Miasto Kobiet
moda uroda zdrowie kultura i rozrywka kulinaria wnetrza spoleczenstwo recenzje wydarzenia kupony konkursy

Moja Twoja kanapa

Cauchsurfing
Wyjazd córki w daleką podróż i zamieszkanie u kompletnie obcej osoby – czy nie zwerbalizowałam właśnie jednego z największych lęków naszych matek? Pomimo tych obaw i stereotypów kobiety w ruchu couchsurfingowym – w którym tysiące osób oddają sobie nawzajem miejsca w swoich domostwach, aby taniej i bardziej intensywnie podróżować – mają się bardzo dobrze. Opowiadają o tym „Miastu Kobiet” krakowskie couchsurferki

„Nie odpisałam, bo byłam na couchsurfingu” – wysyła SMS-a moja przyjaciółka Iga Rudzka, teatrolożka, pracująca w jednym z krakowskich muzeów. Jej życie nabrało tempa, odkąd przed rokiem założyła konto na Couchsurfing.com i zaczęła przyjmować gości na swojej kanapie, i jeździć, czyli „surfować” po kanapach (lub podłogach) innych. „Jak się pospieszysz, to zastaniesz jeszcze moich couchsurferów z Londynu” – odpisuje Karolina Kołodziej, studentka hungarystyki i porównawczych studiów cywilizacji na UJ, która uczestniczy też w wielu projektach kulturalnych. Nie przebywa chwilowo w podróży Patrycja Jacaszek, informatyczka, ale pisze: „Wybieram się do Rzymu za miesiąc. Za jakieś dwa tygodnie rozpocznę poszukiwania couchsurferów, żeby mnie przenocowali, oprowadzili itd.”.

Przyjmuję!

Wszystkie trzy: Iga, Karolina, Partycja jeżdżą po świecie, korzystając z gościnności osób, które poznały w internecie. Jednocześnie przyjmują w swoim domu wędrowców, z którymi umówiły się na stronie www. Ta wzajemna wymiana pozwala znacznie obniżyć koszt podróży. „Ale nie tylko!”, zauważa Iga. „Na stronie możesz zaznaczyć, że w tym momencie nie przyjmujesz, lecz chętnie pójdziesz z kimś na obiad czy piwo, pokażesz miasto. Couchsurfing pozwala ci zwiedzić miejsca, do których byś sama nie dotarła. Zdarzyło mi się np. w Belgradzie być w klubach muzycznych, które robiły wrażenie, a których nie znalazłabym w przewodniku”. Patrycja: „Społeczność couchsurfingu jest bardzo ciekawa, ludzie bywają naprawdę szaleni. Zazwyczaj, jeśli się gdzieś wybieram na dłużej, staram się spotykać z ludźmi w danym miejscu, np. kiedy byłam miesiąc w Montpellier, to noclegu nie potrzebowałam, ale nikogo tam nie znaliśmy, więc napisałam do nich i spotykaliśmy się bardzo często. Jak wybierałam się do Londynu, to oprócz noclegu znalazłam też forum, na którym ludzie umieszczali informacje o różnych wydarzeniach, w których można za darmo i bezpiecznie uczestniczyć, np. koncerty, darmowe zwiedzanie, bilety, które ktoś ma, a nie może użyć i chce odsprzedać lub oddać za darmo…”. Karolina: „Ostatnio spędziłam spontaniczny weekend w Czechach: dojechałam stopem do Brna, gdzie czekał umówiony dzień wcześniej couchsurfer. Niezwykłym zbiegiem okoliczności było to, że napisałam tylko do dwóch osób z Brna, a ci okazali się przyjaciółmi i byłymi współlokatorami. Pierwsza noc – standard: parę lokalnych knajpek, jacyś znajomi, nocleg w mieszkaniu. Padła propozycja: jeśli macie śpiwory i nie przeszkadza wam nocleg na zewnątrz, to zostańcie z nami jeszcze jedną noc – jedziemy za miasto, do lasu, gdzie zatrzymamy się na weekend w jaskini. Wylądowaliśmy w paleolitycznej jaskini, o której dzień po moim powrocie była mowa na zajęciach z kultur prehistorycznych. Tak obchodziliśmy wigilię Beltaine (święto przejścia z ciemnej pory roku w jasną). Słowak, u którego gościłam, cztery dni później wylądował w Polsce, żeby zobaczyć, jak wyglądają juwenalia w Krakowie”.

