany „problemu” na „wyzwanie”. Mówił też o sztuce zadawania sobie innych pytań: nie tylko „po co mi to?”, ale „czego mogę się z tego nauczyć?” czy „co użytecznego mogę dzięki temu wnieść?”.
W jego pięciu „W” znalazły się wiedza, wartości, wdrażanie, wygrywanie i wdzięczność. Ta ostatnia wybrzmiała szczególnie mocno jako przypomnienie, by nawet w biznesie nie zgubić pierwotnego sensu tego, co się robi.

Organizatorki 57. KMK ubrała Agata Piotrowska – doradca wizerunku Patrizia Aryton (ul. Szpitalna 34) w Krakowie / fot. M. Rej-Brodowska
Uczestniczki 57. spotkania Klubu Miasta Kobiet miały również okazję przekonać się, kto stał za skompletowaniem stylizacji organizatorek wydarzenia. Agata Piotrowska, doradca wizerunku Patrizia Aryton przy ul. Szpitalnej 34, zaprosiła klubowiczki do świata jesienno-zimowej kolekcji. Na jej stoisku można było zrobić to, czego nie zastąpi żaden ekran telefonu: dotknąć tkanin, przyjrzeć się krojom, przymierzyć ubrania i sprawdzić, jak zachowują się na prawdziwej sylwetce. Było też miejsce na modowe przełamanie sezonowych przyzwyczajeń – choć lato powoli ustępuje jesieni, len wcale nie musi znikać wraz z ostatnim ciepłym dniem.
I być może właśnie moda tego wieczoru najlepiej przypominała, że etykietki naprawdę warto czasem odklejać. Także te mówiące, co „wypada”, co „pasuje do wieku” i czego „już się nie nosi”.

WellClinic na 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska

Uczestniczki 57. KMK przy stoisku WellClinic / fot. M. Rej-Brodowska
W przerwie restauracja Vanilla Sky zmieniła się w przestrzeń spotkań, rozmów i odkrywania marek związanych z Klubem Miasta Kobiet. Przy stoisku ekspertów od długowieczności WellClinic można było porozmawiać o zdrowiu, urodzie i dobrym samopoczuciu, a oferta partnerów tworzyła tego wieczoru cały lifestylowy entourage: od pielęgnacji i kosmetyków po herbatę, modę i hospitality.
Partnerami 57. spotkania KMK byli: WellClinic, Yasumi Kraków Cechowa, Agata Piotrowska – doradca wizerunku Patrizia Aryton, Skin Vibe, Chantarelle, Sylveco, Body Boom, Teekanne, Vianek, Bandi, restauracja Vanilla Sky oraz Art Hotel Niebieski. Dziękujemy.

Filip Cembala podczas 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska

Klubowiczki 57. KMK / fot. M. Rej-Brodowska
Był też czas na przedpremierowe spotkanie z książką Filipa Cembali i autograf, klubowe prezenty, a później – kolację i rozmowy, dla których przecież również przychodzi się na spotkania KMK.
– To był piękny, kobiecy wieczór. Rozmowy, inspiracje, dużo dobrej energii i spotkanie z kobietami, które każda na swój sposób przyszła tam po coś dla siebie
– podsumowała Ilona Skwarek-Rosiak.
Dziękujemy wam, że po raz 57. stworzyłyście niezapomniane wydarzenie. Do zobaczenia wkrótce!

