Home / Ludzie  / Kre-aktywne  / 1% i uśmiech pozwalają walczyć z rakiem

1% i uśmiech pozwalają walczyć z rakiem

Zastanawiasz się co zrobić ze swoim 1%? Przekaż go Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”.

fot. materiały prasowe

Pomoc dzieciom chorym na raka to nie tylko zakup drogich leków czy opłacenie rehabilitacji. Dla maluchów, które miesiącami walczą o swoje życie, czasem równie ważne, jak pomoc w leczeniu, jest dobre słowo i chwila, w której mogą się oderwać myślami od szpitalnej rzeczywistości. A w tym może pomóc każdy!

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” szuka wszelkich sposobów na to, by pomagać dzieciom walczącym z rakiem. Kupuje drogie, nierefundowane leki, wysyła maluchy na leczenie za granicą i na kosztowną rehabilitację, która pozwala dzieciom odzyskać kondycję po walce z chorobą. Ale Fundacja robi też wszystko, żeby głośno mówić o potrzebach tych małych-wielkich wojowników.

Cały Wrocław maszeruje dla dzieci

Z myślą o dzieciach chorych na raka, Fundacja każdego roku organizuje we Wrocławiu Korowody Nadziei. To wielka parada, w której uczestniczy nawet kilka tysięcy osób. W wielkim marszu bierze udział sekcja konna straży miejskiej i liczne grupy taneczne i wokalne z całego Dolnego Śląska. Korowód Nadziei jest nie tylko plenerową imprezą charytatywną, ale też wielkim świętem dla podopiecznych Fundacji, którzy biorą w nim udział. Wspólny marsz ulicami Wrocławia jest pięknym wyrazem solidarności z dziećmi, które dzielnie walczą o swoje zdrowie i życie.

Te barwne i wesołe pochody, które organizujemy na początku września pozwalają zwrócić uwagę na trudną sytuację dzieci walczących z rakiem, które ze względu na leczenie nie mogą wraz z rówieśnikami rozpocząć roku szkolnego – tłumaczy Agnieszka Aleksandrowicz, prezes Fundacji. – Dzięki takim wydarzeniom możemy mówić o ich potrzebach i zachęcać do ich wspierania – dodaje.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

W ubiegłym roku w Korowodzie Nadziei wzięła tez udział Martyna Wojciechowska ze swoją córeczką. Podróżniczka od wielu lat jest ambasadorką fundacji i wspiera wszystkie jej działania.

Czapki mówią więcej niż tysiąc słów

Fundacja szuka wszelkich sposobów, żeby mówić głośno o potrzebach dzieci walczących z rakiem. To z myślą o swoich podopiecznych wymyśliła akcję „Cześć jak czapka”, dzięki której mogła nie tylko zebrać pieniądze dla dzieci. „Zaczapkowany portal” miał przede wszystkim zachęcić wszystkich do okazania solidarności z maluchami, które toczą najcięższą walkę w swoim życiu. Idea była taka – każdy kto chciał pokazać maluchom, że im kibicuje, wrzucał na specjalną stronę swoje zdjęcie w czapce i wpłacał dowolny datek. Udało się, a zasięg akcji zaskoczył nawet Fundację! Do grona zaczapkowanych w ciągu dwóch miesięcy dołączyło ponad 1400 osób. Razem na rzecz dzieci chorych na raka przekazali aż 35 tysięcy złotych. Bez większej przesady można powiedzieć, że akcja pokazała, że Przyjaciół, którzy zechcieli wesprzeć dzieci chore na raka, Fundacja ma na całym świecie. Darczyńcy wysyłali bowiem swoje zdjęcia nie tylko z Polski, ale też z Anglii, Holandii, Niemiec, Szwecji, Szwajcarii, ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii!

Radość dzięki 1%

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” jest takim miejscem dobrych myśli i uczuć. Miejscem, gdzie dobre rzeczy po prostu się robi. Ale to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc setek tysięcy ludzi, którzy przekazują Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” swój 1% podatku. Sprawa jest niezwykle prosta, bo wystarczy w deklaracji podatkowej wpisać KRS 86 210, a program, który w tym pomoże można znaleźć na stronie: http://1procent.naratunek.org/program-pit/. Dzięki temu można uratować czyjeś życie, całkowicie je zmienić lub wesprzeć w najcięższych chwilach. A o tym, że warto najlepiej świadczą historie maluchów, którym udało się wygrać z tak groźnym przeciwnikiem, jakim jest rak.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Niedawno w odwiedziny przyszła do nas piękna dziewczyna z burzą loków na głowie. To Antosia. Pamiętam ją z czasu po przeszczepie szpiku. Wycieńczoną i słabiutką. Miała wtedy chustkę na głowie i bardzo smutne oczy. Teraz właściwie rozpoznałam ją po dziadku, który wszedł do mojego gabinetu nieco później. W takich chwilach wiem, że pomaganie to największa sprawa na świecie – wspomina Agnieszka Aleksandrowicz.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Oceń artykuł
BRAK KOMENTARZY

SKOMENTUJ, NIE HEJTUJ

Czemu pytam?

Chcę być informowany/a o odpowiedziach