Przewodnik bez przewodnika

O swoich przygodach mogą opowiadać godzinami. Kalejdoskop miejsc, osób, zdarzeń. Czasem wygląda to wręcz na uzależnienie. Jak się zaczyna? Patrycja: „Na początku, w 2006 roku, byłam w hospitality club [mniej rozbudowany serwis, służący po prostu znalezieniu miejsca do spania – przyp. AK], a od 2007 jestem w couchsurfingu. Ludzie sprzedali mi ten pomysł, kiedy byłam na wolontariacie we Francji”. Pomysł na to, żeby nie płacić za nocleg i korzystać z wiedzy „lokalsa”. „Zwiedzanie miast jest o wiele ciekawsze, bo poznaje się ludzi, którzy w nich mieszkają i znają miejsca, o których w przewodnikach nie piszą. Także jeżeli planuje się przeprowadzkę do innego państwa na dłużej i nikogo się nie zna, to zawsze jest couchsurfing, gdzie można łatwo poznać fajnych ludzi” – dodaje Patrycja.

Klucz do podróży

Wszystkie podkreślają – kluczem do couchsurfingu jest internetowy profil. Umiejętność zaprezentowania się i czytania profili innych sprawia, że podróżuje się do tych, których chciałoby się spotkać. To też czyni podróż bezpieczną. „Przede wszystkim zwracam uwagę na referencje. Osoba bez referencji albo tylko z opiniami od znajomych z własnego otoczenia budzi pewne obawy – szczególnie jeśli ma już długi staż w CS. Poza tym ważne jest, co o sobie pisze – a raczej w jaki sposób to pisze. Wolę czytać raczej o tym, co kogo interesuje albo co lubi niż jakieś próby opisania swojego charakteru, co przeważnie sprowadza się do open-minded i easy-going... W prośbach o nocleg często nawiązuje się do wspólnych zainteresowań – ta rubryka jest gwarancją, że będzie o czym rozmawiać” – mówi Karolina. Profil na Couchsurfing.com jest wizytówką podobną do tej na portalu społecznościowym albo nawet randkowym: ma na celu takie zaprezentowanie się, by zyskać zainteresowanie i zaufanie podobnych ludzi. Karolina: „Zdjęcia! Osoba bez zdjęć ma nikłe szanse na znalezienie noclegu u kogokolwiek. Rzecz jasna nie mówimy tu o przeglądaniu zdjęć o jakości i treści jak z portali randkowych (chociaż zdaje się, że niektórzy mylą z nimi CS), ale o ujęciach, które odzwierciedlałyby charakter tej osoby, w dużym skrócie – czy wygląda ciekawie”. Iga komentuje, że umieszczenie na swoim profilu informacji o tym, czego się słucha i co czyta, jakie się ma poglądy polityczne czy religijne, jest świetnym punktem wyjściowym do dyskusji. „Dopiero od człowieka z Argentyny dowiedziałam się, dlaczego Chavez ‘nie’, a Castro ‘tak’ z punktu widzenia mieszkańców tamtych rejonów. To nie jest wiedza, którą łatwo znaleźć w gazecie”. Lecz dodaje: „Gościłam dziewczynę, która uwielbiała czytać harlequiny, pomyślałam ‘a, co mi tam!’ i spędziłam z nią bardzo fajnie czas! Napisała mi później, że byłam jej najfajniejszą hostką. Nie zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami na całe życie, ale to spotkanie dużo mnie nauczyło”.

Co powiedzieć mamie?

Jeśli tak łatwo pomylić go z portalem randkowym, a do tego naprawdę nie znamy naszych gospodarzy, to czy podróżowanie w ten sposób rzeczywiście jest bezpieczne? Karolina: „Życie jest ryzykowne! A skoro już i tak ryzykuję, to fajnie jest z tego coś mieć – niezapomniane wspomnienia i masę ciekawych znajomych na całym świecie. Poza tym jeśli używa się CS mądrze, to nie stanowi ono większego zagrożenia niż minięcie obcego na ulicy. Wydaje mi się, że bywa to nawet bezpieczniejsze niż pobyt w hostelu/hotelu, bo poznaje się realia, a to zmniejsza ryzyko pojawienia się w niewskazanym dla przybysza miejscu, czasie lub towarzystwie. Sekret tkwi w odpowiednim dobraniu couchsurfera”. Wtóruje jej Patrycja: „Jeżeli nie chce się ryzykować, to należy wybierać osoby, które mają uzupełniony profil, dużo komentarzy i są poręczone (jest tam opcja vouch for this person). To trochę jak na Allegro”. Iga oprócz opowieści o naprawdę brudnym i zabałaganionym mieszkaniu pewnego Norwega („ale i tak wystawiłam mu pozytywną opinię, bo przyjął mnie z dnia na dzień i był w porządku”) nie ma żadnych zastrzeżeń. Patrycja: „Z takich dziwnych sytuacji to raz napisał do mnie sześćdziesięcioletni Algierczyk, czy nie mogłabym go przenocować w Krakowie przez całe wakacje. A jak byłam w Paryżu, to mieszkałam u chłopaka, który był alkoholikiem, i kiedy już opuściłam jego mieszkanie i spotkałam go na mieście, to udawał, że mnie nie zna...”. Najwięcej spotkało Karolinę: „W Amsterdamie szukałam noclegu ze znajomą z Niemiec na ostatnią chwilę. Wylądowałyśmy u sześćdziesięcioletniego samotnika, który od początku nie budził naszego zaufania, jednak było u niego mnóstwo couchsurferów. W zasadzie całe dwa pokoje tylko do dyspozycji gości z CS – przeważnie młodych dziewczyn. Na miejscu wszystko było OK, miałyśmy własny pokój, rowery, ręczniki, klucze. Kilka tygodni później dostałam od tego człowieka wiadomość z prośbą o kontakt do mojej znajomej, ponieważ, jak twierdził, zakochał się w niej i prosił, abym nie stawała im na drodze. Ponieważ z jego strony padły pewne sugestie o zabarwieniu seksualnym, byłam zmuszona zapytać znajomego ambasadora CS, co zrobić w takiej sytuacji. Głównie chodziło o sprawy referencyjne. To bardzo cenne doświadczenie. CS to dobra baza dla wielu dziwnych ludzi o niejasnych intencjach – albo wręcz przeciwnie, o BARDZO JASNYCH intencjach”.

Ask ambassador

Kim jest ów ambasador, który uratuje w trudnym momencie? Karolina: „CS tworzy całe społeczności – lokalne, ale także globalne albo skupiające ludzi o konkretnych zainteresowaniach, potrzebach itd. CS to nie tylko katalog profili, ale też fora internetowe, gatheringi – również w Krakowie takie mają miejsce. To, co się dzieje w danym miejscu, zależy od inwencji miejscowych couchsurferów. Z czasem wykształciła się administracja, która ma za zadanie ułatwić współpracę, rozwiewać wątpliwości, rozwiązywać problemy i podejmować różnorakie inicjatywy integrujące. Ambasadorzy to osoby, które zarządzają sprawami CS w danym regionie. Nie wszędzie wykształciła się taka instytucja i niektórzy nawet nie wiedzą, że mogą liczyć na pomoc takiej osoby, a wręcz, że to należy do jej obowiązków – choć ambasadorzy działają na zasadach wolontariatu. Ja miałam szczęście przez przypadek, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy, gościć u ambasadora CS w Luksemburgu, który generalnie wie co i jak. Oczywiście okazał się bardzo pomocny. Także w innych sprawach, czysto technicznych, np. jak ulepszyć swój profil, aby ludzie bardziej ci ufali i chętniej cię gościli. Czysty marketing”.

Dlaczego warto?

Karolina Kołodziej: „Pamiętam każdą, KAŻDĄ osobę, u której się zatrzymałam, i te, które mnie odwiedziły”.
Patrycja Jacaszek: „Najfajniejsze jest to, że w dużych miastach (typu Londyn, Paryż, Barcelona, Nowy Jork, Edynburg) tworzy się społeczność, która mieszka w tym mieście i regularnie się spotyka. Na przykład w Edynburgu organizowali śniadanie o wschodzie słońca na Arthur’s Seat”.
Iga: „Kiedy któryś raz z rzędu wybierałam się do Belgradu, trafiłam na taką dziewczynę, że zamiast zwiedzać miasto, trzy dni piłam z nią wino i smażyłam bakłażany, gadając o wszystkim”

Turystyka intymna, turystyka osobista

„O tym właśnie jest turystyka intymna/intimate tourism” – mówi mi Paula Bialski, polsko-kanadyjska socjolożka, twórczyni tego pojęcia, która społeczność couchsurferów zna jak mało kto. Jest autorką pracy magisterskiej, artykułów, książki i powstającego na uniwersytecie w Lancaster doktoratu, który koncentruje się m.in. na tej społeczności i zagadnieniu mobilności (Paula bada również m.in. portale autostopowe). Analizuję z Paulą, co opowiedziały mi dziewczyny z Krakowa. Nawet ich wiek zgadza się ze statystykami strony. „Przeciętny podróżnik korzystający z Couchsurfing.com ma 27 lat” – mówi Paula. Dostęp do statystyk spadł jej jak gwiazdka z nieba. „Pewnego dnia od jednego z założycieli portalu, Caseya Fentona, dostałam maila, że chce zamieszkać na mojej kanapie w Warszawie”. Dla Pauli był to znak, że należy się zająć couchsurfingiem naukowo. Po jakimś czasie była już w siedzibie Couchsurfing.com, rozwijając portal i badając jego uczestników. „Więzi, które budujemy, podróżując w ten sposób, to nie przyjaźń” – twierdzi Paula. Opowiada, że często uczucie towarzyszące spotkaniu z goszczącym nas couchsurferem można porównać do oczekiwania na randkę. „Pomiędzy wami wytwarza się specyficzny rodzaj flirtu. To nie jest seksualne, choć takie może być, raczej jest to romantyczne – może dlatego kobiety nie boją się, a wręcz uwielbiają couchsurfing” – zastanawia się Paula. Intryguje ją też terapeutyczny aspekt tych podróży. „Kiedy znajdziesz profil, z którego wnioskujesz, że z jego właścicielem chciałbyś spędzić czas, masz nadzieję, że będzie wam się dobrze rozmawiać. Paradoksalnie trafia się więc do kogoś na kanapę, na której prowadzi się w końcu terapie i psychoanalizy… Człowiek naprawdę potrafi się podczas couchsurfingu otworzyć”. Badając społeczność couchsurfingową, Paula zauważyła, że nie można jej porównać do zwykłej turystyki (od którego to pojęcia też się odchodzi. „Teraz mówi się o mobilności, bo przecież wszyscy jesteśmy w ruchu…”). Według badaczki, couchsurfing generuje emocje, o których nie do końca da się opowiedzieć, bo powstają w interakcjach między obcymi w końcu ludźmi. To więź, która rodzi się w specyficznej atmosferze i za którą jest się odpowiedzialnym, wybierając sobie gospodarza. „Sama już właściwie nie couchsurfuję” – mówi Paula. W jej wypadku couchsurfing został zastąpiony przez portal Facebook. Przewiduje, że będzie to silniejszy trend. „Couchsurfing, mimo że uczestniczą w nim również osoby nawet sześćdziesięcioletnie, jest opcją na jakiś czas, potem wracamy do zwykłego życia”, mówi Paula. Ale ten moment zaangażowania w couchsurfingowe życie jest niezapomniany – podkreśliły to wszystkie moje rozmówczynie.

 

Agnieszka Kozak

ilustracja: prevka

 



<< wszystkie artykuły   następny artykuł >>Bridezilla atakuje

wasze opinie

dodaj komentarz

Aspel / hotel, restauracja
Kraków, ul. Bratysławska 2.

Instytut Terapii GESTALT /
Kraków, ul. Gwarna 2b

Krzysztof Rozmus / sesje coachingowe

 

Zapraszamy do naszych konkursów internetowych

więcej

kupony na usługi i zakupy

wiecej

NEWSLETTER
Wpisz swój e-mail:

dodaj